Liga Mistrzów: Patrzmy na siebie!

W niektórych polskich mediach wielka drama! Tytuły:” Zamykają nam drzwi do raju” albo „Droga do Ligi Mistrzów znów będzie trudniejsza!”. Halo! Pobudka! A przypominam, że  ostatnio za trudne do pokonania dla naszych zespołów były takie potęgi jak Steaua Bukareszt, FC Basel czy…jedna Pani. Żeby być sprawiedliwym, to trzeba napisać, że są i portale, które patrzą na sprawę bardziej trzeźwym okiem. Czyli jakim zapytacie? No pomyślcie logicznie, skoro od prawie 20 lat nie było w Lidze Mistrzów polskiej drużyny, to jakie ta reforma ma dla nas znaczenie?

O co dokładnie chodzi? Wszystko zaczęło się od wpisu prezesa Zbigniewa Bońka na Twitterze o treści: „Z Champions League trzeba się śpieszyć bo od 2018 może być ciężko”. Chodzi o to, że bogate kluby europejskie, obawiające się zwiększenia przewagi finansowej zespołów angielskich, chcą znieść reformę Ligi Mistrzów wprowadzoną przez Michela Platiniego, która ma ułatwiać drogę do rozgrywek dla mniejszych klubów. To dzięki temu, że Francuz wprowadził pewne podziały podczas kwalifikacji do Champions League  to mogliśmy przegrywać z mistrzem Rumunii czy Szwajcarii, a nie Realem albo Juventusem. Jak wiadomo nasze kluby na tej pomocy od „przyjaciela Bońka” nie skorzystały, jednak paru klubom się udało. Należy w tym miejscu wspomnieć BATE Borysów, Malmoe czy  Łudogorec Razgrad.

Decyzja nie jest jeszcze ostateczna, ale wszystko zmierza w kierunku, w którym niespodzianek w futbolu będzie coraz mniej. Widzę, jakie są nastroje, wielcy są zdeterminowani. Zresztą u nas w lidze też przecież nie rządzą drużyny ze strefy spadkowej, tylko te najmocniejsze, prawda? A te najmocniejsze w Europie odgrażały się, że jeśli UEFA nie zapewni im wyższych dochodów z Ligi Mistrzów, założą własną Superligę. Oni wiedzą, że telewizje kupują prawa właśnie dla ich meczów, a nie dla spotkań średniaków, którzy w reformie Michela Platiniego zostali wzięci pod ochronę. Dlatego przeczuwam, że to się skończy cofnięciem reformy Michela – mówi Boniek. Przypomnijmy, że do 14 września nie zapadną na pewno żadne ostateczne rozstrzygnięcia. Dopiero  wtedy  odbędą się wybory na stanowisko nowego szefa w UEFA.

Przejdźmy jednak do sedna sprawy. W zawodowym sporcie najwięcej osiągają ci, którzy dążą uparcie do celu za wszelką cenę. Polega to na przelewaniu litrów potu każdego dnia i maksymalnym poświęceniu dla dyscypliny, którą się uprawia. Zakładając optymistycznie, że piłkarze to też sportowcy, to chyba nasze kluby powinny robić wszystko, żeby ich kadry zawodnicze były jak najlepsze. Ile to już razy słyszeliśmy, że mamy słabą grupę, albo rywala? Kończyło się jak zwykle, czyli w plecy. Żeby tylko nie narzekać, to przecież Lech Poznań nie miał prawa ograć Manchesteru City, a Legia wygrać w Moskwie ze Spartakiem.

Chodzi o to, że jak się po prostu dobrze gra w piłkę to nie trzeba patrzyć na losowania. Jasne, Barcelony pewnie nie pokonamy, ale w Europie jest tylko kilka klubów poza zasięgiem, reszta przy dobrym poziomie naszych drużyn jest do przejścia (od razu mówię, że obecnie nie mamy dobrego poziomu). A nawet jak już mamy przegrywać to wolę, żeby do Polski przyjechało Atletico czy PSG  niż ktoś z Grecji czy Bułgarii. Reasumując, kompletnie nas ta zmiana w kwalifikacjach do Champions League nie rusza. Jeśli w polskich klubach nauczą się w końcu grać w piłkę to raz na  5 lat może tam zagramy, jak będzie tak jak teraz, to nie pomogą nawet mecze z mistrzem Malty czy Kazachstanu.

Komentarze