Liga Mistrzów: Ronaldo vs. Zlatan. Dwa oblicza gwiazd!

Ależ się wczoraj działo! Wiedzieliśmy, że dziać się będzie w obu spotkaniach, ale natężenie emocji w każdym z nich rosło z minuty na minutę i kiedy Real strzelił drugą bramkę nie wiedzieliśmy już sami, które oglądać. Zdecydowaliśmy się na relację łączoną i chyba to był dobry wybór! Czego oczekiwaliśmy przed wczorajszymi rewanżami w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów? Głównie walki i jak zawsze bramek! Mało tego, wyniki obu dwumeczów po pierwszej kolejce były kompletną zagadką. Pojedynek PSG z Manchesterem City w Paryżu zakończył się remisem 2:2 i każda bramka na angielskiej ziemi była na wagę awansu. Pojedynek „Królewskich” z „Wilkami” zakończył się natomiast niespodziewanym zwycięstwem Niemców na własnym boisku 2:0 i choć była to spora zaliczka to i tak większość ekspertów stawiała na wysokie zwycięstwo gospodarzy w Madrycie i w konsekwencji ich awans do półfinału.

Po losowaniu par ćwierćfinałowych w roli faworyta tego dwumeczu większość kibiców upatrywała ekipę z Parc des Princes. Paryżanie zapewnili sobie mistrzostwo kraju, mieli więc już spokojne głowy i mogli skupić się tylko na rozgrywkach europejskich. „Obywatele” byli zgoła w odmiennej sytuacji. Mistrzostwo wydaje się już przegrane, a i o przyszłoroczną Ligę Mistrzów muszą powalczyć do końca sezonu. Mecz we Francji miał zdecydowanego faworyta i byli nim właśnie gospodarze. Bramkowy remis stawiał piłkarzy Pellegriniego w bardzo komfortowej sytuacji. Drugi mecz grali przed własną publicznością, nawet remisy 0:0 i 1:1 dawały im awans, można więc było się spodziewać, że skupią się głównie nad zabezpieczeniem tyłów i grą z kontry. Nic bardziej mylnego! Od pierwszego gwizdka przez kolejnych kilka minut przecieraliśmy oczy ze zdumienia, kiedy paryżanie nie wyszli ze swojej połowy. City wyraźnie wzięło sobie za punkt honoru strzelenie bramki w pierwszych dziesięciu minutach. I chociaż ta sztuka się nie udała to goście byli wyraźnie zaskoczeni i chwilę zajęło zanim się otrząsnęli i podjęli pierwsze próby ataków. Próby niestety dla nich nieskuteczne, obrona „Obywateli” spisywała się rewelacyjnie, a i Zlatan czy Cavani też nie prezentowali niczego wybitnego. Na uwagę zasługuje jedynie strzał Ibrahimowica z rzutu wolnego, z trudem wybroniony przez Harta. I kiedy gra toczyła się przez pewien moment w środku pola, szybką akcję wyprowadzili gospodarze, konkretnie Aguero, który w sytuacji sam na sam z Trappem został przez niego sfaulowany i sędzia wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł sam poszkodowany i kiedy wydawało się, że od trzydziestej minuty paryżanie będą potrzebowali już dwóch bramek do awansu, Argentyńczyk fatalnie przestrzelił. Wynik nie zmienił się, a Aguero rozpoczął to spotkanie podobnie jak Ibra pierwszy mecz w Paryżu, od niestrzelonego karnego. Co do Zlatana, to nie pokazywał tego, czego fani paryskiego klubu po nim oczekiwali, nie podrywał zespołu do walki i poza dwiema bombami z rzutów wolnych i bramki strzelonej z pozycji spalonej nie pokazał niczego! Nad tym wybitnym zawodnikiem chyba naprawdę ciąży jakaś klątwa, rozgrywki Champions League już z szóstym zespołem w karierze i znowu bez trofeum! Ale wczoraj PSG nie zasłużyło na awans. Zdecydowanie dojrzalej zagrali gospodarze i przypieczętowali awans do półfinału golem Kevina de Bruyne na kwadrans przed końcem meczu. Paryżanie jeszcze walczyli, ale strzelenie dwóch bramek graniczyło z cudem, zwłaszcza przy pewnej grze defensywy City i bramkarza, Joe Harta.

