Krzysztof Ignaczak: Tydzień prawdy w elicie

Przecież długo zmagał się z kontuzją, nie grał, i nagle wyszedł w pierwszym składzie na tak ważny mecz. To naprawdę jest wyzwanie! Dlatego szacun Misiek, że w pomeczowym wywiadzie byłeś w stanie przyznać, że bardziej grałeś sercem niż formą. Trochę było widać, że brakowało mu siły i energii w ataku. Znając go z najwyższej formy, to pewnie jego wskaźniki skuteczności byłyby lepsze o jakieś trzydzieści procent.

Podsumowując, PGE Skra wypadła nieźle, lecz ja chcę zwrócić uwagę, że akurat w środę Włosi nie mogli trafić zagrywką.

Jakoś ta Atlas Arena im nie leżała, nie mogli się wstrzelić ani Sokołow, ani Juantorena. A wszyscy przecież wiemy, jakim potencjałem Cucine Lube dysponuje i jak rozbija rywali właśnie poprzez akcje w polu serwisowym.

Wynik 1:3 oznacza, że w rewanżu przed naszą drużyną stoi zadanie wręcz nierealne. Może wprawdzie wrócić Bartek Kurek, ale nie wiem wtedy, za kogo powinien wejść – bo Nikołaj Penczew grał niesamowite zawody. Jedyne, co rzucało się w oczy, to zbyt małe wykorzystanie w ataku Srećko Lisinaca. Być może to będzie jakaś recepta, jednak niech za ustalenie taktyki bierze się sztab Skry, a nie ja. Poza tym myślę, że u siebie w domu Włosi nie popełnią już tylu błędów, co w Łodzi. A jeśli będą strzelać z zagrywki, to szanse na odrobienie strat będą minimalne.


Wieczorem honoru polskich klubów broniła jeszcze Asseco Resovia. Rzeszowianie chcieli wreszcie przełamać fatalną serię w starciach z Włochami, bo po raz ostatni pokonali ekipę z Italii ponad trzydzieści lat temu!

Niestety, znowu się nie udało, choć w moim odczuciu grali naprawdę niezłe zawody. Trochę zabrakło. Czego? Na pewno lepszej skuteczności na prawym skrzydle, widać bowiem było, że nie był to najlepszy występ Jochena Schöpsa. Niemiecki atakujący nie wszedł dobrze w mecz, a największe problemy miał z pojedynczym blokiem, radząc sobie nieźle z podwójnym.

Oglądając ten mecz miałem przez kilka chwil wrażenie, że jest on pod kontrolą polskiej drużyny, oczywiście pamiętając, że Earvin N’gapeth robił, co chciał. Wydaje mi się, że Resovia przegrała, bo nie wykorzystała okazji, które się przytrafiły, nie była wystarczająco skuteczna w najważniejszych akcjach.

Warto też zwrócić uwagę, że Włosi nie grali jakiegoś oszałamiającego spotkania, ich grę odmienił dopiero zmiennik Orduna, który zastąpił Dragana Travicę na rozegraniu. Nie wiem, może gracze z Rzeszowa nie byli gotowi na taką zmianę? Rywali do sukcesu poprowadził też na pewno N’gapeth, pomógł Vettori. Miałem jednak takie wrażenie, że Modena jest do pokonania, tylko trzeba by było umieć to wykorzystać.

Liczę jednak na to, że rzeszowianie zagrają na wyjeździe z prawym atakiem i że wtedy będą groźniejsi. Myślę, że Modena ma swoje problemy i dlatego polska ekipa wygra we Włoszech 3:1 i awansuje. Resovia wiele razy pokazywała, że ma charakter i potrafi się mobilizować w trudnych chwilach.


PS. Zastanawiam się, czy poszerzenie PlusLigi nie powoduje, że te mocniejsze ekipy mają zbyt wiele mało wymagających meczów i później przekłada się to na słabszą formę w europejskich pucharach. Ta będzie wysoka, gdy każdy mecz w PlusLidze będzie spotkaniem „o życie”. Zgadzacie się ze mną?

Pozdrawiam,

Krzysztof Ignaczak

Komentarze