Piłka nożna: Co by było gdyby nie Niko? Wynik pójdzie w świat!

    Wyspani? Ktoś zarwał nockę z powodu buzującej w żyłach adrenaliny? Komuś mocniej zabiło serce oglądając mecz Legii ze Zrinjskim? No dobrze, może i były momenty „grozy”, ale nie żebyśmy byli jakoś szczególnie ożywieni oglądając to spotkanie. Mistrz Polski wygrał, ale nazwać ten wynik „zwycięstwem” to lekkie naciągnięcie, coś jak nazwanie randką zaproszenie kuzynki na studniówkę.

    Spójrzmy najpierw na pozytywy. Wojskowi są w kolejnej rundzie i teraz czekają na rozstrzygniecie pojedynku między mistrzem Słowacji FK AS Trencin  i mistrzem Słowenii Olimpią Lubljana.besnik-hasi-legia-laczy-nas-pasja-2

    Cel został więc osiągnięty, Legioniści grają dalej. Kolejny powód do „radości”, to osiągnięte w końcu zwycięstwo pod wodzą trenera Besnika Hasiego.

    Czwarty mecz o stawkę w tym sezonie i w końcu trzy punkty. Fakt, łatwiej być nie mogło, ale jak wygrać, to przed własną publicznością i w meczu dającym awans do kolejnej rundy w eliminacjach Ligi Mistrzów.

    I z pozytywów to by było na tyle. Pisaliśmy wczoraj, zapowiadając to spotkanie, że piłkarzom z Łazienkowskiej nie będzie łatwo. Ich gra była do tej pory mało przekonywująca, najbardziej raził brak przygotowania fizycznego i odpowiedniej reakcji zespołu na ataki przeciwnika. W skrócie, Legia grała dobrze, jeśli przeciwnik grał bez entuzjazmu. Czy wczorajszy mecz zmienił w jakikolwiek sposób nasze zdanie? Absolutnie nie.

    Wynik pójdzie w świat. 2:0 u siebie, Legia awansowała wygrywając dwumecz. Ale czy z taką grą ma szansę zajść dalej?

    Zespół ze Słowacji, czy ze Słowenii, będzie przeciwnikiem o wiele trudniejszym.

    Nie życzymy nikomu źle, zwłaszcza jemu, ale dobrze, że zobaczyliśmy warszawski zespół bez Guilherme. Brazylijczyk z powodu kontuzji zszedł z boiska już w piętnastej minucie. W dotychczasowych meczach był on wiodącą postacią w drużynie i wczorajsze spotkanie pokazało, że bez niego może i jest życie w Warszawie, ale ataki nie wyglądają już tak samo. Kompletny brak przysłowiowego zęba i przyspieszenia w ofensywie.

    Nie było Guilherme, ale był Nikolic, strzelec obu goli. Król strzelców Ekstraklasy z poprzedniego sezonu znowu udowodnił, że jest snajperem wysokiej klasy.

    Gdyby nie on, nie wiadomo jakie nastroje panowałyby wczoraj w stolicy. Najpierw pewnie wykorzystał rzut karny, który według nas nie powinien zresztą zostać podyktowany. Niby rywal zagrał łokciem, ale czy znacząco powiększył powierzchnię ciała? Piłka była też mocno w jego kierunku uderzona i jego czas na reakcję był mocno ograniczony. Jedenastka naszym zdaniem sporna, ale za to precyzyjnie wykonana.

    Po takim prezencie Legioniści powinni rzucić się na rywala, ale nic takiego się nie stało. Zamiast zdobyć drugą bramkę i wybić przeciwnikowi z głowy marzenia o kolejnej rundzie, sami mogli stracić bramkę.

    W drugie odsłonie meczu precyzyjnie uderzał Masanovic, ale na posterunku był Malarz. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i chwile później piłkę do bramki znowu wpakował Nikolic. Po podaniu Hamalainena, wbiegł z futbolówką w pole karne między bezradnymi obrońcami rywala i posłał piłkę obok bramkarza.

    Piłkarze z Bośni i Hercegowiny mieli okazję na honorowe trafienie i przedłużenie nadziei na korzystne rozstrzygnięcie po stałym fragmencie gry, ale znowu refleksem popisał się golkiper stołecznej drużyny.

    Patrząc na grę Legii ciężko tryskać optymizmem. Nie zmienia się styl, ale zmienił się rezultat. W końcu wygrali i może w tym trzeba upatrywać nadziei. Nie stracili bramki i zrobili krok do upragnionej Ligi Mistrzów.

    Komentarze