Orlen Liga: Sopocianki w chemicznej mgle

    Wszystko się kiedyś kończy. Ta „złota” myśl ma zastosowanie w każdej dziedzinie życia. Czy rozmawiamy o muzyce, polityce, czy o sensie egzystencji. Zawsze perspektywa jest ta sama. Gdzieś, w bliższej lub dalszej przyszłości nastąpi koniec. Oczywiście można bronić się przed nieuchronnym, szarpać, gryźć lub spokojnie realizować jakiś znakomity plan. Wszystko to tylko odroczy na jakiś czas, ciążący jak miecz Damoklesa, koniec.

    Mamy drugą połowę kwietnia i zgodnie z planem powoli kończą się rozgrywki w Orlen Lidze. Na wszystkie pytania dotyczące tego sezonu będziemy dostawać odpowiedzi z dnia na dzień. Także i na to najważniejsze. Kto zdobędzie tytuł mistrzowski? Niektórzy z Państwa uśmiechną się zgryźliwie i z nutką wyższości w głosie powiedzą „przecież wszystko wiadomo, jest podane jak rosół na tacy kto zwycięży”. Fakt, jakby nie odwracać tabeli po sezonie zasadniczym, jakby nie kombinować i przestawiać statystyk wyłania nam się obraz ligi w której jeden jest faworyt i tylko on (właściwie one) może założyć koronę mistrzowską. Mowa jest naturalnie o Chemiku Police. Policzanki w błyskawiczny sposób policzyły się w półfinale z Dąbrową Górniczą pokazując, że nie będą litować się nad swoimi przeciwniczkami. Po tym pokazie siły kibice zadawali sobie pytanie czy jest ktoś zdolny powstrzymać rozpędzony i żądny sukcesu pochód mistrzyń Polski. A gdyby było tak, że w półfinale zamiast MKS-u był Impel? Też poszłoby Chemiczkom tak łatwo? Gdybać sobie można, ale fakty są faktami. Zawodniczki z Polic rozczarowały występami w Lidze Mistrzyń i teraz, w finale Orlen Ligi, za żadne skarby po raz drugi rozczarowania nie chcą swoim kibicom serwować. Bez żadnych odstępstw realizują plan nakreślony im przez trenera Głuszaka, o czym świadczą nie tylko wyniki pierwszych dwóch meczów finałowych, ale również wypowiedzi zawodniczek. Środkowa Chemika Katarzyna Gajgał-Anioł bez żadnego owijania w bawełnę mówi że pierwszym krokiem do tryumfu będą wygrane we własnej hali.

    Naturalnie nikt nie lekceważy Atomu Trefl Sopot. Trener Głuszak chwali swe przeciwniczki za wolę walki i zaangażowanie. Tylko czy to wystarczy na policzanki? Na razie z całą pewnością to za mało. We wtorek sopocianki dobre miały początek oraz trzeci wygrany set. Gdy wydawało się że mecz może rozpocząć się od nowa, zainkasowały bolesny cios w czwartej odsłonie pojedynku przegrywając 25 do skandalicznych jak na finał 9 punktów. Środa potwierdziła opinię o dominacji Chemika. Błędem byłoby pisać, że policzanki gładko odniosły zwycięstwo 3:0. Zawodniczki z Sopotu wiły się i walczyły jak ryba wyjęta z wody. Były bliskie wyrwania seta, ale jak się okazało ambicja i bitność to w tym wypadku za mało. Czy dadzą radę zmienić niekorzystny dla siebie wynik finału w swojej hali? Tego nie wiemy. Jeśli chcą to osiągnąć muszą pokazać nie tylko serce do gry, ale też wspiąć się na wyżyny swoich umiejętność. Za tydzień przekonamy się czy nadmorski jod powstrzyma chemiczną infekcję…   

    Foto: polskieradio.pl

    Komentarze