Piłka nożna: 35. urodziny Tomasza Kuszczaka!

    Gdybyśmy zostali zapytani o pięciu najlepszych polskich bramkarzy ostatnich 20 lat, to pewnie obok Dudka, Boruca, Szczęsnego i Fabiańskiego wymienilibyśmy Tomasza Kuszczaka. Gdybyśmy zostali zapytani o najzdolniejszego z nich, takiego, który na starcie, zakładając po raz pierwszy rękawice bramkarskie ma największe szanse na zrobienie kariery, to obok Szczęsnego zostałby właśnie już tylko Kuszczak. Patrząc na wszystkich przez nas wymienionych bramkarzy to właśnie bohater naszego tekstu zrobił jednak najmniejszą karierę.

    Prawdopodobnie gdyby nie Kuszczak, to nikt z nas nie wiedziałby o istnieniu Krosna Odrzańskiego. To tam właśnie 35 lat temu przyszedł na świat przyszły bramkarz reprezentacji Polski. Gość o trudnym charakterze, który nie znosił słowa “kompromis”. Facet, który wchodząc do szatni Manchesteru United podnosił wysoko czubek nosa i pewny siebie mówił “ja” gdy Sir Alex Ferguson wybierał bramkarza na spotkanie przeciwko Liverpoolowi w Premier League.

    Granie w poważną piłkę Kuszczak zaczynał w drugiej drużynie Herty Berlin, co biorąc pod uwagę zaledwie 18 ukończonych lat, wstydu nie przynosiło. Potem przeniósł się do West Bromich Albion, czym zaczął swoją przygodę z angielską piłką. Przygodę, która trwa już 13 lat.

    Czy można wybić się z West Bromich Albion do Manchesteru United? A no można. Czy można z marszu wskoczyć do pierwszego składu i bluzę z numerem jeden dzierżyć przed sezon, dwa lub trzy? Teoretycznie tak, ale w praktyce nie jest to takie proste. Może gdyby Edwin van der Sar był troche starszy. Albo trochę młodszy. Albo był kontuzjogenny. Lub chociaż gdyby sprawiał problemy wychowawcze i podpadł wyjściem na miasto Fergusonowi – ok, zgoda – wtedy Kuszczak mógłby go wygryźć z pierwszego składu. Ale nie dość, że Holender był zdrowy tak ryba, z wiekiem był coraz lepszym bramkarzem, to jeszcze prowadził się wzorcowo. Był w swojej najlepszej dyspozycji nie do wyjęcia. Kto wie, być może przez nikogo na świecie.

    I tak czas mijał i mijał, a Kuszczak siedział i siedział. Oczywiście nie cały czas, bo łącznie z bluzie Czerwonych Diabłów na boisko wychodził aż 32 razy. Wynik to całkiem dobry porównując chociażby z Jerzym Dudkiem i jego marnymi dwoma występami w Realu Madryt, to nie jest to wynik, który nam imponuje. Biorąc pod uwagę jednak, że na Old Trafford spędził łącznie sześć długich lat, to nie ma się czym chwalić.

    Pamiętamy dokładnie, co polskie media pisały wtedy, gdy Kuszczak z ławki rezerwowych się praktycznie nie podnosił. Wielu dziennikarzy doradzało mu wtedy, by zmienił klub i w końcu zaczął regularnie grać. Zwłaszcza że reprezentacja Polski w tamym czasie jeździła na wielkie turnieje i przy dobrej formie Kuszczak mógł nawet grać w niej pierwsze skrzypce. Co ciekawe, właśnie w kadrze Tomek debiutował już w 2003 roku, czyli chwilę po tym, jak nasza reprezentacja wróciła z mundialu w Korei i Japonii. Gdy pierwszym bramkarzem był wspomniany przed sekundą Dudek, który bronił dostępu do bramki w angielskim Liverpoolu.

    Z tym że Kuszczak z orzełkiem na piersi wystąpił łącznie tylko 11 razy i każde z tych spotkań było tylko meczem towarzyskim. Najpoważniejsi przeciwnicy, z którymi bramkarzowi przyszło się mierzyć, to Hiszpania i Urugwaj. Z jednymi Biało-czerwoni przegrali 0:6, z drugimi 1:3.

    Po Manchesterze Kuszczak udał się na wypożyczenie do Watford, gdzie kariery jednak nie zrobił. Potem były kolejno Brighton, Wolverhamapton i Birgminham, w których Polak tylko potwierdził, że jest bardzo solidnym bramkarzem. I właśnie ta solidność jest czymś, z czego my go zapamiętamy, gdy ten już zawiesi rękawice na kołku.

    Z ciekawych informacji na temat Kuszczaka, o których na pewno nie wszyscy wiedzą jest to, że jego córka chodziła do tego samego przedszkola, co dzieci Wayne Rooneya, Robina van Persiego, Patrice’a Evry i Jamesa Milnera. Nie mamy wątpliwości, że to najbardziej “sportowe” przedszkole w całej Anglii.

    Sto lat, Tomek!

    Komentarze