Krzysztof Ignaczak: Pasiak to już historia

Chwilę mi zajęło, zanim zdecydowałem się napisać o tym, co właśnie wydarzyło się w moim życiu. Dla wielu z was to zapewne zaskakująca decyzja, ale tak to już bywa. Pisząc te słowa jestem jeszcze na majówce, a przede mną stoi trzepak, na którym zaczynała się moja przygoda z siatkówką. Historia zatoczyła koło. To właśnie przez niego grałem, próbując imitować czy może raczej naśladować siatkarzy, którzy byli wtedy moimi idolami. I tak się zacząłem zastanawiać, bo właśnie w Wałbrzychu zaczynają szukać „składu”, tyle że nie siatkarskiego. Może powinienem dołączyć do ekspedycji? Może by coś skapło, gdybyśmy odkopali ten złoty pociąg?

************************************

Przepraszam, bo moje pożegnanie z wami wyobrażałem sobie w zgoła odmienny sposób, nie za pomocą felietonu, lecz ta cała sytuacja mnie zmusza, by zrobić to w taki sposób. Nie wiedziałem, że tak odejdę z Rzeszowa. Klub nie przedłużył ze mną kontraktu na kolejny sezon, a gdy obecny wygaśnie, będę wolny. Nie miałem więc okazji podziękować za te dziewięć spędzonych wspólnie sezonów, zrobiłem to tylko na Instagramie (pisownia oryginalna, telefonowa…): „26.04.2016 po raz ostatni założyłem z dumą „Pasiaka” dzięki za 9 lat wspaniałych sportowych i nie tylko chwil dawaliście mi ogromne wsparcie mam nadzieje ze swoją grą odwdzięczyłem się Wam i nie zawiodłem Waszego zaufania Go Sovia !!! Teraz czas zastanowić się co dalej”.

Myślę, że gdzieś tam kiedyś może będzie jeszcze okazja się pożegnać (w głowie kiełkuje mi pewien pomysł), jednak w Pasiaku już mnie więcej nie zobaczycie. W Rzeszowie zawsze dawałem z siebie maksa, czy bywało lepiej czy gorzej, to jednak zbudowaliśmy razem bardzo dużo.

Dziękuję wam, za wszystkie miłe komentarze z mediów społecznościowych, nie spodziewałem się takiej liczby wiadomości. Nie spodziewałem się też tak wielkiego wsparcia z waszej strony, przyznaję się, przy niektórych wpisach się poryczałem.

Koniec czegoś jest początkiem czegoś innego, wstępem do nowego. Nie zwiesiłem jednak głowy i nie ma takiego zamiaru, miałem świadomość, że kiedyś nastąpi to, co nastąpiło. Nie zawsze w życiu jest tak, jakbyśmy chcieli, niektóre rzeczy spotykają nas w bardzo nieoczekiwanych momentach.

************************************

Na tę chwilę jeszcze nie wiem, co dalej będę robił. Na pewno będę gonił za sukcesem, mam w sobie tyle energii, charyzmy, że może postaram się je przełożyć na inne płaszczyzny naszego życia. Charakter, który posiadam pozwoli mi mam nadzieję osiągnąć sukces w kolejnym etapie życia, zobaczymy jednak co pokaże czas. Wiem, że na pewno dam sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami losu. Uważajcie już na mnie, bo być może narodził się właśnie rekin biznesu? Kto wie, może któregoś dnia będę w stanie przyjść i zasponsorować Resovię?

Mam dużo pomysłów na swoją osobę, a wam jeszcze raz dziękuję za wsparcie. Łzy się lały ze szczęścia, gdy czytałem, że czyjeś dzieci grały siatkarskimi kartami, a w nich Igła był… ninją! To mnie napawa ogromną dumą, tak samo to, gdy czytam że moje nieudolne rzucanie kości na parkiet stało się dla kogoś inspiracją, że ktoś przez to pokochał siatkówkę. Chyba zrobię sobie z tego zrzuty ekranowe, bym mógł je zachować i na starość, już jako dziadek, pokazać swoim wnukom, jakim byłem gościem (ha ha ha). Do końca będę skromny…

Pamiętajcie, że na każdego z nas potrafią spaść sytuacje, których się nie spodziewamy. A jednak trzeba iść dalej, użyć #staystrong. Nie składam broni, a osobom, które mnie pytają, co dalej, odpowiadam: oczywiście w tym momencie z mojego serca pociekła krew, bo to było coś niesamowitego być częścią takiego zespołu, jakim jest Resovia. To był zaszczyt grać w jednej z najlepszych ekip w Europie, która zawsze biła się o najwyższe cele. Zawsze będę miał w sercu ten klub, bo on dał mi wiele. Myślę, że nie pozostałem mu dłużny, w wielu wypadkach grając mimo kontuzji, nie bacząc na swoje zdrowie. Dziękuję za wszystko, spędziłem tam jedną czwartą całego mojego pięknego życia. Na zawsze pozostaną mi wspaniałe wspomnienia, zarówno te siatkarskie, jak i pozasportowe.

************************************

Trzeba zaakceptować taki stan rzeczy, jaki jest. Kiedyś coś się zaczyna, a kiedyś kończy. Mój czas w Resovii dobiegł końca i nikt już nie zawróci kijem Wisły. Dziękuję, że mnie pokochaliście i mam nadzieję, że w myśl hasła: – „umarł król, niech żyje król!”, pokochacie także człowieka, dla którego siatkówka jest całym życiem, który nią śpi, myśli, jest siatkówką, człowieka o podobnej charyzmie i charakterze – Mateusza Masłowskiego. Mam nadzieję, że talent który posiada szybko zostanie oszlifowany i wszyscy będziemy mieli z niego pociechę.

Liczę także na to, że tak jak mu obiecywano, dostanie szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności.

Komentarze