Krzysztof Ignaczak: Nagrody z kosmosu

    Nadszedł czas podsumowań, bo za nami już kolejny turniej finałowy Ligi Światowej. Kluczowe, jak zawsze, były mecze o medale, tym razem jednak miały podobną historię.

    W starciu o brąz zwyciężyli pewnie Francuzi, tak jak wam wywróżyłem. Wróżbita Krzysztof się nie pomylił, spodziewałem się takiego rozstrzygnięcia. Jednak zaskoczyli mnie Włosi, po których oczekiwałem więcej, skoro jest już tak blisko igrzysk w Rio. Widać było, że w Italii coś nie funkcjonuje jak należy, a najwięcej kłopotów było na linii rozgrywający Gianelli – Juantorena. I tym bardziej byłem zaskoczony, że FIVB przyznało nagrodę dla najlepszego rozgrywacza turnieju właśnie młokosowi z Włoch.

    serbia-final-liga-swiatowa-laczy-nas-pasja

    W mojej ocenie było co najmniej dwóch czy trzech rozgrywających w tym turnieju, a nie wystawiaczy, jak młodzian. Zresztą wystarczy popatrzeć na problemy z wystawą dla Juantoreny, to już wystarczyłoby, by skreślić go z listy nominowanych do nagrody. Tak czy inaczej, Włosi zajęli czwarte miejsce i muszą przełknąć tzw. carpaccio z buraka…

    Francuzi, a zwłaszcza Rouzier podkreślali, że na finał czegoś im zabrakło. W jego oczach widać było to, że nie włożyli w ostatnim tygodniu odpowiedniej pracy, by do niego awansować. Ale teraz popracują i będą chcieli w Rio sięgnąć po swoje marzenia, czyli złote medale olimpijskie. Ważne dla nich jest także to, że mają wyrównaną dwunastkę, udowodnił to Pujol, który znakomicie zastąpił Toniuttiego. Patrząc na ich potencjał, nie wolno się dziwić, że będą stawiani w roli jednego z faworytów w Brazylii.


    Co do finału, to każdy z nas życzył sobie, by ten mecz był wielką siatkarską ucztą, jednak Serbowie przejechali się po rywalach niczym wielkim walcem. Byli tak dobrze przygotowani do całej Ligi Światowej, że zasłużenie w niej triumfowali – i to  po raz pierwszy w historii! A ja kolejny raz, niczym Nostradamus, trafnie wytypowałem przyszłość. Tyle tylko, że nie wiedziałem, że Serbowie wygrają aż tak wyraźnie. Trzymałem mocno kciuki za mojego Marko, a on spisał się znakomicie, bo ciągnął swój zespół do przodu i został MVP całego turnieju finałowego.

    Serbowie bardzo dobrze serwowali, co moim zdaniem było jedyną możliwością, by naruszyć szkielet dobrze funkcjonującej drużyny Brazylii. W mojej ocenie najsłabszym elementem Canarinhos jest właśnie odbiór zagrywki, bo Lucarelli, Mauricio i Fonteles to bardzo ofensywni gracze, którzy mogą mieć kłopoty z przyjmowaniem. I to się potwierdziło w finale, bo Serbowie bardzo dobrze zagrywali, na tyle, że rozmontowali Brazylijczyków.

    mvp-liga-swiatowa-laczy-nas-pasja-ivovic

    MVP, jak już pisałem, został Marko Ivović, doskonale znany z PlusLigi. Dysponuje on wspaniałym atakiem, blokiem i zagrywką, a ostatnio chyba trochę poprawił odbiór lub lepiej potrafi maskować swoje niedostatki w tym elemencie. To na pewno może cieszyć, że taki gracz trafia do ekipy wicemistrza Polski z Rzeszowa.

    Brawa także dla Srećko Lisinaca, który ma wszystko, by za chwilę być jednym z najlepszych środkowych świata. Zarówno w ataku, jak i bloku bardzo sprytny chłopak, który dokłada jeszcze swoje w polu zagrywki.


    Tak się rozpisałem o nagrodach indywidualnych, ponieważ mamy w tych wyborach także element komediowy. Chodzi mi o uznanie Rouziera jednym z dwóch najlepszych przyjmujących, tak, przyjmujących! Ktoś sobie chyba jaja robił, bo przecież Rouzier jest atakującym i nie bardzo wiem, o co chodzi z tym wyborem? Antonin grał faktycznie bardzo dobrze, więc można było go nagrodzić na jego pozycji, a nie dawać wyróżnienie stolarzowi, że jest świetnym murarzem…

    Nie było na pewno pomyłki przy wyborze najlepszego atakującego, bo został nim Wallace, który fantastycznie ciągnął grę Brazylii. Z kolei mam wątpliwości przy drugim blokującym, bo chyba było kilku lepszych niż Brazylijczyk Mauricio de Sousa.

    serbia-final-liga-swiatowa-laczy-nas-pasja

    Tak jak mówiłem, wielką pomyłką była też nagroda dla rozgrywającego Italii, bo już bardziej zasługiwał na nią Jovović, który stale czyni postępy pod okiem Nikoli Grbicia (oczywiście jeszcze bardziej zasługiwali Toniutti czy Rezende…). Serbowie będą mieć pociechę także z Luburicia, który zaprezentował się bardzo dobrze w finale.

    Ten wynik w Krakowie pokazuje także bezsensowność kwalifikacji olimpijskich, skoro nie zobaczymy na igrzyskach Serbów. Wracając do naszych rywali z Rio, to zastanawiam się, jaki mają jeszcze potencjał, czy mogą być mocniejsi? Chyba mogą, bo Brazylia pewnie jeszcze popracuje nad odbiorem zagrywki (może wróci Murilo?), bo tego potrzebują, by Bruno mógł grać swoje fiku-miku z środkowymi i skrzydłowymi. Francuzi mogą być mocniejsi z Kevinem Tillie, a Włosi może znajdą wspólny język z Gianellim.

    Tak czy inaczej szykuje się niesamowity turniej w Rio, a ja proponuję już zacząć trzymać kciuki za naszych. W ćwierćfinale będą ich bardzo potrzebować, ale ja wierzę, że dadzą radę!

    Komentarze