Liga Mistrzów: Chwała pokonanym

    Gloria victis Legio! Można dobrze się bawić, przegrać 1:5 i zejść z boiska z podniesioną głową i uśmiechem na ustach? Oczywiście, że można. Porażka porażce nierówna. Kiedy zakończyło się spotkanie z Borussią Dortmund największy niesmak mieliśmy nie z powodu wyniku 0:6, ale dlatego, że gra zawodników warszawskiej Legii była żenująca.

    Dziś chwalimy zespół, który przyjął pięć bramek, samemu strzelając jedną z rzutu karnego, ale nie ma w tym cienia złośliwości. Jeśli już mamy oglądać porażkę polskiej ekipy w Lidze Mistrzów, to tylko taką.

    Semper invicta, semper heroica. Zawsze niezwyciężona, zawsze bohaterska. Wczoraj tylko bohaterska, ale za to należy się szacunek. Pojedynek z Realem Madryt był dla Wojskowych niczym starcie Dawida z Goliatem albo Najmana z Pudzianem. Większych szans na zwycięstwo nie było, pozostawało więc tylko walczyć.

    Kiedy zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego, to właśnie reprezentanci stołecznego klubu rzucili się do ataku. Może i śmiesznie to brzmi, ale tak właśnie było. Próbował Moulin, Jodłowiec i Odidja – Ofoe, po strzale którego piłka odbiła się od słupka, ale nie zdołała wtoczyć się do bramki.

    Brakło szczęścia, ale kiedy Real objął prowadzenie w szesnastej minucie i tak pomyśleliśmy, że to był piękny kwadrans. Piętnaście minut w trakcie których polski zespół cisnął Królewskich. Po golu na 2:0 byliśmy pewni, że worek się rozwiązał i właśnie zaczął się pogrom.

    moulin-real-laczy-nas-pasja

    Ale nic z tych rzeczy. Legia przegrywała, ale walczyła i nie wyglądało to źle. Na zdobycie bramki kontaktowej potrzebowali zaledwie dwóch minut. Radowić padł w polu karnym faulowany przez Danilo, a potem sam zamienił rzut karny na bramkę. Nadzieja, że uda się złapać jeszcze remis trwała krótko, bo na 3:1 trafił przed przerwą Asensio, ale wynik 1:3 do przerwy i tak każdy pewnie przed meczem brałby w ciemno.

    W drugiej połowie strzelali już tylko gospodarze, ale wielkiego pogromu nie było. Dołożyli „zaledwie” dwa trafienia autorstwa Lucasa i Moraty, ale nie zdominowali Wojskowych tak, jak większość z nas się spodziewała.

    Z jednej strony przykre jest, że musimy chwalić mistrza polski po porażce 1:5, ale z drugiej strony patrząc na futbolowe realia, to powinniśmy być zadowoleni, że z wielkim Realem Madryt walczył momentami jak równy z równym. Czekamy na rewanż, bo jak powiedział Arek Malarz – pierwsze punkty Legioniści zdobędą u siebie!

    Komentarze