Piłkarze ze stolicy Francji po raz kolejny kończą swoją przygodę z Ligą Mistrzów na szczeblu ćwierćfinałów, a zawodnicy City w końcu mogą cieszyć się z pierwszego w historii półfinału.

real-madrid-cristiano-ronaldo-v-wolfsburg-laczy-nas-pasja

Jeśli Francuzi wczoraj zawiedli się na swojej gwieździe, Zlatanie, to w Madrycie kibice Realu jeszcze do teraz wyśpiewują pochwalne pieśni na temat swojego gwiazdora. Wczorajszy wieczór bezapelacyjnie należał do Ronaldo. To był jego mecz i dawno nie widzieliśmy, żeby Portugalczyk z taką świadomością ciążącej na nim za zespół i wynik odpowiedzialnością podszedł do spotkania. „Królewscy” startowali od poziomu „-2”, dwóch bramek potrzebowali do wyrównania stanu dwumeczu. Niby strzelenie dwóch bramek na Bernabeu nie jest dla gospodarzy wyczynem, zwłaszcza Wolfsburgowi, ale nie oszukujmy się, biorąc pod uwagę ciążącą presję i fakt, że ten sam Wolfsburg tydzień temu nie dał sobie strzelić ani jednej, nie było to takie oczywiste. Na szczęście gospodarze mieli Ronaldo, a on miał swój dzień! Półtorej minuty potrzebował żeby strzelić dwie bramki i wszystko zaczęło się od nowa. Kiedy w siedemnastej minucie było 2:0 wydawało się, że będziemy oglądać pogrom. Madrytczycy jednak zwolnili, a swoje sytuacje mieli Niemcy. Może nie jakieś klarowne, bo głównie stałe fragmenty gry, ale na więcej chyba nie liczyli. Poza strzałem z dystansu Luiza Gustavo nie zagrozili bramce Realu. Piłkarze Zidana, po odrobieniu strat, kontrolowali grę i szukali kolejnych bramek, po przerwie znowu rozpoczęły się ich ataki, ale trzeba przyznać, że ofensywa nie wyglądała najlepiej, słabo zagrał Benzema, mało widoczni byli Bale czy Modric. Imponował za to Ronaldo, który wracał do obrony i przy każdej okazji zachęcał kibiców do dopingu. Był tak nabuzowany energią, że aż naprawdę miło patrzyło się na jego poczynania. Sytuacji miał niewiele, ale jeśli ktoś chce tak mocno, jak on chciał wczoraj, to szczęście pomaga. Dostał swoja szansę na hat-tricka na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem, podszedł do rzutu wolnego i uderzył źle! Tak, to nie było dobre uderzenie, piłka leciała prosto w mur, ale jakimś niewytłumaczalnym cudem piłkarze „Wilków” usunęli się przed lecącą piłka a ta wpadła do siatki. Euforia! Trzecia bramka nie przesądzała jednak o losach awansu, goście potrzebowali jednego trafienia, by nawet trzy gole Portugalczyka nie pozbawiły ich awansu. Dobrze oglądało się ten mecz do samego końca, goście próbowali, ale ich ataki rozbijały się o madrycki mur. O tym, ile zdrowia i nerwów kosztowało to spotkanie Real i Ronaldo, niech świadczy fakt, że po ostatnim gwizdku Portugalczyk padł na murawę i chwilę się z niej nie podnosił, po części pewnie ze zmęczenia, po części z radości i poczucia ulgi.           

Manchester City i Real Madryt to pierwsi półfinaliści tegorocznej Champions League, dziś wieczorem poznamy dwóch kolejnych. Jeśli emocji będzie choćby w połowie tyle co wczoraj, to szykuje się nam dobry piłkarski wieczór.

Komentarze