Orlen Liga: Police w koronie czekają na tronie

    Chemik Police rozsiadł się na tronie jak królowa Bona. Z założoną nogą na nogę czeka cierpliwie, ze stoickim spokojem na rywalki, z którymi zmierzy się w finale Orlen Ligi. Policzanki czują się może nawet lepiej niż ich koleżanki w latach dziewięćdziesiątych, kiedy zdobywały dwukrotnie mistrzostwo Polski. Stefana Veljiković, serbska środkowa zespołu z Polic twierdzi, że jest chemia w Chemiku. Chyba z wyraźną ulgą powiedziała te słowa, po wygraniu Pucharu Polski. Ulgą, bo nawet same zawodniczki przyznawały, że po zaskakująco gładkiej przegranej w I rundzie play off z Fenerbahce Grundig Stambuł w zespole coś się zacięło i nawet na treningach nie prezentują się tak, jak w swojej normalnej formie. Jednak Europa to Europa, a Polska to Polska.

    W finale wspomnianego już Pucharu Polski zrewanżowały się sopociankom za zeszłoroczną przegraną w tych rozgrywkach. Później „skończyły” MKS Dąbrowę Górniczą w półfinale Orlen Ligi, wygrywając rywalizację 2:0, nie tracąc nawet seta. Policzanki łaskawie panują nam od 2014 roku. Żeby była jasność, nikt ich na tronie sztucznie nie posadził, nie są marionetkowymi, farbowanymi mistrzyniami. Mądra i konsekwentna polityka włodarzy klubu przywróciła Chemikowi dawny blask. Ciężko jest w tej chwili przypuszczać, że po rozczarowującej walce w Lidze Mistrzyń wypuszczą mistrzostwo Polski z rąk. Zwłaszcza, że jeden poważny kryzys już w tym sezonie przezwyciężyły. Po przegranych meczach ligowych z Impelem i Bielskiem zdecydowano się w Policach na drastyczny krok i zwolniono trenera Cuccariniego. Wydaje się, że po objęciu stanowiska przez Jakuba Głuszaka sytuacja się unormowała. Zawodniczki zapewniają, że nawet po tych porażkach żadna z nich nie zwiesiła głowy i się nie poddała. Tak tworzy się zespół. Dobrymi i kiepskimi występami. Ważne jest parcie do przodu, nawet przez grząskie bagno kryzysu.

    Na pytanie, kto będzie grał w finale z Chemikiem nie dostaliśmy wczoraj odpowiedzi. Drugi mecz między Impelem Wrocław a PGE Atom Trefl Sopot wygrały wrocławianki 3:2 doprowadzając do wyrównania stan rywalizacji. Gdybym tylko w tych lakonicznych słowach opisał ten mecz, byłaby to głęboka niesprawiedliwość. Okazałbym fatalny brak szacunku dla zawodniczek, które stworzyły nieprawdopodobnie emocjonalne, tytaniczne widowisko. Szalona walka trwała przez pięć setów i ponad trzy godziny. To był niesamowity pokaz siatkówki na najwyższym poziomie. Chylę czoła przed Paniami, bo na takie spotkania czeka się całymi latami.

    Mecz decydujący o losach tego półfinału odbędzie się w najbliższy piątek 15 kwietnia w Sopocie.  Już zacieram ręce na myśl o tym, co będzie się działo w Ergo Arenie. Nie wierzę, że któraś z drużyn odpuści i nie zaangażuje się w walką na 100 procent swoich umiejętności. Nie wierzę również, że ktokolwiek oglądający starcie we Wrocławiu nie będzie chciał włączyć w piątkowy wieczór telewizora. Jeśli jednak ktoś będzie miał wątpliwości, niech je zamknie szczelnie w szafie i kibicuje z całych sił Paniom w półfinale Orlen Ligi.

    Komentarze