Lekkoatletyka: Wstyd! Medal za 9. miejsce

Czasami regulaminy i biurokratyczne zasady są śmieszne. No bo jak określić fakt, że medal olimpijski można zdobyć cztery lata po zakończeniu igrzysk, w dodatku plasując się na dziewiątym miejscu w swojej konkurencji?

A do takiej sytuacji może dojść, jeśli Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów zweryfikuje ponownie wyniki konkursu olimpijskiego z Londynu w kategorii 94 kg. Najbardziej żenujące jest to, że medal najprawdopodobniej do Polaka, Tomasza Zielińskiego, który został wykluczony z tegorocznych igrzysk w Rio z powodu wykrycia w jego organizmie niedozwolonych substancji.

Stosowanie dopingu z jednej imprezy go wykluczyło, a teraz może dać mu olimpijski brąz. Tym razem jednak przyłapano jego konkurentów. Cała historia w kilku zdaniach. Zieliński w Londynie zajął w swojej kategorii dziewiąte miejsce, ale do gry wkroczyła Światowa Agencja Antydopingowa, która bada próbki pobrane wtedy od zawodników.

Mołdawianin Anatolij Ciricu to kolejny sztangista, którego złapano na wspomagaczach. W kategorii, w której startował Zieliński, jest to już szósta(!) osoba, u której wykryto doping. Polak jest więc na ten moment na trzecim miejscu wśród tych „czystych”, najprawdopodobniej brązowy medal trafi więc do niego.

I tutaj widzimy cały paradoks tego konkursu. Ciricu w Londynie zajął trzecie, a przed nim zdyskwalifikowani zostali sztangiści, którzy zajęli miejsca: 1, 2, 4, 6, 7. Całe podium stosowało niedozwolone środki, a złoto ma ostatecznie trafić do gościa, który w konkursie był piąty. No chyba, że i u niego coś jeszcze się znajdzie.

adrian-zielinski-laczy-nas-pasja

Do Polaka olimpijski medal pasuje, jak nie przymierzając, krawat do dupy. Zieliński też został złapany na dopingu, tyle, że trochę później. Przyniósł wstyd sobie, ale przede wszystkim Polsce, którą reprezentował. I taki ktoś ma być nagrodzony olimpijskim medalem?

Pojawia się jeszcze jedna istotna kwestia – finansowa. Olimpijskie podium to nie tylko honor i zaszczyt, ale i spore pieniądze, jakie sportowiec dostaje od Państwa. Jednorazowa premia w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych plus emerytura, czyli kolejne ponad dwa tysiące miesięcznie.

Jeżeli Zieliński ostatecznie otrzyma medal to przysługiwać mu będą i te gratyfikacje finansowe. Nawet jeśli wynik z Londynu osiągnięty był przez niego bez stosowania niedozwolonych środków, to raczej nie zasłużył na jakiekolwiek nagrody fundowane przez obywateli po tym, co wyszło w Rio. Niestety prawo nie pozwala na cofnięcie tych nagród, musiałby pewnie zrezygnować z nich sam.

Patrząc na liczbę zawodników, którzy zostali zdyskwalifikowani, nasuwa się jedno logiczne rozwiązanie – anulować cały konkurs, odhaczyć jako nieodbyty, nie przyznawać medali i mieć nadzieję, że ludzie szybko zapomną o tym olimpijskim cyrku!

Komentarze