Liga Mistrzów: Znowu 3:2, dla kogo tym razem szczęśliwe?

Tak jak kiedyś odcinki Ulicy Sezamkowej sponsorowały literki, tak ćwierćfinały piłkarskiej Champions League sponsorował wynik 3:2. Wszystkie dwumecze tej fazy rozgrywek zakończyły się właśnie takim wynikiem. I jeśli na początku szykowaliśmy się na pogromy w parach, w których zagrać miał Wolfsburg czy Benfika, to ten rezultat mówi, że nie byli wcale chłopcami do bicia. Wczoraj poznaliśmy kolejnych półfinalistów, emocje dorównywały tym z wtorkowych pojedynków a rozstrzygnięcia nie są wcale tak oczywiste jak mogłoby się wydawać przed meczami.

Ale po kolei. Bayern jechał do Lizbony z jednobramkową zaliczką ugraną w Monachium. Wynik 1:0 nie był jeszcze gwarantem awansu, liczyliśmy więc, że piłkarze Guardioli wyjdą na boisko z bardzo ofensywnym nastawieniem i od początku będą starali się strzelić bramkę. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy, że w wyjściowej jedenastce brakuje najlepszego strzelca, Bayernu, Roberta Lewandowskiego. Polak zaczął to spotkanie na ławce i można było tylko zastanawiać się jaki plan ma Pep i kto będzie strzelał?! Powodów nieobecności Roberta na murawie od pierwszych minut dopatrywano się w słabszej dyspozycji Polaka albo w planie taktycznym trenera. Przyczyną również mógł być wypadek samochodowy, którego uczestnikiem zawodnik był w niedzielę. Na szczęście nie odniósł on żadnych obrażeń, ale lekki szok, którego doznał, mógł mieć wpływ na jego koncentrację na boisku i to skłoniło Hiszpana to posadzenia swojego najlepszego snajpera na ławce. Do dwudziestej siódmej minuty utrzymywał się bezbramkowy remis, ale wtedy to, za sprawą bramki strzelonej przez Jimeneza, gospodarze doprowadzili do remisu w dwumeczu. Wynik 1:0 pozwalał piłkarzom Benfiki na realne myślenie o dogrywce i awansie. Z prowadzenia cieszyli się jednak tylko jedenaście minut, kiedy to piłkę do siatki wbił Vidal i jasnym stało się, że awans Bayernu jest praktycznie przesądzony, gospodarze potrzebowali wtedy jeszcze dwóch trafień. Kiedy kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy bramkę strzelił Muller można było rzucić ręcznik i wysłać zawodników pod prysznice. Do wyrównania doprowadził jeszcze w siedemdziesiątej szóstej minucie Talisca, ale nie zmieniło to w najmniejszym stopniu przebiegu meczu. Bayern w półfinale, zgodnie z planem!

antoine-griezmann-atletico-madrid-barcelona-laczy-nas-pasja

Madryt drugi dzień z rzędu był świadkiem kapitalnego widowiska! We wtorek Real, a właściwie Ronaldo, w cudownym styli odrobił straty z Wolfsburga, a wczoraj to zadanie postawiono przed Atletico. Na Camp Nou padł wynik 2:1 dla Barcy i to oni jechali do stolicy jako faworyci do awansu. Zadanie nie było jednak proste, lekka zadyszka Blaugrany i mecz rewanżowy na Calderon mogły pokrzyżować ich plany obrony tytułu. Zaczęło się dokładnie tak, jak wszyscy przypuszczali. Piłkarze Simeone narzucili tempo, którego większość piłkarzy nie jest w stanie wytrzymać nawet piętnaście minut. Agresywna gra i odbiór, nieprzerwany pressing, twarda walka. Szczerze mówiąc dawno nie widzieliśmy tak nieporadnej Barcelony, rozbijającej się o obronę przeciwnika, nie mającej pomysłu na składną akcję! Jak zawsze dziesiątki podań, ale to wszystko. Co wtedy zrobiło Atletico?! Cudowna wrzutka zewnętrzną częścią stopy Saula, główka Griezmanna i gol dający awans. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0 i gdyby przejrzeć wszystkie scenariusze ostatnich spotkań między tymi ekipami, to w drugiej części czekał nas napór Barcy i odrobienie strat w samej końcówce. Zaczęło się zgodnie z planem, Messi i spółka rozbili obóz na połowie Atletico i zaczęło się oblężenie. Chyba tylko banda Simeone mogła z pełną premedytacją oddać im plac i skupić się na bronieniu. Robili to w takim stylu, że ręce same składały się do oklasków, goście wymieniali w dalszym ciągu dziesiątki podań, ale wszystkie przed szesnastką i nie stworzyli żadnej klarownej sytuacji do strzelenia bramki. W końcówce meczu, po jednej z kontr gospodarzy, Iniesta zagrał ręką we własnym polu karnym i sędzia wskazał na wapno. Znowu Griezmann, 2:0 i pozamiatane. Bramka dawała jeszcze Barcelonie dogrywkę, ale piłkarze Cholo byli tak skoncentrowani, że nie było szans na przedarcie się w ich pole karne. Bohaterów tego spotkania było wielu, ale negatywnym był sędzia. Mylił się na potęgę i wypaczył wynik tego spotkania. Iniesta powinien dostać za zagranie ręką czerwoną kartkę, Suarez za faul na Godinie kartonik tego samego koloru. Katalończycy natomiast powinni dostać jedenastkę zamiast rzutu wolnego. Można spierać się o to, czy gdyby nie decyzje sędziego, mielibyśmy inny skład półfinałów, ale faktem jest, że Atletico zagrało świetny mecz i awans im się należał! W tym roku nie zobaczymy więc jak Barcelona podnosi trofeum drugi raz z rzędu.

Komentarze