MŚ Elity: Tacy byliśmy jeszcze wczoraj… A jutro półfinały…

    Życie szybko ucieka. Bardzo szybko. Jak piasek wysypujący się nie wiadomo którędy z zaciśniętej dłoni. Mknie jak ogier z rozwianym włosiem i pianą toczącą się z pyska. Kiedy o tym myślę staje mi przed oczami obraz Władysława Podkowińskiego „Szał”. Wiem, że znawcy sztuki popukają się po głowie czytając moją interpretację, ale to właśnie płótno jest dla mnie symbolem galopującego czasu, który na ułamek chwili zatrzymał się w miejscu. Tak, jak ów ogier stojący dęba, na chwilę zatrzymały się też hokejowe mistrzostwa świata. Jeszcze niedawno toczyły się boje w grupach, a już jesteśmy po ćwierćfinałach. Ekspresowy pociąg przemknął z szaloną prędkością, na kilka chwil zatrzymując się na peronie. Wiemy już, że z elitarnych wagonów składu kolejowego musieli wysiąść minimum na rok Węgrzy i Kazachowie. Oni są największymi przegranymi turnieju. Ci pierwsi pogrzebali swoje szanse na obronę Elity w meczu z Niemcami, a w zasadzie w jego trzeciej tercji. Choć po wcześniejszym zwycięstwie nad Białorusią realizacja planu pozostania na następny sezon w Elicie była bardzo realna.

    Kazachstan miał sytuację jeszcze łatwiejszą. W pierwszej kolejce niespodziewanie wygrał po karnych ze Szwajcarią i wydawało się, że tylko kwestią czasu są następne zwycięstwa. Zwłaszcza, że w meczach z teoretycznie dużo silniejszymi rywalami prezentowali się naprawdę dobrze (Rosja, Czechy). Trwało to wszystko do spotkania z Łotwą, fatalnie przegranego 1:2. Później dołożyli jeszcze łomot od Duńczyków i w efekcie za rok będą rywalizować między innymi z Polską w Dywizji 1A.

    Ci którzy dostali się do ćwierćfinału to faktycznie elita Elity. Każda z reprezentacji zasłużyła w pełni na awans. Nawet wydawałoby się najsłabsza w tym gronie Dania, mimo spektakularnej masakry, której dokonali na nich Rosjanie (10:1), potrafiła stanąć na nogi i w okolicznościach rodem z najstraszniejszych dreszczowców kinowych wygrać dwa mecze w rzutach karnych z Łotwą i Czechami. Dla mnie to właśnie oni napisali najciekawszą jak do tej pory historię turnieju. Fakt, że odpadli w ćwierćfinale z Finlandią tego nie zmieni. Zresztą Finowie póki co, grają turniej doskonały. Być może słuchają w szatni piosenki „Perfect Day” Lou Reeda, bo perfekcyjnie radzą sobie z rywalami, nie przegrywając jako jedyny zespół w mistrzostwach jeszcze meczu. Rosjanie w sobotnim półfinale muszą przygotować się na straszną bitwę.

    W drugim półfinale będziemy mieli powtórkę z rozrywki czyli pojedynek Kanady z USA. Naturalnie faworytami są ci pierwsi. Nie dość, że są obrońcami mistrzostwa, to jeszcze w pierwszej kolejce grupowej spuścili manto Amerykanom, aplikując im pięć bramek. Pamiętajmy jednak, że takie turnieje żądzą się swoimi prawami. Ci słabo (jak na nich) prezentujący się zawodnicy USA w ćwierćfinale wysłali do domu Czechów.

    Zabrzmi to może dziwnie, zabrzmi to może niewiarygodnie, ale bez żadnej wątpliwości mogę napisać, zbliżający się majowy, wiosenny weekend będzie podporządkowany zimowemu hokejowi na lodzie!

    Komentarze