Orlen i PlusLiga: Zmiany, zmiany, zmiany

Życie nie znosi pustki. Kiedy wydaje się, że nic się nie dzieje to tylko ułuda. Pod przykrywką spokojnego trwania w błogim szablonie, zawsze ktoś lub coś pracuje pilnie nad nowym pomysłem, ideą która ową pokrywkę zrzuci lub w sposób znaczący uchyli. Można być konserwatystą, można uciekać od zmian tak daleko jak tylko się da, lecz ucieczka i tak będzie skazana na porażkę. Zmiany obojętnie czy dobre, czy fatalne dopadną każdego. Nawet przeprowadzka na bezludną wyspę tutaj nie pomoże. John F. Kennedy mówił, że jeśli ktoś patrzy tylko na przeszłość i teraźniejszość, przegapi przyszłość.

Cytat ten wciela w życie Jacek Kasprzyk, prezes Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej. Pięć lat od zamknięcia najwyższego szczebla męskich rozgrywek ligowych i dwa lata od podobnego zabiegu w ich żeńskim odpowiedniku, ogłasza powrót to systemu spadku i awansów. Oczywiście nie jest to jedyna zapowiadana zmiana. Mówi o powiększeniu PlusLigi z czternastu do szesnastu zespołów (nigdy wcześniej tylu w lidze nie było), a OrlenLigi z dwunastu do czternastu. Zmienić się ma także system rozgrywek, choć jeszcze nie wiadomo jaką formę ostatecznie przybierze. Czy będzie to powrót do starego systemu? Czy skrócona zostanie faza play-off o jedną rundę, co zaowocuje tym, że walka o mistrzostwo rozegra się między czterema najlepszymi klubami? Ma się to rozstrzygnąć do końca czerwca.

To wszystko rozumiem. Pomysł zamykania lig (jakichkolwiek) to w naszych polskich warunkach fatalna idea. Nie rozumiem tylko argumentacji pana prezesa. Twierdzi on mianowicie, że poprzednia reforma była jak najbardziej udana, argumentując, że przecież zostaliśmy mistrzami świata, a na parkietach PlusLigi pojawiło się mnóstwo utalentowanej młodzieży. Nie sposób się z tym sprytnym stwierdzeniem nie zgodzić. Jednak wobec tego, jeśli jest tak dobrze to po jakie licho następna rewolucja? Może dlatego, że rzeczywistość ligowa niej jest aż tak wspaniała. Może dlatego że istnieje grupa klubów dla których występy w pierwszej lidze bez perspektywy walki o najwyższe cele krajowe to całkowita strata czasu. Jest wiele argumentów za otwartą Plus i Orlen Ligą. Jednak są tacy, którym izolacja najwyższej klasy rozgrywkowej jest na rękę. Każdy kibic wie o tym, że dla najsłabszych zespołów powrót do spadków i awansów oznaczać będzie ostrą walkę o pieniądze związane z występami w PlusLidze. A tak było wygodnie i bezpiecznie. Ci, którzy dzięki temu wynaleźli sobie sposób na zarabianie łatwych pieniędzy, będą się bronić przed jakimikolwiek zmianami. Już mieliśmy tego próbkę podczas zebrania szefów klubów PlusLigi i Orlen Ligi w Krakowie. Prawdopodobnie odrzucono pomysł powiększenia rozgrywek, a kwestia spadków i awansów budzi duże kontrowersje.

Na koniec chętnie zacytuję Dudałę z filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, który na pytanie zdezorientowanego dyrektora Krzakoskiego: „Co tu się dzieje… w imię ojca i syna?!” odpowiedział wiekopomne: „Zmiany, zmiany, zmiany”. Ze szczególną dedykacją dla tych, którym status quo w polskiej siatkówce jest na rękę.

Komentarze