Melodium dla Szarapowej

W dniu 6. marca roku pańskiego 2016 agent Marii Szarapowej, Max Eisenbud zgodnie z wszelkimi zasadami marketingu hollywoodzkiego ogłasza, że dnia następnego jego podopieczna zwoła konferencję prasową, na której padną niezwykle istotne dla jej dalszej kariery słowa. Wśród dziennikarzy poruszenie, eksperci prześcigają się w domysłach. Cóż to może być ? Maria kończy karierę? Zaszalała i jest w ciąży ? Kolejna operacja po kontuzji? Napięcie z godziny na godzinę rośnie. Już całe Los Angeles rzuciło wszystkie zajęcia i oczekuje godziny 13. Pan od hot dogów nie parzy parówek, jakiś meksykanin przestaje wsuwać ostre burito. Na Sunset Boulevard zamiera ruch, a wiecznie płynące tam dźwięki gitary wiszą bezgłośnie w powietrzu. Na konferencję przybywają rodzice Szarapowej. Znaczy, sprawa poważna.

W końcu nadchodzi ten moment. Piękna bogini tenisa spływa na mównicę. Lecz cóż to? Mina marsowa, pełna skupienia. Suknia czarna niczym żałobny welon. – Dostałam e-maila od ITF – zaczyna – napisano że miałam pozytywny wynik testu antydopingowego podczas Australian Open. Westchnienie przeszło przez salę. – Ja o tym nic nie wiedziałam – kontynuuje – przez dziesięć lat lekarz  podawał mi mildronat. Pierwszego stycznia wpisano meldonium  na listę zabronionych środków.

Okazało się, że to jest to samo…

Cóż za niefart… Cóż za sensacja. Biedna, biedna Maria…

Z cała sympatią do pięknej Rosjanki, to trochę się w tym miejscu dziwnych myśli pojawia. Bo czy nie było tak, że półtora miesiąca sprawę pod dywan zamiatano? Czy złowroga substancja nie była zabroniona w obrocie handlowym na terenie USA? Czy sama Szarapowa chora była na niewydolność serca bądź miała dusznicę? A co ze sztabem, lekarzami? Oni też nie wiedzieli, że estoński hit eksportowy to sprawa śliska i śmierdząca na milę?

Różne historie złapani na szprycowaniu sportowcy opowiadają. Petr Korda, tenisista, jadł skażoną cielęcinę. Kolarz, Tyler Hamilton tłumaczył, że wchłonął zabronioną substancję wraz z krwią swego brata bliźniaka, jeszcze w okresie prenatalnym swego żywota. Gdy złapano skoczka wzwyż, Sotomayora oskarżał CIA o spisek, który doprowadził do niecnej sytuacji. Część piłkarskiej drużyny kobiecej Korei Północnej świecąc jak neonówki wpadło na testach po mistrzostwach świata. Wtedy wódz całego narodu (a w zasadzie jego północnej części) Kim Dzong Il ogłosił, że działano w stanie wyższej konieczności, gdyż roztwór z gruczołu piżmaka ratował zawodniczki po uderzeniu pioruna. I nic to. że burzy nie było… Nasz Jarosław Morawiecki, kiedy po Calgary nie przeszedł badań twierdził że ktoś złośliwie mu czegoś do barszczu dodał… Wydawało się, że coraz bardziej karkołomne opowieści trzeba będzie tworzyć, by widmo oszustwa od swej osoby oddalić. Nie w przypadku Szarapowej, bo tłumaczenia, że listu nie przeczytała i stąd ten cały ambaras jest jedyne w swym rodzaju i absolutnie niepowtarzalne. Taki pomysł, taka głowa…

Lecz cóż jeśli faktycznie stała się ofiarą niespotykanej jak na sportowca zawodowego niewiedzy i zbiegu niefortunnych okoliczności?  To też nie ma lekko, bo na Igrzyska raczej nie pojedzie…

Na koniec niech będzie RMF24 błogosławiony. Za tytuł, za pomysł i za nieszablonowe podejście. „Szarapowa siódmą ofiarą meldonium” napisali. Zatem od grasującego specyfiku chroń autorów Panie…

Komentarze