„Kto umarł ten nie żyje” – rozważania nad przyczyną zgonu kadry Łukasza Kruczka

Ogląda ktoś z Was jeszcze skoki narciarskie? Niegdyś narodowa dyscyplina sportu w Polsce przechodzi wielki kryzys. Na dzisiaj nikt nie przyznaje się do winy, ale jak wiadomo nic nie dzieje się bez przyczyny. Główny podejrzany – Łukasz Kruczek. W kręgu zainteresowania organów ściągania pozostaje również Apoloniusz Tajner oraz wszyscy zawodnicy kadry A i B.

Łukasz Kruczek – zaczynał od uprawiania kombinacji norweskiej, potem przeniósł się do skoków narciarskich. Był świetnym zawodnikiem, ale tylko wśród studentów (trzy razy wygrywał Uniwersjadę). Jeśli chodzi o rywalizację z najlepszymi to kompletnie sobie nie radził (największa liczba punktów w całym sezonie, jaką zdobył, to osiemnaście). Kadrę objął w 2008 roku i doprowadził Kamila Stocha do dwóch złotych medali Igrzysk Olimpijskich w Sochi, a drużynę na podium Mistrzostw Świata w Val di Fiemme oraz w Falun.

Przed tym sezonem z ust trenera można było usłyszeć, że nasza kadra jest najlepsza na świecie i nie musimy się martwić tym, co robią inne drużyny. Jak się okazało, ta zbytnia pewność siebie skończyła się wraz z rozpoczęciem startów. Najpierw jako przyczynę słabszej postawy zawodników podawano braki sprzętowe. Co kilka tygodni dochodziły do nas informacje, a to o nowych kombinezonach, które mają sprawić, że nasi zawodnicy zaczną skakać tak jak kiedyś, a to o nowych smarach, dzięki którym skoczkowie będą osiągać najszybsze prędkości najazdowe, a tym samym skakać daleko. Nic takiego nie nastąpiło.

Jak można dowiedzieć się z oświadczenia trenera Kruczka, zgłosił on podczas Turnieju Czterech Skoczni ustną rezygnację w rozmowie z prezesem PZN Apoloniuszem Tajnerem. To dziwna decyzja, ponieważ miała ona miejsca zaledwie po miesiącu rywalizacji. Jaki więc był sens przygotowywać zawodników do sezonu, skoro kilka (jak się wtedy mogło wydawać) słabszych występów (najwyższe miejsce Stocha w sezonie, czterech zawodników w serii finałowej) spowodowało szybką, niewymuszoną przez nikogo rezygnację.

Z czasem pojawiały się w mediach informacje o tym, że Kruczek jest skłócony z innymi trenerami i działaczami. Jego złe relacje z byłym fizjoterapeutą, a obecnie ekspertem TVP Rafałem Kotem były widoczne dla kibiców gołym okiem. Całkiem niedawno w mediach ukazał się wywiad z jednym z lepszych młodych polskich zawodników, który ma teraz fatalny sezon – Aleksandrem Zniszczołem. Zasugerował on, że nikt nie był w stanie mu pomóc, a trener Kruczek decyzję o odejściu miał już w głowie podczas letnich przygotowań i nie było w nim widać tej pasji i determinacji co kiedyś.

Polscy zawodnicy skaczą słabo, a jeśli osiągną jakiś przyzwoity rezultat, to są to skoczkowie kadry B, gdzie trenerem jest Maciej Maciusiak. To właśnie tacy zawodnicy jak: Andrzej Stękała, Dawid Kubacki, Maciej Kot czy notujący najlepszy sezon w karierze Stefa Hula stanowią trzon naszej reprezentacji w tym sezonie. Tak naprawdę, trener Kruczek nie powinien jeździć na zawody Pucharu Świata, tylko na Puchar Kontynentalny, gdzie pojawiali się jego skoczkowie.

Apoloniusz Tajner  – prezes PZN, dawny trener Adama Małysza. Jak sam przyznał stracił czujność i nie przyglądał się przedsezonowym przygotowaniom. Bagatelizował, podobnie jak Kruczek, wprowadzanie nowinek technologicznych oraz robienia obozów z innymi kadrami, żeby mieć porównanie w jakiej dany zawodnik jest formie. Może to nieeleganckie, aby wcinać się komuś w życie prywatne, ale nie jest wielką tajemnicą, że od pewnego czasu prezes Tajner porzucił swoją żonę dla dużo młodszej kobiety. Od tego czasu wyraźnie schudł i zaczął dbać o siebie. Wcale nie twierdzę, że nie wykonywał swoich obowiązków dobrze, ale w połączeniu z jego słowami, że brakło mu czujności, to wcale się nie dziwię. Jak wiadomo był zajęty czymś, albo bardziej kimś, innym. Według nieoficjalnych informacji, które przenikają do „świata mediów” w PZN również nie dzieje się najlepiej. Wielu widziałoby na stanowisku prezesa kogoś innego niż Tajner.

Co do samych zawodników, pomimo tego, że to oni skaczą a nie nikt inny, to trudno ich obwiniać. Wszyscy w swoich wypowiedziach powtarzają, że są bezradni i tak naprawdę nie wiedzą dlaczego jest tak źle. Warto przytoczyć w tym miejscu wypowiedź Kamila Stocha z tego weekendu:  Jest bardzo kiepsko i nawet nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nawet nie wiem dokładnie, w które szczegóły mam wchodzić. Niby jeden błąd poprawię, a zaraz pojawia się kolejny. Niby wszystko gra, tak jak dzisiaj – wydawało mi się, że te skoki były dosyć przyzwoite – a nie kwalifikuje się nawet do zawodów. Dzieje się coś bardzo złego i sam do końca nie potrafię dojść do tego, co się dzieje. Jednym słowem kompletna bezradność. Nie można zawodnikom zarzucić złego prowadzenia się, omijania treningów, nie wykonywania poleceń trenerów. Nie można też stwierdzić, że nie mają talentu, bo to pokazywali wielokrotnie, że należą do najlepszych na świecie.

Jaka jest więc przyczyna takiej postawy naszej kadry w tym sezonie? Tego nie wiemy, ale wydaje się, że wewnętrzne tarcia i konflikty zarówno w sztabie szkoleniowym, jak i w samym związku mogły być tego przyczyną. Przypuszczać można, że w trakcie letnich przygotowań doszło do jakiegoś poważnego spięcia pomiędzy Kruczkiem, a resztą sztabu szkoleniowego, co automatycznie przełożyło się na zaangażowanie trenera w pracę i  większą obojętność. To, że w Reprezentacji działo się coś dziwnego mógł potwierdzać fakt, że nagle dwóch etatowych zawodników Kadry A: Maciej Kot i Dawid Kubacki zostało przeniesionych do Kadry B. Dołóżmy do tego zmniejszoną „czujność” prezesa Tajnera i mamy wynik w postaci najsłabszego sezonu w polskich skokach od bardzo dawna.

Foto: se.pl

Komentarze