Liga Mistrzów: Jest dobrze! Legia dziś wtapia maksymalnie 0:3

    Przeczytaliście tytuł i zastanawiacie się skąd to wiemy? Już wyjaśniamy. Najpierw staraliśmy się znaleźć jakąkolwiek przesłankę, że dzisiejsze spotkanie warszawskiej Legii ze Sportingiem Lizbona nie skończy się porażką mistrza Polski. No ale jakoś fakt, że mogli ich pokonać piłkarze Rio Ave do nas nie przemówił. O tym, że przegrali z Realem Madryt chyba nawet nie ma sensu wspominać. Zwłaszcza, że prowadzili do osiemdziesiątej dziewiątej minuty.

    W dodatku kiedy spojrzeliśmy po raz setny w tym tygodniu na formę Wojskowych i przypomnieliśmy sobie choćby ostatni mecz z Wisłą Kraków, to za cholerę nie wychodziło nam, że są w stanie powalczyć z Portugalczykami.

    Skoro tak, to szukaliśmy najłagodniejszego wymiaru kary. Borussia wbiła Legii na Łazienkowskiej aż sześć bramek i pewnie gdyby potrzebowali jeszcze ze trzech, to nie byłby duży problem. W Lizbonie czeka ich równie ciężka przeprawa, więc znaleźliśmy statystykę, która wyjaśnia, skąd maksymalna porażka 0:3.

    Może i wyliczenia naciągane, może i mało miarodajne i naiwne i nikt nigdy w życiu nie zasugerowałby się nimi stawiając pieniądze, ale sama wiara w sukces Legionistów nam nie wystarczy, więc z dwojga złego wolimy sobie wmawiać, że nie przerżną aż tak wysoko.

    leczna-legia-pazdan-glowa-laczy-nas-pasja

    Konkrety. Piłkarze z Dortmundu zaaplikowali naszemu mistrzowi „szóstkę”. Patrząc na ich pięć ostatnich pojedynków, łącznie strzelili rywalom dwadzieścia bramek. Daje nam to cztery gole na mecz. Podczas spotkania w Warszawie wykonali sto pięćdziesiąt procent normy. Wierząc w pewną powtarzalność, liczymy, że zawodnicy Sportingu nie będą próbowali być od nich lepsi.

    W swoich pięciu ostatnich spotkaniach jedenastokrotnie pokonywali bramkarzy przeciwników, co daje na 2,2 bramki na mecz. Gdyby chcieli wyrównać wynik Niemców, to dałoby nam to 3,3 strzelonego gola w dzisiejszym meczu.

    Te trzy dziesiąte odpuścimy, bo Legioniści prowadzeni dziś będą przez nowego trenera, musi więc zadziałać tzw. „efekt nowej miotły”. Ufff, wyższa matematyka, ale tonący brzytwy się chwyta, wolimy się więc łudzić, że 0:3 to max, co przywiozą nasi z Portugalii.

    Nie da się chyba pisać o dzisiejszym meczu bez lekkiego „przymrużenia oka”. Gdzie jest warszawski zespół w europejskiej piłce, pokazało nam już starcie z Borussią. O 20.45 drugi pojedynek Legii w Lidze Mistrzów, debiut trenerski Jacka Magiery i liczymy tylko, że nie będzie to drugi blamaż z rzędu. A może po wszystkim będziemy zaskoczeni?!

    Komentarze