Piłka nożna: Co w Ekstraklasie piszczy?

    Patrzymy na sobotnią rozpisek spotkań, które odbędą się w Ekstraklasie i czujemy się rozczarowani. Po dwóch fajnie zapowiadających się spotkaniach dziś obejrzymy trzy mecze, dla których prawdopodobnie nie zmienilibyśmy żadnych swoich planów. Czyli jakby ciocia zaprosiła nas na kawę i ciasto, a akurat rozgrywałoby się któreś ze spotkań, to na pewno nie rozpaczaliśmy z tego powodu. Mimo że za ciocią nie przepadamy, kawy nie pijemy, a lekarz zabronił nam jeść słodycze.

    Ciekawi nas natomiast, jak zaprezentuje się dzisiaj Piast Gliwice na tle Arki Gdynia. Alarmowaliśmy o tym na bieżąco – wicemistrzowie Polski pobili ekstraklasowy rekord na ilość przegranych meczów z rzędu. Oczywiście nie jest to powód do dumy, ale – co najważniejsze – tę niechlubną serię udało się przed tygodniem przerwać. W zeszły piątek gliwiczanie pokonali Śląsk Wrocław 4:3.

    Dariuszowi Wdowczykowi obejmującemu Piasta współczuliśmy – drużyna była w kompletnej rozsypce i trudno było przewidywać, że coś nagle drgnie i ekipa z Gliwic nagle zacznie wygrywać. Jeszcze pierwsze spotkanie przeciwko Wiśle Kraków było do tyłu, ale już siedem dni temu pierwsze od dawien dawna zwycięstwo. Warto jednak podkreślić, że Śląsk to obecnie zespół, który ma ogromne problemy i którego pokonanie – przynajmniej w teorii – nie powinno stanowić dla nikogo problemu.

    Co u Arki? 1:4 z Lechem u siebie to nie jest zbyt optymistyczny zwiastun przed potencjalnym finałem Pucharu Polski, ale nie będziemy wybiegać aż tak daleko myślami. Jak do tej pory trzy porażki, jedno zwycięstwo i jeden remis tegorocznej wiosny plus pewnie wygrany pierwszy mecz półfinałowy w Pucharze Polski. Na tle mocniejszych rywali gdynianie wypadają blado, na tle tych prezentujących podobny poziom, punktują.

    “Poprawić musimy przede wszystkim o koncentrację w grze obronnej, bo w pewnych momentach brakuje nam czujności. Jest trochę gapiostwa… W niektórych sytuacjach przysypiamy i np. przeciwnik nas wyprzedza. Powinniśmy wtedy zrobić coś inaczej i – co najważniejsze – lepiej. Pracujemy nad tymi elementami. Szkoleniowiec mówi nam, co robimy dobrze, a co źle. Wyciągamy z tego wszystkiego wnioski, więc myślę, że przyniesie to efekt i kwestią czasu jest gra na zero z tyłu.” – to kilka słów od Jakuba Szmatuły przed tym meczem.

    ***

    Gdybyśmy w poprzedniej rundzie mieli obstawić zwycięzcę spotkania pomiędzy Zagłębiem Lubin a Ruchem Chorzów, to z pewnością pieniądze ulokowalibyśmy na komplet punktów Miedziowych. Gdy jednak patrzymy na ostatnie spotkania z udziałem obu zespołów, to zaczynamy się zastanawiać. Coraz bliżej jesteśmy tego, żeby to Ruchowi przydzielić rolę faworyta w tym meczu.

    Pięć zdobytych goli w pięciu meczach – to ostatnie mecze Zagłębia, z czego aż trzy z nich autorstwa Filipa Starzyńskiego. Popularny Figo jest obecnie w dobrej formie i znowu wraca temat jego transferu do lepszego klubu. Zagłębie jednak, które na początku sezonu cieszyło nasze oko, dziś coraz bardziej równa do środka tabeli. Siedem zdobytych punktów w pięciu meczach to nie jest rzecz jasna powód do wstydu, ale już punktowanie w takim tempie raczej nie zwiastuje walki o podium Ekstraklasy na koniec sezonu.

    Ruch natomiast, który na początku roku przegrał z Cracovią, wskoczył na właściwe tory i gra jak z nut. Ogranie Lechii i Legii to nie jest byle co. Jeżeli dziś Lipski z kolegami pokażą swoje właściwe oblicze, to prawdopodobnie z Zagłębia nie będzie czego zbierać. Pamiętajmy jednak, że to tylko Ruch. Nie wiadomo czemu, ale akurat dziś może frajersko przegrać.

    ***

    Na koniec spotkanie Pogoni Szczecin z Jagiellonią Kraków, które z daleka pachnie nam remisem. Wszystko za sprawą Portowców, którzy już 11-krotnie dzielili się punktami w tym sezonie ze swoimi rywalami. Jeżeli Jagiellonia chce w tym sezonie zdobyć mistrzostwo Polski, to musi zgarnąć dziś całą pulę. Szczecińska pułapka tylko czeka na to, aż ktoś w nią wpadnie.

    Jaga ma w tym roku dwie twarze. Albo zagra dobrze i strzeli dużo goli, albo wypadnie bardzo mizernie i zrobi pusty przelot. W trzech zwycięskich spotkaniach tej wiosny zdobyła łącznie aż trzynaście goli. W dwóch przegranych natomiast – aż sześć straciła. Michał Probierz w dalszym ciągu upiera się przy swoim, że to Lech lub Legia zdobędą w tym roku majstra, ale czym dalej w sezon, tym bardziej wydaje nam się, że to tylko kurtuazyjne gadanie.

    Obie ekipy mierzyły się ze sobą w historii 25-krotnie. Jedenaście razy lepsza okazywała się drużyna z Białegostoku, dziesięc razy lepsi byli szczecinianie. Co ciekawe jednak, w ostatnich czterech spotkaniach ani razu zwycięsko z tej konfrontacji wychodzili piłkarze Jagi – dwa remisy i dwa zwycięstwa Pogoni.

    Gdybyśmy mieli obstawiać, to dalibyśmy dzisiaj trzy remisy. Choć zdajemy sobie sprawę, że to bardzo mało prawdopodobne rozstrzygnięcia. Innych pomysłów jednak nie mamy.

    Komentarze