Piłka nożna: Coraz lepszy ten Puchar Polski!

Od kilku lat PZPN walczy o przywróceniu świetności Pucharowi Polski. Renoma tych rozgrywek mocno nam przybladła i właściwie potrzebny był drużynom tylko po to, żeby mogły pochwalić się ewentualnym dubletem. Daje on co prawda możliwość gry w europejskich pucharach, ale nasze drużyny jakoś nieszczególnie kwapią się do tego, by pokazać się na arenie międzynarodowej.

Tymczasem jest coraz lepiej. Finał Pucharu Polski rozgrywany jest na Stadionie Narodowym, jego oprawa jest imponująca a transmisja telewizyjna przeprowadzana z wielką pompą. Takie małe piłkarskie święto narodowe. Nawet my sami jesteśmy zaskoczeni, że z taką uwagą oglądamy rozgrywki 1/16 Pucharu.

A że terminy sprzyjające – nie ma akurat Ligi Mistrzów, Polsat pokazuje nam dwa mecze, jeden po drugim, to nic, tylko oglądać. Przedwczoraj bramkowa kanonada w Sosnowcu, później niezły mecz Cracovii z Jagiellonią, a w międzyczasie trzy bramki Lecha, kompromitacja ekstraklasowiczów – Korony Kielce i Bruk-Betu.

Środa mogła być lepsza lub chociaż równie dobra? Mogła i była! W dwóch transmitowanych przez Polsat meczach  zobaczyliśmy zespoły z I Ligi podejmujące drużyny z Ekstraklasy. Najpierw Sandecja Nowy Sącz grała ze Śląskiem Wrocław, potem w Zabrzu miejscowy Górnik podejmował mistrza kraju, Legię Warszawa.

W Nowym Sączu było nieźle, widowisko psuł nam trochę rzęsisty deszcz, przez co oglądaliśmy dużo niedokładności. Ale dobrze patrzyło się na ambitnych piłkarzy Sandecji, którzy przeciwstawiali się lepszym piłkarsko wrocławianom. Ci atakowali, a swoją przewagę udowodnili w 31. minucie golem strzelonym przez Mervo.

Nie udało się dobić rywala i za to Śląsk zapłacił wysoką cenę, na siedem minut przed końcem sędzia odgwizdał faul w polu karnym a jedenastkę pewnie wykorzystał Trochim. W dogrywce zadecydowały indywidualne umiejętności piłkarzy, a konkretnie Alvarinho, który dwukrotnie przełożył sobie przeciwników, zszedł do środka na lewą nogę i huknął nie do obrony. Śląsk gra dalej, ale zawodnicy Sandecji nie mają się kompletnie czego wstydzić.

slask-lech-laczy-nas-pasja

Hitowym spotkaniem tego etapu rozgrywek był wieczorny mecz Górnika Zabrze z Legią Warszawa. Już sam fakt, że na trybunach zasiadło ponad szesnaście(!) tysięcy kibiców, świadczy o tym, jaka była stawka tego pojedynku.

Niejeden zespół w Ekstraklasie chciałby mieć taką frekwencję na trybunach. Legia ruszyła z impetem, a trzeba przyznać, że chciała wygrać, trener Hasi wystawił bardzo mocną jedenastkę z Nikolicem i Langilem na czele. Ten ostatni sprawiał w pierwszej połowie najwięcej kłopotów obrońcom Górnika.

Była dla nich zwyczajnie za szybki i nawet nie próbowali go faulować. Na udowodnienie swojej przewagi Legia potrzebowała dwóch minut. Najpierw Aleksandrov dorzucił piłkę na nos Hamalainenowi, potem w slalom między obrońcami zabawił się Nikolic i było 2:0. Zabrzanie mieli szansę na kontaktowego gola, po tym jak kupiony z Lubina Dąbrowski faulował we własnej szesnastce, ale strzał Gergela z wapna obronił Cierzniak.

Na drugą połowę wyszła ta sama, ale jakże inna Legia. Wystarczyło, że Górnik trochę przycisnął Wojskowych, a ci zaczęli gubić się w okolicach własnej szesnastki. Najpierw Kopacz głową po rzucie rożnym, a potem cudowny strzał Kurzawy i było 2:2. Górnik mógł nawet objąć prowadzenie, ale strzał Plizgi przeleciał obok słupka bramki Legii. Czego jak czego, ale dogrywki w tym spotkaniu się nie spodziewaliśmy!

A ta, to trzydzieści minut na wyniszczenie. Padli piłkarze Legii. Dąbrowski, którego łapały skurcze, tylko statystował na boisku, problemy miał też Rzeźniczak, Legioniści grali więc praktycznie bez stoperów. Górnik to wykorzystał. Tym razem rzut rożny wykonywał Grendel, a piłkę znowu do siatki skierował głową Kopacz.

kopacz-laczy-nas-pasja

Ostatnie piętnaście minut to walka w najczystszej postaci. Słupki, poprzeczki, awantury, skaczący do pojedynków główkowych Dąbrowski, który nie mógł normalnie zrobić kroku. Coś pięknego, zero kalkulacji, Górnik, który prowadzi, przeprowadzający atak za atakiem. Tylko bramek już zabrakło i z Pucharem żegna się obrońca tytułu. Na pocieszenie zostaje Wojskowym ewentualna Liga Mistrzów!

Warto również wspomnieć o pozostałych meczach, w których GKS Jastrzębie wygrał z Radomiakiem Radom 2:1, Pogoń Szczecin rozgromiła KKS Kalisz4:0, Chojniczanka pokonała Stal Mielec 2:0, a nasz były już reprezentant w eliminacjach Ligi Europy, Zagłębie Lubin, sensacyjnie uległo Drutex-Bytovii 0:1. Naprawdę coraz ciekawszy ten Puchar Polski!

 

Komentarze