MŚ Elity: Fińscy snajperzy kontra klonowy syrop

    Czasami zdarza się w życiu tak, że człowiek coś przeczuwa, coś chodzi mu po głowie i nic z tym nie robi. Po fakcie oczywiście ogromnie żałuje tego, iż nie posłuchał przeczucia, które kołatało do bram jego głowy. Zaczyna się kombinowanie, zaczyna się liczenie, co cholera zrobiłem? W zasadzie, czego nie zrobiłem. Dlaczego w szalonym odruchu nie wyciągnąłem gotówki z portfela i nie pognałem jak koń wyścigowy do bukmachera stawiając określoną kwotę na określony wynik, wyciągając w efekcie określoną wygraną. Świadomość straconej szansy na zarobek potrafi być frustrująca i skutecznie niszczy radość z pięknego niedzielnego poranka. Ptaszki ćwierkają, słoneczko grzeje, piękne dziewczyny mijają człowieka na ulicy, a w głowie pulsuje jak ból z niezaleczonego zęba myśl o tym, czego człek nie zrobił. Każdy miał w życiu takie chwile, o których piszę, większość lubiących troszeczkę podkręcić emocje sportowe przeżywało tego rodzaju zgryzoty. Mówię o tym fatalnym stanie umysłu, ponieważ przeżywam to właśnie dziś. Jako obserwator hokejowych mistrzostw świata z jednej strony mam pełną satysfakcję, że przewidziałem skład meczu finałowego. Z drugiej pluję sobie w twarz, że tego przeczucia nie wykorzystałem.

    Portale internetowe rozpisują się o tym, jaka to wielka niespodzianka spotkała nas w półfinałowym spotkaniu Finlandii z Rosją. Jednak, kiedy uważnie rozpatrywało się to, co działo się w Rosji przez ostatnie kilkanaście dni, jasnym było, iż to Finowie są w lepszej dyspozycji i to właśnie oni są najmocniejszą drużyną turnieju. Podstawowy argumentem było to, w jaki sposób radzili sobie w drodze do finału. Nie liczyli punktów, strategicznie nie rozkładali sił, nie zwracali uwagi na to jak grają przeciwnicy. Po prostu wygrywali, bez kunktatorstwa i z pełnym przekonaniem o swoich umiejętnościach. Dlatego dla mnie osobiście to, że rozbili Rosjan 3: 1 nie jest żadną niespodzianką. Suomi posiadają świetnych hokeistów, to stwierdzenie jest tak oczywiste, jak to, że w słońce wstaje i zachodzi. Imponuje jednak styl, w jakim dotarli do dzisiejszego finału i konsekwentna zmiana pokoleniowa, jakiej jesteśmy świadkami. Wydaje się, że naturalne starzenie się gwiazd hokeja fińskiego nie wpływa zupełnie na grę reprezentacji, a tacy zawodnicy jak Sebastian Aho czy Patryk Laine nie raz jeszcze udowodnią swoje talenty.

    W przypadku drugiego finalisty, Kanady, wszystko odbyło się zgodnie z planem. Mogą tylko trochę dziwić męki w półfinałowym meczu z USA. Druga tercja tego spotkania dała się we znaki Kanadyjczykom, a Amerykanie pokazali, że choć cały turniej grali trochę na wstecznym biegu to tą fazę rozgrywek traktują nadzwyczaj poważnie.

    Dzisiejszy finał będzie powtórką z rozrywki. W spotkaniu grupowym Finowie upokorzyli ekipę klonowego liścia wygrywając 4:0. Mam nadzieję, że wpłynie to mobilizująco na zawodników i w efekcie zobaczymy emocjonujący ostatni mecz mistrzostw świata. Pewne natomiast jest to, że przez resztę tygodnia będę zadawać sobie pytanie, dlaczego nie przekuwam przeczuć w korzyści majątkowe…   

    Komentarze