Liga Mistrzów: Podobał się finał?

    Jeżeli jesteś fanem Realu wczorajszy finał Ligi Mistrzów musiał Ci się podobać! Może nie gra Twojego ulubionego zespołu, choć zwycięzców się nie sądzi, ale wynik! Jeśli kibicujesz Atletico to ten absolutnie jest porażką. Natomiast gdy siadałeś przed telewizorem kibicując tylko pięknu futbolu i oczekiwałeś po prostu dobrego meczu, nie zawiodłeś się! Dokładnie takie odczucia mam ja, który przed pierwszym gwizdkiem chciał tylko obejrzeć kawał ciekawego spotkania, a po nim nie żałować straconego sobotniego wieczoru!

    Było wszystko! Walka, bramki, zwroty akcji, przestrzelone karne i na koniec seria jedenastek decydująca o tym, kto podniesie puchar w geście triumfu! Ale od początku. A ten przyniósł lepsze rozpoczęcie „Królewskich”, częściej próbowali stworzyć sobie bramkowe sytuacje, napierali. Rojiblancos w swoim stylu, zagęszczanie środka pola, podręcznikowa gra w defensywie i wyczekiwanie na zabójczą kontrę. Real miał swoją okazję po wstrzeleniu piłki w pole karne, ale cudowną interwencją popisał się Jan Oblak wybijając piłkę z linii bramkowej po strzale Casemiro. Zachęceni piłkarze „Los Blancos” atakowali dalej i ponownie wstrzelili piłkę w szesnastkę. Tym razem Ramos tracił ją i ta wpadła do bramki. Był na spalonym, to nie podlega dyskusji, ale gol został uznany! Na zegarze była piętnasta minuta i od tego momentu zaczął się prawdziwy mecz. Podrażnieni piłkarze Simeone rzucili się do ataku. Niepodobne do nich, ale resztę pierwszej części spotkania spędzili na połowie przeciwnika. Wysoki pressing i próby wyrównania. Fakt, momentami brakowało pomysłu, skupiali się głównie na rozgrywaniu piłki na skrzydła i wrzutkach w pole karne, ale dwukrotnie rozegrali piękne prostopadłe piłki do napastników na linię szesnastki, brakło jednak wykończenia. Druga połowa zaczęła się podobnie, od frontalnego ataku Atletico, a nagrodą za to był podyktowany karny za faul Pepe na Torresie. Piłkę na wapnie ustawił Griezmann, uderzył ile fabryka dała… i prawie złamał poprzeczkę! Mogło być pięknie, ale dalej podopieczni „Cholo” musieli gonić wynik.

    Większość drużyn, po niewykorzystanym karnym w finale Ligi Mistrzów, pewnie na chwilę opuściłaby ręce w geście rezygnacji, ale nie Atletico! Ruszyli na rywala z jeszcze większą zaciętością! Aż przykro było patrzeć na Real, który był momentami bezradny, tracił piłki na własnej połowie, przy graczu w białej koszulce, kiedy tylko dostawał piłkę, od razu pojawiało się dwóch–trzech przeciwników. Efekty przyszły w siedemdziesiątej dziewiątej minucie, kiedy to z prawej strony idealnie na piąty metr wstrzelił piłkę Juanfran. Tam pilnującemu go Lucasowi urwał się Carrasco i wpakował piłkę do siatki. „Cholo” i biało–czerwona część trybun na San Siro oszalała.  Mieliśmy remis, powtórkę sprzed dwóch lat! Dogrywka! Należy wspomnieć o kondycji zawodników, po dziewięćdziesięciu minutach niektórzy wyglądali już jak półprzytomni! Trudy tego spotkania dawały się wszystkim we znaki, pojawiały się skurcze, ale to Rojiblancos wyglądali lepiej fizycznie. Ortego, odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne podopiecznych Simeone, robi w klubie kawał naprawdę dobrej roboty i to między innymi dzięki niemu Atletico jest teraz jednym z najlepszych klubów świata! Zastanawiałem się, czy podobnie jak dwa lata temu, Real dobije rywala w dogrywce?! Nie tym razem jednak. Piłkarze Zidane’a wyglądali jakby czekali na rzuty karne, bo choć to loteria, to w doliczonych trzydziestu minutach brakło im zwyczajnie sił i piłkarskich argumentów żeby przeważyć szalę zwycięstwa na swoją stronę! I doczekali! Seria jedenastek, niewiadoma często kreująca bohaterów lub antybohaterów, uśmiech fortuny tylko w jedna stronę, wojna nerwów, coś na co kibice czekają! Jeden pechowiec, ten, który asystował przy bramce Carrasco, Juanfran. Strzał w słupek pogrzebał marzenia Atletico o triumfie. Ostatni karny wykorzystany przez Ronaldo i szał radości w obozie „Królewskich”!

    crisitano-ronaldo-zidane-laczy-nas-pasja

    Warto dodać kilka słów o aktorach tego widowiska. Zawiódł Ronaldo, niewidoczny przez sto dwadzieścia minut. Piłka odskakiwała mu przy przyjęciach, nieudane strzały, kompletny brak kreatywności w ataku. Wczoraj to Bale napędzał ofensywę Realu, a więcej od Cristiano robił w ataku nawet Marcelo! W Atletico podobał mi się Savic, Czarnogórzec „czyścił” pole przed własnym polem karnym jak profesor, ściana nie do przejścia! Zawiódł Oblak! Kiedy wiadomym było, że czeka nas seria jedenastek od razu przypomniała mi się sytuacja z meczu z PSV. Tam Słoweniec wyglądał w bramce bardzo niepewnie i Atletico wygrało tylko dzięki pomyłkom rywali. Wczoraj przeżyłem deja vu. W bramce można było równie dobrze powiesić ręcznik, efekt byłby ten sam! Przy rzucie karnym bramkarz zazwyczaj idzie „w ciemno”. Oblak nawet tego nie robił. Nie wiem czy obroniłby którykolwiek ze strzałów, ale mógł chociaż pokazać, że chce. Już po pierwszym strzale Lucasa wiadome było, że Atletico wygra tylko jeśli któryś z graczy Realu się pomyli! Oddzielny tekst można poświęcić Pepe i jego aktorskiemu talentowi. Za „symulkę” po przepraszającym klepnięciu Filipe Luisa powinien dostać kartkę. Zresztą żenujące były też jego popisy teatralne po starciu z Carrasco w dogrywce. Machanie rękami jakby atakowało go stado os, zwijanie się z bólu, żenada na najwyższym poziomie!

    Zidane w swoim debiutanckim sezonie zdobywa najcenniejsze trofeum w Europie. Simeone, trener, który wdarł się przebojem do trenerskiego panteonu jak kiedyś Mourinho ze swoim Porto dziś znowu pokonany. Wielka radość z jednej strony i ogromny smutek w drugiej części Madrytu. Atletico jest piłkarskim bohaterem ostatnich lat, ale ciągle bez kropki nad „i”. Wczorajszy triumf zapowiedzią tłustych lat dla Realu? Zobaczymy! Dla kibica ważne jest to, że wczorajsze spotkanie było daniem naprawdę zjadliwym, finałem o którym będzie się mówić i który będzie się pamiętać!

    Komentarze