Liga Mistrzów: A może by tak cztery mecze?

    Wczorajsze pojedynki wyłoniły kolejnych ćwierćfinalistów Ligi Mistrzów. Dziś czas poznać następnych. Znacie to uczucie kiedy czekacie na coś tak zajebistego, że aż boicie się momentu kiedy się zacznie, bo im szybciej się zacznie tym szybciej się skończy? Dokładnie tak się czuję przed dzisiejszymi pojedynkami w Lidze Mistrzów. Takie dwa „meczyska” jednego dnia nie zdarzają się często i co najgorsze trzeba będzie pożegnać dwie ekipy, które chcielibyśmy zobaczyć w kolejnej rundzie. Rozumiemy, że pary losowane były sprawiedliwie i dwie ekipy, które odpadną dziś mogą tylko przeklinać los, który już teraz przydzielił im trudnych przeciwników, ale każdy kibic piłkarski musi uczciwie przyznać, że wolałby, niezależnie kto dziś odpadnie, zobaczyć całą dzisiejszą czwórkę zamiast Benfiki i Wolfsburga. Dużo mówi się o tym, że dobrze, kiedy pojawia się ktoś nowy, „Kopciuszek”, który namiesza trochę tej „elicie”, ale w końcu to właśnie takie marki jak Arsenal czy Juventus (nie twierdzimy, że akurat dziś odpadną) gwarantują pewien poziom emocji! Może by tak zagrać cztery mecze decydujące o awansie, przynajmniej dłużej moglibyśmy cieszyć się pojedynkami Lewego z Buffonem czy Messiego z Cechem?! Postulat nie do zaakceptowania, usiądźmy więc wygodnie i cieszmy się  widowiskiem, nie wiadomo jakimi parami uraczy nas Liga Mistrzów w kolejnej rundzie.

    Barcelona – Arsenal. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się mówić, że nic złego Katalończykom stać się już nie może. Nie przegrali meczu od 176 987 987 538 minut, a poważnie, to chyba nikt, oprócz statystyków, już tego nie liczy! Po prostu, „Duma Katalonii” jest niepokonana i od dawna nie znalazł się zespół, który miałby jakiekolwiek piłkarskie argumenty w starciu z nimi. Wyciąga się teraz niechlubne statystyki o najgorzej wykonującej karne drużynie, ale po co? Skoro nawet jak nie strzelają jedenastek to i tak mecze wygrywają. Przesadą byłoby twierdzić, że londyńczycy są po drugiej stronie barykady, ale formą w ostatnim czasie nie imponują. Trudno wymagać zwycięstwa na Camp Nou od drużyny, która u siebie przerżnęła z Watford. Niby cuda się zdarzają, ale nie aż takie! Dwubramkowa zaliczka z Londynu powinna Blaugranie w zupełności wystarczyć do tego, żeby potraktować ten mecz bardziej jak gierkę treningową. No chyba, że Arsenal stwierdzi, że warto się jednak postawić, tylko że drażnienie Barcy może dla nich skończyć się pogromem.

    Bayern – Juventus. Hicior! Pierwszy mecz w Turynie zakończył się remisem 2:2. W pierwszej połowie mistrz Włoch wydawał się zwyczajnie przestraszony i ten strach wiązał im nogi. Kiedy było już 0:2 i nie pozostało już nic do stracenia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Bianconeri przypomnieli sobie jak gra się w piłkę. Nagle monachijczycy nie wydali im się już tacy groźni i ruszyli do ataku. Udało się odrobić dwubramkową stratę, a przy odrobinie szczęścia wygraliby wygrać całe spotkanie. Przed rewanżem w lepszej sytuacji jest Bayern, jednak jeśli drużyna Allegriego zagra tak jak w końcówce pierwszego spotkania, jeśli zagra na miarę możliwości, to Bayern będzie miał poważne problemy z awansem do ćwierćfinału. Niezależnie od rozstrzygnięcia, pożegnamy dziś ekipę zasłużoną, mistrza kraju, kilka wielkich nazwisk współczesnego futbolu. Lewandowski czy Dybala, Muller czy Pogba, Vidal czy Khedira, Neuer czy Buffon? Żal się żegnać z kimkolwiek. Liczymy więc na wielki spektakl i grad bramek, smucić będziemy się od jutra!

    Komentarze