Krzysztof Ignaczak: Znajdźmy trenera, który umie się komunikować

    Decyzja o nie przedłużaniu umowy z trenerem Antigą dla jednych będzie słuszna, dla innych z kolei stanie się porażką Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Dopiero jednak czas oceni, czy to był dobry ruch. Z mojego punktu widzenia powiem jednak, że Związek postąpił dobrze. Tak czy inaczej należą się Stefanowi wielkie brawa za to, że osiągnął z naszą reprezentacją coś wielkiego, być może już żaden inny trener nie powtórzy tego sukcesu.


    Najwyraźniej doszło bowiem do wypalenia chemii pomiędzy trenerem a zespołem. Trzeba by się teraz zastanowić, jak dobierać selekcjonera, by on poradził sobie z naszymi charakterami. Wiemy przecież, że zazwyczaj po dwóch latach pracy wszystko zaczyna wychodzić gorzej. Mam swoje przemyślenia na temat, czy jest to wina siatkarzy czy może tylko trenerów?

    pawel-zatorski-laczy-nas-pasja

    Moim zdaniem jesteśmy taką nacją, która pracuje w bardzo specyficzny sposób – jako Polacy jesteśmy bardzo oddani pracy, łatwo ufamy nowym szefom, i o ile oni nie nadużyją naszego zaufania, to jesteśmy w stanie zrobić niemal wszystko. Ale jeżeli tylko nadepną nam na odcisk, to zaczynają się schody.

    Wszyscy zastanawiają się, jak to możliwe, że w pierwszym roku pracy naszych selekcjonerów najczęściej pojawiał się sukces. Otóż gdy taki nowy trener zaczyna, to wszyscy mają u niego czyste konta, czyste karty i wszyscy zaczynają pracować na swoją pozycję. Oczywiście tacy gracze jak Wlazły, Kurek czy Winiarski, to firmy znane na świecie i każdy trener chce się na nich oprzeć. Ale już wokół często pojawiają się zupełnie nowe twarze, czasem nawet te, których nigdy wcześniej byśmy się nie spodziewali. Dlatego w pierwszym roku wszyscy pracują jak wściekli, bo wiedzą, że mogą sobie wywalczyć miejsce w szóstce reprezentacji, a przecież nam sportowcom o to właśnie chodzi.


    W drugim roku pojawiać się zaczyna syndrom szkolny, tzn. po pierwszym sezonie trener o każdym graczu ma jakąś opinię i na niej jedzie, niczym nauczyciele o dobrym uczniu, który przejechał całą podstawówkę na fakcie, że na początku zgarniał same piątki.

    I to jest niebezpieczne, bo trenerzy-nauczyciele czasem w kolejnych okresach próbują naciągnąć oceny tym, których dobrze znają. I wtedy dzieje się najgorsze – spada motywacja rezerwowym, którzy tracą nadzieję, że dostaną szansę choćby wtedy, gdy prymusi mają gorszy dzień. Spada wola walki, ambicja sportowa, rodzi się frustracja. Trudno winić trenerów, że stawiają na sprawdzone rozwiązania, jednak na pewno mogliby w większym stopniu dawać szansę szerszej grupie graczy. Dać szansę pozostałym, by też zasłużyli na piątkę. A tak powstają niesympatyczne sytuacje, zresztą sami mogliście ostatnio poczytać o różnych sprawach w prasie i czasopismach.

    Ciąg dalszy na drugiej stronie…

    Komentarze