Lekkoatletyka: O „królowej sportu” dawno nie było tak głośno

    Trzeba przyznać, że starania polskich lekkoatletów, aby wreszcie zaczęto mówić o ich dyscyplinie sportu zaczynają się sprawdzać. Trochę wynika to z tego, że Igrzyska Olimpijskie są już za trochę ponad 2 tygodnie, trochę pomogły w tym wywiady Panów Lewandowskiego i Kszczota, a teraz jest głośno ze względu na możliwą dyskwalifikację Rosjan z tej imprezy.

    Od jakiegoś czasu odbywają się w Polskim Komitecie Olimpijskim spotkania na różne interesujące tematy. Ostatnio rozmawiano o bardzo ważnej roli marketingu w sporcie. Padło tam nawet takie zdanie, że „trzeba osiągnąć sukces i umieć go sprzedać”.

    Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale czy nie mogło być tak, że nasi dwaj znakomici biegacze, świadomi swojej wartości sportowej postanowili najprostszym kosztem zrobić wokół siebie zamieszanie?

    Jeśli tak, to wielki szacunek Panowie! Oczywiście ryzyko jest spore, jeśli przytrafiłaby się porażka sportowa, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Nie wiemy, jak im pójdzie na Igrzyskach, ale tak wielka impreza, to jedna z nielicznych możliwości do wypromowania się.

    Pamiętamy, na przykład co się stało z łyżwiarstwem szybkim po medalu Zbigniewa Bródki. Polska oszalała na jego punkcie na jakiś czas, ale w ogóle nie potrafiono tego wykorzystać marketingowo, z pożytkiem dla samej dyscypliny i nawet (co najbardziej przykre) samego mistrza olimpijskiego.

    O tym, że można się wypromować w lekkoatletyce przekonały w przeszłości, takie nazwiska jak Artur Partyka czy nawet Władysław Kozakiewicz. Czy Robert Korzeniowski, który był chodziarzem uprawiał interesującą dyscyplinę sportu? Nie bardzo, a każdy go w Polsce  przecież kojarzył.

    Na koniec warto wspomnieć o smutnym rosyjskim procederze. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) zarekomendowała Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu (MKOl) wykluczenie wszystkich Rosjan z igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. To reakcja na raport o dopingu podczas imprezy w Soczi w 2014 roku.

    Publikowany w poniedziałek raport powstał po tym, jak były dyrektor laboratorium antydopingowego w Moskwie Grigorij Rodczenkow powiedział na łamach “New York Times”, że dziesiątki rosyjskich sportowców zażywało niedozwolone środki w Soczi za przyzwoleniem krajowych władz sportu.

    Na ile te groźby są realne, a na ile jest to tylko czekanie na kolejną biznesową propozycję? Tego nie wiemy, ale wiadomo już, że doszło do wielkiego oszustwa. Jest to coś, co absolutnie jest wbrew zdrowej rywalizacji sportowej.

    Z drugiej strony, dlaczego na przykład uczciwy i ciężko trenujący kajakarz górski ma cierpieć i porzucać marzenia o medalu olimpijskim, tylko dlatego, że podczas zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi ktoś zawinił?

    polaczyk-kajakarstwo-gorskie-laczy-nas-pasja

    Nie jestem zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej i nie podoba mi się taka forma karania potencjalnie niewinnych sportowców. Czym oni zawinili? Oszustów trzeba srogo ukarać, a niewinnych zostawić w spokoju.

    Jak ta sprawa się ostatecznie zakończy, to pewnie dowiemy się w najbliższych dniach. Miejmy nadzieję, że  „królowa sportu” jak nazywana jest lekkoatletyka, będzie w najbliższym czasie przedstawiania tylko w pozytywnym świetle, a polscy zawodnicy będą błyszczeć podczas Igrzysk w Rio w takiej formie, jak robili to ostatnio w mediach.

     

     

    Komentarze