Nikt nie chce tytułu, czyli angielska ruletka

    Trzeba sobie spojrzeć głęboko w oczy i bez cienia strachu, z pełną powagą której wymaga ten jakże ważki temat powiedzieć: tydzień, który jest za nami, to była jedna wielka otchłań futbolowych niespodzianek. Wszystko wyglądało tak, jakby z zupełnie niezrozumiałych dla człowieka emocjonującego się piłką kopaną powodów, w części czołowych lig Europy faworyci dogadali się i postanowili zrobić chorą rewoltę. Panowie, dajmy szansę słabszym. Niech się podzieją na boiskach cuda, zakrzyknęli. Ilość zapaści nerwowych kibiców wzrosła niebotycznie, a fortun utopionych w odmętach bukmacherskiego świata, chyba nikt nie jest w stanie policzyć.

    Bayern daje się ograć w Monachium Mainz i nic nie może na to poradzić Lewandowski, Muller, ani Robben, który uważa że futbolówka to jego prywatna własność i nie ma takiej opcji żeby piłką przy nodze podzielić się z kimkolwiek. W Pucharze Włoch Juventus daje sobie strzelić trzy bramki Interowi, choć w lidze dzieli ich punktowa przepaść. Polacy dostosowują się do trendu europejskiego, Legia zostaje sponiewierana przez „dzieci kukurydzy” z Niecieczy.

    Anglia nie daje po sobie poznać, że chce dokonać brexitu i jednoczy się mentalnie z kontynentem. Dodatkowo zadaje kłam twierdzeniu że czołowe zespoły „biją się” o mistrzostwo kraju. Raczej wygląda na to, że nikt tytułu Mistrza Anglii nie chce. Być może brzmi to dziwnie, ale mam w ręku niepodważalny argument w postaci wyników ostatniej kolejki. Przedstawmy zatem kolejne sceny dramatu. Pierwszego marca, dokładnie o 20:45, na King Power Stadium Leicester potyka się z trzynastym w tabeli West Bromwich Albion. Co z tego, że gra o niebo lepiej niż kilka dni wcześniej z Norwich. Co z tego że ostrzeliwuje bramkę WBA i dominuje rywala. Wynik po 90 minutach brzmi 2:2. Sytuację uważnie obserwują rywale z czołówki ligowej tabeli i zacierają ręce.

    Drugi marzec. W Londynie dzieje się wszystko. Emocje kipią jak gorący żur w garze. Arsenal podejmuje Swansea a piętnaście kilometrów na wschód od Emirates Stadium, w tym samym czasie, West Ham spotyka się z Tottenhamem. Cel jest jasny, wykorzystać remis Leicester. Plany planami, a życie życiem. Zgodnie, jak  stare dobre małżeństwo, dwóch londyńskich pretendentów przegrywa. Wiadomo, Tottenham miał trudniejsze zadanie, bo nie dość że derby, to jeszcze przeciwnik łokciami przepychający się w stronę czołówki tabeli. Dodajmy do tego nokaut City w Liverpoolu. Nudny, ociężały choć zwycięski United i mamy obraz wojny w której nikt nie chce zostać zwycięzcą.

    Jak w tej sytuacji wytypować wyniki zbliżającej się kolejki ? Proponuję udać się do wróżbity Macieja…

    Jedno jest pewne, w Londynie znowu będzie gorąco. Derby północy to nie w przelewki a stawka jest duża, największa. Przegrany może definitywnie pożegnać się z marzeniami o mistrzostwie. Tottenham wydaje się być bardziej stabilny od Arsenalu, którego postawę można porównać do humorów kobiety w ciąży. To stawia go w roli faworyta.

    Manchester City też jest pod ścianą i jeżeli jeszcze jakaś iskra nadziei na tryumf jest, to o żadnej pomyłce w meczu z dołującą Aston Villą mowy być nie może. Leicester traci „parę” i wcale nie jest takie pewne, że z solidnie broniącym Watford łatwo sobie poradzi. W tej sytuacji swoją szansę na zamieszanie w czołówce może wykorzystać West Ham. Warunkiem do tego będzie wyjazdowe zwycięstwo z Evertonem.

    Jak widać sytuacja na ligowej planszy szachów jest bardzo ciekawa. Z całą pewnością będzie nas czekać w sobotę cały pakiet emocji. Czy jednak coś się wyjaśni w sprawie mistrzostwa ? Wątpię…

    Komentarze