Liga Mistrzów: Klątwa, limo, walka i Ibra, czyli 1/8 finału Ligi Mistrzów

Przed nami bardzo interesujące mecze w Lidze Mistrzów. Ale zanim one – krótkie podsumowanie tego, co działo się w tym tygodniu w Lidze Mistrzów!

Real Madryt – AS Roma 2:0 (0:0)
Nawet najwierniejszym kibicom Romy ciężko było uwierzyć, że Real na Santiago Bernabeu wypuści zwycięstwo z rąk. Jasne, w lidze jak na swoje możliwości dołuje. Przygniatające dwanaście punktów przewagi Barcelony i oglądanie pleców Atletico może być frustrujące. Rzadko jednak się zdarza na tym poziomie rozgrywek, aby myśliwy (w tym wypadku Real) pozwolił wywinąć się przeciwnikowi i jeszcze dał się zranić. Mogło jednak tak się zdarzyć. Gdyby Dżeko trafił po akcji Salaha (trzy razy patrzyłem jak on to zrobił, że tego nie zrobił),wszystko stanęłoby na głowie. Co prawda, ostrzał bramki Romy też był imponujący. Szczęsny robił co do niego należało i przez godzinę utrzymywał swoich kolegów w grze o awans. W 64 minucie przyszedł moment na który czekali kibice Realu. Vasquez zacentrował piłkę do Ronaldo i na tablicy świetlnej pojawiła się jedynka przy napisie Real. Dosłownie kilka chwil później James z ostrego kąta, mocnym, soczystym strzałem posłał piłkę między nogami Szczęsnego i już było 2:0. Jak to mówił w „Alternatywach” gospodarz domu Anioł – pozamiatane. Jeśli się marnuje sytuacje bramkowe (Salah, Dżeko) nie można myśleć o zwycięstwie w Madrycie. Piłkarzom Romy po 1/8 Ligi Mistrzów zostaną tylko wspomnienia. Szczęsnemu limo po starciu z Manolesem, a sędziemu Marciniakowi lekki kac po błędnej decyzji z 29. minuty (nie podyktował rzutu wolnego dla Realu).

Aha. No i ta owacja na stojąco dla Tottiego od kibiców Realu…

VfL Wolfsburg – Gent 1:0 (0:0)
Jest mi naprawdę szkoda belgijskiej drużyny. Po pierwsze lubię zespoły sprawiające niespodzianki. Widok pokonanego „Goliata” w starciu z maluczkim jest niezapomniany. Po drugie, w czasach, kiedy mamona decyduje o wszystkim w piłce nożnej, kiedy powstają chore plany powołania Super Ligi (gdzie nurzać się będą w miliardach euro najbogatsi), taki zespół jak Gent pokazuje, że to ludzie nie pieniądze, grają na boisku. Niestety w 1/8 Ligi Mistrzów skończyła się znakomita passa Belgów. Byli odrobinę za słabi żeby pokonać Wolfsburg. Co prawda do meczu przystąpili z dużą chęcią i wiarą, że uda im się odwrócić wynik z pierwszego spotkania. Mieli pełną świadomość, że trzeba strzelić dwie bramki i nie stracić żadnej, bo inaczej będzie naprawdę ciężko. Robili, co mogli, a Moses Simon z całych sił próbował nadgryźć Niemców. Pary starczyło tylko na pierwszą połowę. Umiejętności, na kilka dobrych akcji. Wolfsburg obudził się dopiero po przerwie. Efektem tego była bramka, którą zdobył Schurrle (74. min) po błyskotliwej akcji Draxlera. Do końca spotkania zawodnicy niemieccy kontrolowali wydarzenia na boisku, a Gent wraz z upływającym czasem coraz mniej wierzyło w korzystne dla siebie rozstrzygnięcie. Ostatecznie to Wolfsburg zagra w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, na co w kontekście obydwu meczów 1/8 finału solidnie sobie zapracował. 

Chelsea – PSG 1:2 (1:1)
Na ten mecz z całą pewnością najbardziej czekali kibice piłki nożnej w całej Europie. Dwa bogate kluby, znakomici zawodnicy i rachunki z poprzedniego roku. Wszystko to sprawiało że spodziewaliśmy się naprawdę smakowitej uczty. Tak też się stało, biesiada była wyborna i z przytupem. Od początku spotkania dłużej przy piłce utrzymywali się paryżanie i to właśnie oni w 16 minucie objęli prowadzenie. Zlatan idealnie dośrodkował, a Rabiot wpakował piłkę do siatki. Chelsea jednak nie załamała rąk, 12 minut po bramce Rabinota do roboty zabrał się Diego Costa. Ograł Tiago Silvę i kropnął wyrównując stan rywalizacji. Wynik nie zmienił się do 69 minuty. Wtedy właśnie, podanie Di Marii wykorzystał Ibrahimovic. Zlatan strzela, Zlatan asystuje…Tylko sprasowane reklamą umysły mogą twierdzić że jest jedynie dwóch królów współczesnego futbolu (Messi,Ronaldo) …  Zrobiło się fatalne dla londyńczyków 2:0. Do końca meczu Francuzi nie oddali prowadzenia, a zapał Anglików opadł jak liście na jesień. Fakt, że Chelsea walczyła nie tylko z PSG, epidemia kontuzji siała spustoszenie jej szeregach (Costa, Hazard). Imponowała również szybkością (poza Fabregasem) i dynamiką podań na małej przestrzeni. Z drugiej jednak strony były takie fragmenty meczu kiedy Francuzi jeździli po Chelsea jak metro po Paryżu, a ja miałem okazję pierwszy raz chyba w życiu usłyszeć jak kibice francuscy zagłuszają anielskich w Londynie. Koniec końców po pięknym meczu to PSG zagra w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

Zenit Sankt Petersburg – Benfica Lizbona 1:2 (0:0)
Znowu Rosjanom nie udało się awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Klątwa ta wisi nad nimi jak miecz Damoklesa. Po pierwszym pojedynku 1/8 finału w Lizbonie mieli powody do optymizmu. Niewielka przegrana (1:0 dla Benficy) dawała im nadzieję na odrobienie start. Dodatkowo powiedzmy sobie szczerze, Benfica (z całym szacunkiem) to nie Barcelona, Bayern czy Juventus…Zenit zabrał się do pracy powoli ale konsekwentnie. Mimo że Portugalczycy od czasu do czasu próbowali zaskoczyć Rosjan to jednak oni właśnie prowadzili grę, prąc do zmiany wyniku. Stało się to w 69 minucie gdy Żirkow (swoją drogą staranował gracza Benficy jak baran przeszkodę) idealnie posłał piłkę na głowę Hulka, a ten bez problemu umieścił ją w bramce. Już wydawało się że czeka nas nieuchronna dogrywka kiedy Nicolas Gaitan dobił potężne uderzenie Jimeneza i petersburżanie nie dowierzając w to co się stało ujrzeli na tablicy wyników złowieszcze dla nich 1:1. Jeszcze w doliczonym czasie gry egzekucję na nich wykonał Talisca i wszystko było wiadomo. Orły z Lizbony poleciały do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Radość Portugalczyków, żałoba Rosjan. Nie sprawdziło się powiedzenie „do trzech razy sztuka”, Zenit kolejny raz odpadł w 1/8 finału.    

Komentarze