Mały potwór rośnie. Czyżby początek czegoś wielkiego?

Pamiętamy doskonale kiedy po meczu z Piastem Gliwice Marco Paixao stwierdził, że drużyna Lechii przypominała w nim momentami Barcelonę. Zaraz po tym stwierdzeniu dał nam przyzwolenie na śmiech i co tu kryć, wielu z nas uśmiechnęło się ironicznie. Zwłaszcza, że takich wypowiedzi wśród naszych kopaczy po jednym dobrym spotkaniu nie brakuje, a gdańszczanie wygrali z Piastem, któremu w tym roku kompletu punktów zdobyć się nie udało. Jeszcze szerzej uśmiechnęliśmy się kiedy w następnej kolejce Lechia przegrała z Zagłębiem. Może nie grała tragicznie, ale na porównania do Barcelony nikt by się nie odważył. Zgodnie z preferowanym przez piłkarzy trenera Nowaka systemem punktowania, wygrana, porażka, wygrana itd., wczoraj czekaliśmy na mecz za trzy punkty. Oczekiwaniom stało się zadość, ale Lechia nie tylko wygrała ten mecz, Lechia zwyciężyła! Nie mówimy tu o wyniku, chociaż 5:1 musi działać na wyobraźnię i każdy kto meczu nie oglądał może pomyśleć – rzeź niewiniątek! Chodzi o styl, jakość, kulturę gry i zaprezentowanie się poszczególnych zawodników.

Kiedy patrzyliśmy na funkcjonowanie poszczególnych elementów w grze Lechii zaczęliśmy się zastanawiać czy istnieje cień nadziei, że w Gdańsku właśnie rodzi się coś wielkiego, projekt, który w przeciągu kilku najbliższych lat może stanowić o sile polskiej piłki. Zaplecze jest – pieniądze, kibice, stadion – to wszystko to poziom jak najbardziej pozwalający być europejskim średniakiem. Trener. W tej kwestii jeszcze nie wiemy co myśleć. Z jednej strony Piotr Nowak nie jest postacią anonimową, jego doświadczenia nikt nie kwestionuje, ciężko jednak wysnuwać daleko idące wnioski. Pięć meczów w Ekstraklasie to stanowczo za mało do jakiejkolwiek oceny, zwłaszcza kiedy te dobre przeplatają się z tymi fatalnymi jak w Kielcach. Istotna jest też ta „chemia” między trenerem a zawodnikami, jeśli oni zrozumieją jego zamysł taktyczny i filozofię gry a on będzie potrafił obudzić w nich radość gry ustawi ją tak, aby wykorzystywać ich największe, zalety wtedy dopiero drużyna będzie grała na miarę swoich możliwości. Czy tak jest z Lechią Nowaka? Według nas wszystko idzie w jak najlepszym kierunku! Warto zwrócić również uwagę na to, co dostrzegają wszyscy obserwatorzy. Piotr Nowak murem staje za drużyną nawet po słabych spotkaniach. Potrafi posadzić na ławce zawodnika po nieudanym meczu, ale nigdy nie skrytykuje go publicznie. Dla zawodników z Gdańska, których jeszcze niedawno trenował Thomas von Heesen, jest to duża odmiana. Budowanie wzajemnego szacunku i zaufania może być kluczowe przy tworzeniu tego projektu.

A co jak co, ale kapitał ludzki do budowania drużyny Piotr Nowak ma! We wczorajszym spotkaniu z Jagiellonią nie było jednej gwiazdy, błyszczało ich kilka! My od kilku spotkań szczególną uwagę zwracamy na Milosa Krasicia, który wczoraj nosił opaskę kapitana i zdobył jedną z bramek, a przy dwóch miał duży udział. Kiedy przychodził do Lechii prezentował się dramatycznie! Parodia piłkarza, snuł się po boisku, bardziej przeszkadzał niż pomagał, dobrze, że kondycja pozwalała mu na maksymalnie jedną połowę spędzoną na boisku, bo nie było z niego pożytku. Wyraźnie odżył. Może nie stanowi o sile całej drużyny, ale jest jej ważnym elementem. Bierze na siebie odpowiedzialność, rozgrywa, odbiera. Z wielką przyjemnością ogląda się akcje na jeden kontakt z jego udziałem. A ma z kim pograć, wczoraj Michał Chrapek grał jak profesor. Był wszędzie, dryblował, strzelał, podawał. Razem z Krasiciem byli mózgiem drużyny i wywiązywali się ze swoich zadań perfekcyjnie. Dorzućmy do tego wcale nie gorszych Paixao, Haraslina i Kuświka i otrzymujemy ofensywę, której niedługo może bać się każdy obrońca w Polsce. A żeby było ciekawiej w odwodzie Piotr Nowak ma jeszcze Sebastiana Milę, Michała Maka i drugiego z braci Paixao, Marco! Prawdziwy kłopot bogactwa! Żeby być sprawiedliwym, po wczorajszym meczu musimy również pochwalić obronę gdańszczan, grali pewnie, asekurowali się wzajemnie często podłączając się do ataków – to po faulu na Wawrzyniaku podyktowano jedenastkę dla Lechii.

Kolejny spotkanie to pojedynek z Górnikiem w Zabrzu. Statystyka mówi, że Lechię czeka porażka, ale to przecież Górnik, jeden punkt w pięciu meczach to cała ich zdobycz w tym roku. Nie sposób sobie wyobrazić porażki gdańszczan, zwłaszcza, że do gry powoli wraca Mila, który daje dużo zespołowi samą swoją obecnością na murawie. Chłopaki są w gazie, kibice i trener zadowoleni, grupa mistrzowska jest, wystarczy tylko utrzymać w niej miejsce. Co może pójść nie tak? Teoretycznie wszystko i nic, dlatego śledźcie poczynania „gdańskiej Barcelony” bo może za jakiś czas wszyscy będziemy wspominać początki przebudzenia „małego potwora” i warto będzie mieć coś do powiedzenia!

Foto: wspolczesna.pl

Komentarze