Liga Mistrzów: Ostatni krok do wielkości

    Nieubłaganie zbliża się moment, w którym hasło „wtorki i środy wieczorem mam zajęte bo oglądam Ligę Mistrzów”, przynajmniej na kilka miesięcy, stanie się nieaktualne. W tym tygodniu rozegrane zostaną dwa pierwsze mecze półfinałowe, a za tydzień poznamy finalistów tegorocznej edycji, którzy 28 maja, na dwa tygodnie przed rozpoczęciem finałów Mistrzostw Europy we Francji, zmierzą się na San Siro w walce o tytuł najlepszego klubu piłkarskiego Europy. Finał zawsze rządzi się swoimi prawami i choć może mieć on faworyta, to zawsze decyduje dyspozycja dnia i podczas tych dziewięćdziesięciu minut może zdarzyć się absolutnie wszystko! Tak naprawdę trudniejszym zadaniem wydaje się być dotarcie do niego. To w tym momencie presja na zespołach zdaje się być największa, decydują dwumecze, a w nich taktyka i racjonalne rozplanowanie sił.

    Dziś pierwszy krok do Mediolanu będą próbowały zrobić ekipy Manchesteru City i Realu Madryt. Jeżeli chodzi o doświadczenie w Champions League jest to pojedynek Dawida z Goliatem. City, absolutny debiutant podejmie dzisiaj Real, który od momentu przemianowania Pucharu Europy na Ligę Mistrzów w sezonie 1992/93, zdobył to trofeum aż czterokrotnie. Dodajmy, że wspomniany Puchar Europy wygrywali sześciokrotnie, co łącznie czyni ich dziesięciokrotnym triumfatorem w rozgrywkach o miano najlepszej klubowej drużyny Europy. Na nasze szczęście nikt „Królewskim” awansu za zasługi nie da i będą musieli nieźle się napocić aby go wywalczyć. Przed dzisiejszym spotkaniem przypomnijmy drogi obu zespołów od zmagań grupowych do obecnego momentu.

    Manchester City od kilku lat, a dokładnie od 2008 roku, kiedy to klub został przejęty przez grupę irackich handlowych kompanii biznesowych Abu Dhabi Group, nieśmiało zaczął dobijać się do bram piłkarskiej elity. Potwierdzał swoje aspiracje zajmując miejsca na podium rozgrywek krajowych, w końcu zdobywając mistrzostwo Anglii w 2014 roku, a potem próbując zaistnieć w europejskiej piłce. Dwie poprzednie edycje Ligi Mistrzów kończyli niestety na pierwszej rundzie pucharowej, gdzie los stawiał na ich drodze Barcelonę. Grupa, do jakiej trafili w tym sezonie, nie była wcale grupa łatwą. Najgroźniejszym rywalem był Juventus Turyn, ubiegłoroczny finalista, ale Sevilla, triumfator ubiegłorocznej edycji Ligi Europejskiej czy Borussia Monchengladbach również nie należały do łatwych przeciwników. Piłkarze Pellegriniego poradzili sobie jednak w niej śpiewająco, kończąc ten etap rozgrywek na pierwszym miejscu. Zdobyli dwanaście punktów, czterokrotnie wygrywając i dwukrotnie schodząc z boiska pokonanymi. Dwa razy ulegli Włochom, jednak Ci, mimo że świetnie poradzili sobie z City, to tracili punkty z Hiszpanami i Niemcami. W pazie pucharowej pierwszym przeciwnikiem Manchesteru było Dynamo Kijów, zespól w konfrontacji z którym byli zdecydowanymi faworytami. Udowodnili to już w pierwszym wyjazdowym spotkaniu, pokonując drużynę Łukasza Teodorczyka 3:1. Rewanż wydawał się już formalnością, ale Ukraińcy nie poddali się bez walki i w Anglii zdołali bezbramkowo zremisować. Losowanie par ćwierćfinałowych nie wydawało się już tak szczęśliwe. Aquero i spółka trafili na PSG, klub z podobnymi ambicjami, napędzany petrodolarami i Zlatanem w ataku. W tym pojedynku większość kibiców i obserwatorów w roli delikatnego faworyta stawiało Francuzów. Wiele osób zmieniło jednak zdanie po pierwszym meczu w Paryżu. Padł remis 2:2 i sytuacja „Obywateli” przed rewanżem nie wyglądała już tak tragicznie. Mało tego, u siebie zdołali wygrać 1:0 po bramce wracającego po kontuzji Kevina de Bruyne. Po wyeliminowaniu paryżan nikt już nie traktuje Manchesteru City jak Kopciuszka na tym etapie rozgrywek. Powrót do składu wspomnianego Belga i rosnąca forma Sergio Aquero każą traktować zespół „The Citizens” jako poważnego rywala!

    Grupa, do jakiej trafił Real Madryt, była z pewnością dużo łatwiejsza i nikt nie postawiłby nawet złotówki na to, że madrytczycy nie awansują do fazy pucharowej. Drużynom Szachtara i Malmo od razu przylepiono łatki dostarczycieli punktów, co potwierdziło się potem. O pierwsze miejsce Real rywalizować miał z PSG. Z rywalizacji tej wyszedł zwycięsko, wygrywając z Francuzami u siebie i remisując w Paryżu. W jednej ósmej rozgrywek „Królewscy” trafili na Romę, przeciwnika wymagającego, ale jak się okazało jeszcze za słabego na Ronaldo i resztę. Dwukrotnie, bez większych problemów, pokonali Rzymian 2:0 i awansowali dalej. Wynik losowanie par ćwierćfinałowych wydawał się jak trafienie szóstki w totka. Piłkarze „Zizou” trafili na Wolfsburg, którego obecność na tym etapie rozgrywek była ogromnym zaskoczeniem. Jeszcze większym był wynik pierwszego spotkania. Real z Wolfsburga wyjeżdżał z dwoma straconymi golami i zerowym dorobkiem bramkowym. Na Bernabeu czekało ich więc odrabianie sporej straty. I tu nie zawiódł tym razem największy gwiazdor „Królewskich”. Ronaldo ustrzelił hat-tricka i dał swojemu zespołowi awans do kolejnej rundy.

    Zapowiada się rewelacyjny dwumecz! Zidane chciałby pierwszy sezon na ławce trenerskiej zakończyć z przytupem i trofeum. Zwycięstwo w La Liga jest jak najbardziej realne, ale musi liczyć na potknięcia Barcelony i Atletico. W Lidze Mistrzów wszystko zależy od niego i jego piłkarzy. Dla Pellegriniego jest to ostatni sezon w roli trenera City, od przyszłego sezonu zespół przejmie Pep Guardiola. Chilijczyk chciałby zostać zapamiętany jako pierwszy zdobywca tego trofeum w historii klubu. Obaj trenerzy piszą więc swoją historię – rozdział pierwszy już dzisiaj!

    Komentarze