Michał Pol: Dwa dziwne transfery Legii

    Gdy Legia Warszawa po długich 21 latach posuchy wywalczyła wreszcie awans do Ligi Mistrzów, nurtowały mnie dwa pytania: Raz: na kogo trafi w grupie i jak wykorzysta powrót do elity? Dwa: przede wszystkim – jak wpłynie na nich potężny zastrzyk finansowy od UEFA.

    Rywali w grupie życzyłem jej jak najsilniejszych, wychodząc z założenia, że każda grupa będzie dla mistrzów Polski „grupą śmierci”, czyli nie do wyjścia. Niech więc przynajmniej będzie widowiskowa. I taka jest.

    Nie można było trafić lepiej z pierwszego koszyka niż na obrońcę trofeum, Real Madryt z najlepszym piłkarzem świata, Cristiano Ronaldo (ciekawe czy Arkadiusz Malarz rzeczywiście wyprowadzi go za rękę z tunelu, jak zadeklarował w Canal+) oraz takimi gwiazdami jak Garteh Bale, Luka Modrić czy Toni Kross, których wspaniałe będzie zobaczyć na żywo na Łazienkowskiej.

    Wreszcie tej rangi klub przyjeżdża do Polski nie z powodów marketingowych na “SuperMecz”, ale z powodów sportowych! To samo dotyczy Borussii Dortmund. Z trzeciego koszyka wolałem londyński Tottenham, ale Sporting Lizbona to też godny rywal. W każdym spotkaniu Legioniści powinni wyjść na boisko bez presji, bez ciężaru oczekiwań. Niech cieszą – siebie i nas – grą. Czeka ich piękna przygoda.

    Z zainteresowaniem czekałem za to na wzmocnienia. Nie na same rozgrywki LM, bo nie wyobrażałem sobie piłkarzy, którzy mogliby pomóc jej wyjść z takiej grupy.

    Wiedziałem, że Legia nie przetraci całej kasy z UEFA na zawodników z wyższej półki i ich pensje, by nie rozsadzić budżetu i nie pogrążyć klubu w chaosie – jak w przypadku kilku uczestników Champions League z naszej część Europy. Prezesi mądrze deklarowali, że nie chcą by powrót do Ligi Mistrzów okazał się jednorazowym epizodem, po którym nastąpi kolejna wieloletnia posucha.

    Oba transfery Legii po losowaniu zadziwiły mnie. I na plus i na minus. Wiadomo było, że gra w elicie to doskonały argument, by skusić któregoś z zawodników z przeciętnych zachodnich klubów, choćby tych tkwiących na ławkach. Przez 21 lat żaden polski klub nie był w stanie założyć tej przynęty na haczyk. Byłem więc ciekaw, czy tym razem się uda.

    Takim właśnie piłkarzem byłby Paweł Wszołek, o ile Legii uda się go wyciągnąć z włoskiego drugoligowca, któremu gra w Champions League powinna znacznie pomóc, nawet za cenę powrotu do Ekstraklasy. Takim piłkarzem jest też bez wątpienia Waleri Kazaiszwili, którego pewnie gdyby nie Liga Mistrzów nie skusiły by żadne pieniądze.

    kazaiszwili-laczy-nas-pasja-2

    23-letni uniwersalny ofensywny pomocnik (może grać na obu skrzydłach i w ataku) ma ponad 100 występów w holenderskim Vitesse Arnhem, dla którego zdobył 25 goli. Już 15 razy wystąpił też w reprezentacji Gruzji. Zdecydowanie nie przyjeżdża do Polski odcinać kupony od gasnącej kariery. Ta wciąż przed nim. Choć nazywany jest wielką nadzieją gruzińskiej piłki, można praktycznie nazwać go Holendrem, bo spędził tam ostatnie sześć lat i jest praktycznie produktem niderlandzkiego futbolu. Tacy piłkarze jeszcze do Ekstraklasy nie przychodzili. Zapowiada się na dobrą inwestycję dla obu stron.

    Równie zadziwił mnie powrót na Łazienkowską Miroslava Radovića. “Legenda Legii”, to być może za dużo powiedziane. Bez wątpienia jednak, 32-letni Serb jest bardzo doświadczony i bardzo zasłużony dla drużyny mistrza Polski, dla której w 329 występach zdobył 77 bramek.

    I wygląda na to, że smak Ligi Mistrzów będzie mu dane posmakować właśnie za zasługi. Wraca bowiem po półtorarocznej przerwie i nieudanej przygodzie z chińskim Hebei China Fortune. W Chinach głównie leczył kontuzję klub po roku rozwiązał z nim kontrakt. Mógł wrócić już wcześniej, ale trener Stanisław Czerczesow odrzucił minionej zimy tę możliwość.

    miro-radovic-legia-laczy-nas-pasja

    Nie śledziłem ligi serbskiej, w której występował w barwach Partizana Belgrad, ale rzut oka na jego grę przeciwko Zagłębiu Lubin pozwolił zrozumieć decyzję Czerczesowa. Ciężko wyobrazić sobie, że od razu wskoczy do składu i będzie tym samym Rado, który brylował w Ekstraklasie, a zwłaszcza w pucharowych meczach ze Spartakiem czy Rapidem.

    No dobrze, z drugiej strony gdyby nie jego gra w tamtych pucharowych spotkaniach, Legia nie natłukła by punktów w rankingu UEFA, które pozwoliły wreszcie na rozstawienie w kluczowej rundzie eliminacji.

    Awans do rundy grupowej, to w małej części także jego zasługa. Serb zna szatnię, kibiców, stadion i nie zeżre go pucharowa presja, co może mieć dobry wpływ na kolegów. Wątpię jednak czy pomoże im na boisku. Zdecydowanie nie jest to przyszłościowa inwestycja jakich się spodziewałem po awansie do elity.

    Komentarze