Liga Europy: Po trofeum i Ligę Mistrzów!

Do Ligi Europy mamy tak ambiwalentny stosunek, jak chłopak do pseudo komplementu swojej dziewczyny, która mówi mu, że jest lepszy w łóżku od wszystkich swoich kumpli. Niby świetnie, ale zadra w sercu zostaje. Czwartkowe rozgrywki potrafią czasem skutecznie zniechęcić nas do futbolu, innym razem, podczas meczów takich jak Liverpool – Borussia, dostajemy palpitacji serca i przypominamy sobie dlaczego kochamy tę grę! Dziś półfinały – pierwszy krok do wyłonienia pary, która zagra o zwycięstwo w całych rozgrywkach i która będzie miała okazję dzięki temu zagrać w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów. Ze wszystkich czterech dziś grających zespołów tylko Szachtar i Villarreal maja szansę zakwalifikować się do Champions League dzięki krajowym rozgrywkom. Czy ich przeciwnikom będzie zależeć więc bardziej? Bardzo możliwe! Sevilla na pewno będzie chciała też przejść do historii zwyciężając w nich trzeci raz z rzędu, Liverpool natomiast może mieć problem z zakwalifikowaniem się do pucharów w przyszłym roku dzięki pozycji w tabeli Premier League, dlatego też zwycięstwo w Lidze Europy może być ich jedyną szansą.

Pierwszy półfinał, Szachtar – Sevilla, to pojedynek drużyn, którym w tym roku nie udało się wyjść z grupy w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Ukraińcy trafili na Real Madryt, PSG i Malmo, prawie pewnym więc było, że awans jest nierealny a grupę zdominują Hiszpanie i Francuzi. Świetnie za to radzą sobie w fazie pucharowej Ligi Europejskiej. Najpierw rozprawili się z Anderlechtem Bruksela, potem ze Sportingiem Braga, wszystkie cztery spotkania wygrywając. Musimy wspomnieć, że piłkarze z Doniecka są ostatnimi zwycięzcami Pucharu UEFA, którego kontynuacją od sezonu 2009/10 jest Liga Europy. Sevilla zaś to triumfator dwóch ostatnich rozgrywek, w poprzednim roku pokonała inny ukraiński zespół, Dnipro Dniepropietrowsk, na Stadionie Narodowym w Warszawie. Oba zespoły mierzyły się już ze sobą w rozgrywkach Pucharu UEFA w 2007 roku. Wtedy Hiszpanie zwyciężyli w dwumeczu po dogrywce na ukraińskiej ziemi. Tym razem życzymy sobie podobnych emocji!

W drugim półfinale mierzyć się będą zespoły Villarrealu i Liverpoolu. Dla Hiszpanów jest to generalnie bardzo udany sezon. W La Liga zajmują czwarte miejsce, tuż za plecami wielkiej trójki i oczywiście ciągle zachowują szanse na zwycięstwo w Lidze Europy. Ich droga do półfinału nie była łatwa, w jednej szesnastej trafili na Napoli, które przez wielu obserwatorów typowane było jako jeden z kandydatów do zdobycia trofeum. Hiszpanie dwumecz rozstrzygnęli jednak na swoją korzyść wygrywając 2:1. Kolejnym przeciwnikiem był Bayer Leverkusen, z którym również sobie poradzili. W ćwierćfinale los postawił na ich drodze Spartę Praga, rewelację rozgrywek, która w jednej ósmej wyeliminowała rzymskie Lazio. Po skromnej wygranej u siebie 2:1 szykował nam się ciekawy rewanż, jednak piłkarze „Żółtej łodzi podwodnej” nie pozostawili wątpliwości kto jest lepszy i w Pradze zwyciężyli 4:2. Jeśli jednak drogę Villarrealu nazywamy niełatwą, to musimy napisać w takim razie, że dla Liverpoolu osiągnięcie półfinału było trudne! Najpierw męczarnie z Augsburgiem i dwumecz z rezultatem 1:0. Jedna ósma to pojedynek z odwiecznym wrogiem z rodzimej ligi, Manchesterem United. Po meczach z Niemcami nikt nie był w stanie powiedzieć w jakiej formie są piłkarze Kloppa, wątpliwości rozwiali w meczu domowym, wygrywając 2:0. Rewanż w Manchesterze zakończył się remisem 1:1 i to liverpoolczycy przeszli do kolejnej rundy. O przebiegu ćwierćfinału z Borussią wiedzą chyba wszyscy, którzy choć trochę interesują się piłką nożną. Powrót Jurgena „do domu”, do Dortmundu, gdzie osiągał swoje największe trenerskie sukcesy przebiegł w miarę bezboleśnie, padł remis 1:1 i o wszystkim decydował mecz w Liverpoolu. I tu działy się cuda, Borussia prowadziła już 2:0, potem 3:1 a jednak Anglicy nie odpuszczali i po końcówce marzeń będącej kwintesencją futbolu, zwyciężyli 4:3! Może i dobrze się stało bo Borussia ma już zapewniony start w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, a jeśli Liverpool wygra Ligę Europy, to będziemy trzymać kciuki aby znowu los zetknął ze sobą te dwa zespoły.  Villarreal i Liverpool nie pamiętają już smaku porażki w europejskich pucharach, liczymy więc na walkę, grad bramek i widowisko na miarę półfinału Ligi Europy!   

Komentarze