Michał Pol: Zagłębie i Lech, czyli dwa zaskoczenia

Dwa największe zaskoczenia rozpoczętego właśnie sezonu Ekstraklasy to Zagłębie Lubin i Lech Poznań. Pierwsi, że poszło im aż tak dobrze, drudzy, że aż tak źle. Drużyna Piotra Stokowca zachwyciła już świetnym finiszem ubiegłego sezonu, dzięki której zasłużenie wdarła się na podium. W wakacje nic nie straciła z tamtego potencjału i teraz pokazuje, że przyzwoita gra w europejskich pucharach – wbrew narzekaniom i usprawiedliwieniom wielu poprzedników – wcale nie musi przeszkadzać występom w Ekstraklasie, jakoś da się pogodzić grę na obu frontach.

Pogodzić to mało powiedziane! Zagłębie nie tylko jest niepokonanym liderem ekstraklasy, ale w trzech meczach nawet nie straciło gola.

I ma w składzie prawdziwą gwiazdę, która robi różnicę – Filipa Starzyńskiego, którego udało się sprowadzić z Belgii na stałe i to za przyzwoite pieniądze. W ostatniej kolejce, z także niepokonaną Termaliką, „Figo” zagrał jak na słynnego portugalskiego „imiennika” przystało. Najpierw asystował przy golu Krzysztofa Janusa, a potem sam kapitalnie strzelił w okienko.

starzynski-zaglebie-lubin-laczy-nas-pasja

Trener Stokowiec mógł więc ze spokojem zdjąć go z boiska tuż po przerwie, by odpoczął przed czwartkowym rewanżem w III rundzie eliminacji Ligi Europy z SønderjyskE. Strata z pierwszego spotkania (1:2) jest jak najbardziej do odrobienia. „Miedziowi” muszą zagrać jak w drugiej połowie z Duńczykami, tylko o wiele bardziej skutecznie, zmarnowali nawet karnego. Wynik był przecież o wiele gorszy niż gra.

Co do Lecha, wiedziałem, że słowa trenera Jana Urbana o walce o tytuł, to raczej urzędowy optymizm i deklaracje na wyrost. Nie spodziewałem się jednak, że zacznie sezon gorzej niż ubiegły.

Tymczasem w XXI wieku tylko raz rozpoczął ligę w gorszym stylu, a od 61 lat nie był na starcie rozgrywek aż tak nieskuteczny. Trzy mecze, jeden punkt, zero goli, ostatnie miejsce w tabeli – katastrofa.

Rok temu nie było lepiej. Zaledwie kilka tygodni po świętowaniu mistrzostwa Polski, „Kolejorz” szybko zakończył kampanię w jego obronie. Nie wygrał żadnego z dziewięciu meczów z rzędu, z których przegrał aż siedem, spadł na ostatnie miejsce. Trenera Macieja Skorżę zastąpił Urban, który wyprowadził „Kolejorza” z kryzysu, ale jak się okazuje nie na długo. Licząc mecze z końcówki poprzednich rozgrywek, Lech wygrał tylko jeden z 10 ostatnich meczów i znów szoruje dół tabeli.

jan-urban-lech-poznan-laczy-nas-pasja-2

Kibice są wściekli, jedni domagają się zmian na ławce trenerskiej, drudzy w zarządzie klubu, tymczasem prawda jest taka, że Lechowi pomoże jedynie radykalne wzmocnienie kadry. Nie da się walczyć o tytuł, mając do dyspozycji 14-15 zawodników, bez solidnych zmieników na każda pozycję. Za chwilę się okaże, że z tak wąską kadrą może być ciężka walka o utrzymanie.

Lech powinien wzmocnić lewą i środkową obronę oraz siłę ognia. Nickie Bille Nielsen nie może się przełamać na gola (czeka od 19 kwietnia), a po Marcinie Robaku widać efekt przewlekłej kontuzji. W dodatku wystawiani razem obaj napastnicy bardziej sobie przeszkadzają niż pomagają, a schodzącemu z konieczności na lewą flankę Robakowi, jeszcze trudniej odnaleźć dawną formę.

Trener Urban chyba zbyt wcześnie ogłosił, że powrót 33-letniego napastnika po kontuzji „jest jak transfer”. Na pewno Lech „potrzebuje” natychmiastowego „transferu” Szymona Pawłowskiego, którego dynamiki i szarpnięcia drużynie może najbardziej boleśnie brakuje, ale nie może się skończyć wyłącznie na transferach powrotnych z gabinetów lekarskich.

lech-poznan-pilka-nozna-laczy-nas-pasja

Przede wszystkim jednak w Lechu brakuje lidera, piłkarza typu „jak trwoga to do Boga”, który da nadzieję w trudnym momencie, finezyjnie zagra lub strzeli, pociągnie resztę za sobą. „Piłkarza z topu”. Kogoś jak Starzyński w Zagłębiu.

Prezes Karol Klimczak tłumaczy jednak, że jeśli klub nie gra w europejskich pucharach, musi sprzedać jednego topowego zawodnika, żeby móc funkcjonować w kolejnym roku. Z taką filozofią ciężko będzie jednak znów wywalczyć awans do pucharów. Zwłaszcza, że na horyzoncie widnieje odejście Tamása Kádára, a w styczniu Paulusa Arajuuriego do Brondby Kopenhaga. A przecież po odejściu Karola Linettego do Sampdorii Genua są środki na prawdziwe wzmocnienia i to nie małe.

Chyba się na to nie zapowiada, skoro trener Urban zamiast wywierać presję na zarząd woli podkreślać konieczność zachowania zimnej krwi i pokazania charakteru – To dla nas wyzwanie, żeby wyjść na prostą. Nie możemy jednak stracić przy tym głowy, bo to rzecz normalna w piłce, że zdarza się taki słabszy moment. Kiedy się nie układa, to zaczyna być nerwowo. Wtedy jest większa odpowiedzialność za wynik, większy stres. To jest jednak części piłki. Kiedy nie idzie, to trzeba pokazać charakter. I tak musimy zrobić. Początek sezonu jest bardzo zły dla nas. Cóż, potrzebna jest nam bez wątpienia dobra passa – stwierdził.

Komentarze