Liga Europy: Bazylea czeka!

    Wczoraj poznaliśmy drugiego finalistę Champions League, ale to jeszcze nie koniec europejskich pucharów w tym tygodniu. Dziś ostatnia część pucharowej trylogii, dwa mecze, które wyłonią drużyny będące walczyć o zwycięstwo w Lidze Europy. Ostatnia prosta na autostradzie do finału, który rozegrany zostanie osiemnastego maja na St. Jacob Park w szwajcarskiej Bazylei. Miejsca są dwa, kandydatów czterech. Czy wiemy coś więcej po pierwszych meczach? Szczerze mówiąc niewiele! Dlatego dziś spodziewać możemy się absolutnie każdego scenariusza! A jak na nasze oko, faworytów brak!

    Pierwszą parą półfinałową tworzą Liverpool i Villarreal. Wskazać zespół, który zasługuje na awans do finału graniczy z niemożliwym. Pierwsze spotkanie tych ekip w Hiszpanii było bardzo wyrównane i przez cały mecz utrzymywał się bezbramkowy remis. Kiedy myśleliśmy, że zespoły podzielą się punktami, w dziewięćdziesiątej drugiej minucie piłkę do bramki wpakował wpuszczony kilkanaście minut wcześniej Adrian. Gospodarze wygrali 1:0 i mają małą zaliczkę przed rewanżem, ale stawianie ich w roli zespołu, który jest bliżej Bazylei byłoby lekkim nadużyciem. Swoją wyższość muszą jeszcze udowodnić na Anfield, a to zadanie piekielnie trudne! W ostatnich meczach pucharowych pokonane wyjeżdżały stąd przecież takie firmy jak Manchester United czy Borussia Dortmund. Zwycięstwo dla piłkarzy Kloppa wydaje się być też jedyną szansą na przyszłoroczną grę w Europie. W Premier League na trzy mecze przed końcem rozgrywek mają cztery punkty straty do szóstej, premiowanej grą w pucharach, pozycji. Brak europejskiej kwalifikacji w przyszłym roku byłby dla Liverpoolu wielkim ciosem, tym większa będzie dziś ich determinacja. Piłkarze Villarreal, w przeciwieństwie do Anglików, mają już zapewnioną grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie i czwarte miejsce w tabeli La Liga, mogą więc tak naprawdę skupić się na walce o zwycięstwo w Lidze Europy. Finał i szansa na ostateczny triumf byłyby ukoronowaniem rewelacyjnego sezonu w wykonaniu piłkarzy „żółtej łodzi podwodnej” – zostanie czwartą siłą ligi hiszpańskiej to nie lada wyczyn! Niezależnie od motywacji obu zespołów powinniśmy być świadkami świetnego widowiska z rewelacyjna kibicowską otoczką, wszak Anfield znane jest ze swojego unikalnego klimatu! A jeśli Klopp ze swoją drużyną awansuje, cały Liverpool na pewno oszaleje z radości!

    W pierwszym meczu drugiej półfinałowej pary działo się znacznie więcej. Spotkanie Szachtaru z Sevillą obfitowało w bramki i zwroty akcji. Najpierw goście objęli prowadzenie, by stracić je jeszcze przed przerwą i samemu musieć gonić wynik. Dopiero na kilka minut przed końcem spotkania rzut karny wykorzystał Gameiro i mecz zakończył się remisem 2:2. Do niedawna Sanchez Pijzuan był twierdzą nie do zdobycia i przed rewanżem w Sevilli w ciemno obstawialibyśmy piłkarzy Unaia Emery jako murowanych kandydatów do finału. W kwietniu twierdza został jednak dwukrotnie zdobyta, raz przez Athletic Bilbao w Lidze Europy, raz przez Real Sociedad w La Liga. Wiemy więc, że nie ma rzeczy niemożliwych! Większą motywację, aby awansować do finału i zwyciężyć w całych rozgrywkach, wydają się mieć Andaluzyjczycy. Po pierwsze są obrońcami tytułu, po drugie mają szansę zdobyć trofeum trzeci raz z rzędu, co byłoby wydarzeniem historycznym, po trzecie wygrana byłaby dla nich przepustką do przyszłorocznej Ligi Mistrzów. Pozycja w lidze hiszpańskiej gwarantuje im co prawda występ w Lidze Europy, ale oczywistym jest, że dla zespołu Grzegorza Krychowiaka o wiele bardziej prestiżowym i opłacalnym finansowo byłby występ w Champions League. Szachtar ma już ten komfort psychiczny, że dzięki miejscu w krajowej lidze zagra w Lidze Mistrzów. Nie zmienia to jednak faktu, że obie drużyny, zwłaszcza patrząc na widowisko jakie stworzyły w pierwszym meczu, będą o finał walczyły z całych sił. Liczymy więc znowu na sporo bramek i emocje do samego końca!

    Komentarze