Liga Mistrzów: Kilka selfie, dwucyfrówka i do domu

    Nadejszła wiekopomna chwila… Cieszmy się nią, bo pewnie przez najbliższych kilka, a może nawet kilkanaście lat, będziemy nią żyć. Kibice, piłkarze, dziennikarze – wszyscy będziemy wspominać dzień, w którym Legia Warszawa dostała baty na Santiago Bernabeu w Lidze Mistrzów od wielkiego Realu Madryt.

    Powiecie, że nie wierzymy w Wojskowych, że nie takie cuda się zdarzały. Owszem, ale nie dziś, nie ta Legia, nie z tym Realem. Szukamy pozytywów, a największym z nich będą właśnie te wspomnienia. Czy wynik tego spotkania będzie ważny? Jak dla nas, kompletnie nie ma on znaczenia. Czy podopieczni Jacka Magiery przywiozą czwórkę, siódemkę czy nawet dwucyfrówkę, kolokwialnie mówiąc – wisi nam to.

    Jeżeli jakimś cudem strzelą bramkę, to cała Warszawa, ba, nawet cały kraj, powinien fetować jak Madryt w ubiegłym sezonie, kiedy to Królewscy wznosili triumfalnie puchar Champions League.

    Przed dzisiejszym meczem krążą wszędzie słowa Miroslava Radovića, który stwierdził, że jego zespół zna słabe strony hiszpańskiego giganta i będzie chciał je wykorzystać. Nam bardziej realne wydawałoby się stwierdzenie, że Legioniści znają słabe strony Realu, ale nie są Barceloną czy Bayernem i nie są w stanie, pomimo tej wiedzy, nic z tym zrobić.

    radovic-dwa-gole-w-szczecinie-laczy-nas-pasja

    Szanujemy jednak profesjonalne podejście, w końcu to co łączy piłkarzy Legii i Realu, to zawodowstwo. Nie za to dostają pieniądze, by przed meczem oznajmić, że wychodzą na murawę by grzecznie się położyć i czekać na gangbang.

    Tylko niepoprawny optymista mógłby sądzić, że ten mecz będzie wyglądał inaczej niż dziewięćdziesiąt minut pod bramką Wojskowych. Pewnie gdyby była taka możliwość, to trener Magiera wystawiłby czterech bramkarzy i siedmiu obrońców. Nic by to jednak pewnie nie dało więc zastanawiamy się, kto wybiegnie ostatecznie w pierwszej jedenastce.

    Nie dlatego to rozważamy, by miało to jakieś znaczenie dla przebiegu spotkania, ale dlatego, że zawodnicy, którzy wybiegną w pierwszym składzie, będą mieli okazję wysłuchać kaszanki przy owacji pełnych trybun przed meczem z Realem, a jak wiemy drugiej takiej szansy w najbliższej przyszłości raczej nie dostaną.

    Trzymamy kciuki za Legię, bo w sercach kibiców zawsze znajdzie się jakaś cząstka niezrozumiałej nadziei, która podszeptuje, że może jednak zdarzy się cud. Może Ronaldo dozna kontuzji, Bale’a dopadnie zatwardzenie, a Benzema przypomni sobie Zahię Dehar i przestanie skupiać się na piłce?! Jeśli nie, to oby pamiątkowe zdjęcia na Bernabeu wyszły fenomenalnie, aby było co pokazywać dzieciom i wnukom.

    Komentarze