Krzysztof Ignaczak: To był finał emocji!

    Każdy z nas szykując się do oglądania wielkiego finału gdzieś tam po cichu liczył, że czeka nas bardzo zacięte spotkanie, uczta dla wprawnego siatkarskiego oka. I chyba czuliśmy się trochę rozczarowani, bo mecz o złoto był krótki. Liczyliśmy, że Włosi jednak bardziej się postawią, może dojdzie do pięciosetowego boju? Ale już od pierwszych akcji widać było, że górę wzięły emocje i to one decydowały o końcowym wyniku.


    Ranga wielkiego finału potrafi przytłoczyć nawet najlepszych, czy najbardziej doświadczonych zawodników. A co dopiero żółtodziobów, którzy dopiero przecierają szlaki w wielkiej siatkówce. Stąd właśnie brały się, wydawałoby się proste, elementarne błędy i to po obu stronach.

    Mam wrażenie, że zespół z Brazylii szybciej opanował to podniecenie i te emocje, być może także dlatego, że grał we własnej hali i przy swoich kibicach. I to opanowanie im pomogło w ostatecznym triumfie. Oczywiście ważni byli też ludzie, a nie tylko same emocje. Brazylia miała doskonale nam znanego z PlusLigi Felipe Fontelesa, czy niesamowicie atakującego Wallace’a – on raz po raz bombardował Włochów, wiódł prym w ataku.

    Dlaczego tak bardzo podkreśliłem rolę emocji? Sam grałem w mniejszych, czy większych finałach, w Polsce i za granicą. Uwierzcie mi, nie jest łatwo w ogóle wyjść na taki mecz. Masz przecież świadomość, że to trochę robota sapera, że nie ma drugiej szansy i że nie możesz się pomylić. Jest tylko jedna szansa na złoto.

    brazylia-wlochy-final-igrzyska-olimpijskie-rio-2016-laczy-nas-pasja-siatkowka

    Ten ogromny ładunek emocji pojawia się nie tylko na samym starcie meczu, lecz przede wszystkim przed nim. Nie możesz zasnąć, ja nie raz miałem tak, że w głowie rozgrywałem to spotkanie już dzień i noc wcześniej. Wyobrażałem sobie, jak będę grał, jak będę bronił, gdzie stanę i w jaki sposób się zachowam. Ta adrenalina, która gdzieś się we mnie nazbierała, często nie pozwalała mi zasnąć do późnych godzin nocnych.

    A później już ten sam moment oczekiwania na godzinę zero, gdy trzeba wybiec na boisko. Tak jak wam kiedyś pisałem, te emocje znikają stopniowo wraz z pierwszym gwizdkiem, ale jednak stres pozostaje. Nikt mi tutaj nie powie, że nawet ci doświadczeni gracze czują się luzacko. Nie, tak samo odczuwają ten dreszczyk.

    Patrząc na Włochów trochę mi ich szkoda, bo chyba w tym turnieju grali najlepszą siatkówkę. Pokonali także w fazie grupowej reprezentację Brazylii. Ale to jest właśnie piękno sportu, że można być mistrzem, nawet jeśli po drodze miało się kłopoty, liczy się wygrana w najważniejszym momencie. Brazylijczycy mogą i mają co świętować. Zdobyli złoto na oczach swoich fanów, a ci nie byli dla nich obciążeniem, raczej pomogli rozładować stres.

    W meczu o brąz na początku trochę brakło emocji, pewnie także z tego powodu, że hala była pustawa i jakoś tak dziwnie oglądało się olimpijskie starcie o medal w takiej atmosferze. Brakowało też trochę wrażeń z powodu zaspania Amerykanów. Odrodzili się dopiero w trzecim secie, trochę niczym Feniks z popiołów.

    Micah-Christensonof-USA-Rosja-braz-igrzyska-olimpijskie-siatkowka-laczy-nas-pasja-rio-2016

    Kluczowe, moim zdaniem, były role starszych aktorów w obu drużynach. W ekipie Rosji Tietiuchin nie wytrzymał trudów tego turnieju, po drugim secie odcięło mu prąd. Losy spotkania odmienił rezerwowy USA, Priddy, który zastąpił młodziana Russella – ten nie radził sobie zbyt dobrze już w kolejnym spotkaniu. I to właśnie Priddy, jego doświadczenie i wiara w sukces, tchnął nowy zapał w zespół amerykański, który sięgnął po brązowe medale.


    Taki sam ładunek emocjonalny, jak w finale siatkówki, towarzyszył pewnie i naszym szczypiornistom, którzy stanęli w szranki i konkury, by bić się o brązowy medal. Panowie, dziękujemy wam za walkę, z całego serca! Ja wiem dobrze, że nie zawsze można tylko wygrywać, a wy zostawiliście na boisku całe serca. Zrobiliście fantastyczny wynik, zabrakło bardzo mało, by wygrać upragniony przez was i nas wszystkich medal.

    polska-niemcy-pilka-reczna-braz-igrzyska-olimpijskie-rio-2016

    Dla niektórych z was jest to koniec pewnego etapu. Jedni pewnie zamkną rozdział zwany reprezentacją, inni jeszcze pograją. Ja apeluję do kibiców i mediów, nie kończmy za nich karier! A może będzie tak, że wzorem Piotrka Małachowskiego zechcą jeszcze zaatakować Tokio w 2020 roku? Warto pomyśleć, przemyśleć. A jeśli jednak zakończą granie dla biało-czerwonych, to zasługują na wielkie dzięki, bo przez te wszystkie lata byli jedną z największych fabryk emocji. I nigdy nie wolno nam o tym zapomnieć!

    Komentarze