Krzysztof Ignaczak: Już czas na zastanowienie

    W Grodzie Kraka trwa turniej finałowy Ligi Światowej, a my obserwujemy go z różnymi nastrojami, bo nasi biało-czerwoni swoją grą wywołują właśnie mieszane uczucia. Zresztą nie tylko oni…


    Zacznę trochę nietypowo, od meczu Amerykanów i Włochów. Wszyscy przed tym starciem skreślili już ekipę z Italii, która wcześniej słabo wypadła na tle Brazylijczyków. Wydawało się, że już po ich dalszym udziale w finałach.

    A tutaj nagle zobaczyliśmy niezwykłą metamorfozę – Lanza pojawił się na przyjęciu, Juantorena powstał z popiołów, Zaytsev odnalazł się w ataku i nagle włoskie działo odpaliło.

    Italia zagrała bardzo dobrze, świetnie grali także środkowi. Muszę jednak przyznać, że zaskoczyli mnie Amerykanie, nie spodziewałem się ich tak słabej postawy. Zagrali poniżej swego poziomu i oczekiwań swoich kibiców. Nie wiem, może dopadł ich jet lag po zmianie kontynentów? Nie było widać ognia w tej drużynie, nie mieli w oczach tej bestialskiej, sportowej agresji, z której ich znamy. Nawet po zdobytych punktach nie cieszyli się tak, jak zwykle. Trochę pobudził ich Thomas Jaeschke, który dał dobrą zmianę, a od drugiego seta mieliśmy fragmentami wspaniałe obrony, długie akcje i efektowne ataki.

    wlochy-usa-laczy-nas-pasja

    Amerykanie mieli szansę na tie-breaka, jednak w końcówce znowu dopadła ich niemoc. Nie wiemy, jak mocno ostatnio trenowali, lecz może bardzo mocno? To jednak jeszcze nie koniec, bo z historii pamiętamy, że USA potrafi wygrywać z Brazylijczykami. W tej grupie nadal jeszcze może być ciekawie.


    Co do Polaków to nadszedł już czas, by zacząć się zastanawiać, jak jesteśmy przygotowani? Wiadomo, że nasz wczorajszy rywal – Serbowie – szykowali się tylko na światówkę, ale pozostaje „ale”. Pokonali nas wyraźnie, na dodatek grając bez Atanasijevicia, czyli swojego podstawowego „hammera”.

    Główna różnica, którą chyba widział każdy, to było przyjęcie zagrywki i jej wykonanie. Rywale serwowali bardzo dobrze, mocno, zdobywali tym elementem bardzo dużo punktów. Opłacało się zaryzykować. Może ich gra nie jest jakoś bardzo finezyjna, jednak opiera się na mocnym serwisie i solidnych, technicznych skrzydłowych (nie przeszkodził im nawet kiepski tego dnia młotkowy…)

    serbia-lisiniac-laczy-nas-pasja-liga-swiatowa

    Bardzo podoba mi się droga, jaką przeszedł Srećko Lisinac. Widać, że ten chłopak bardzo się rozwinął, jest podstawowym graczem swojej kadry, a jak na środkowego robi różnicę – nie tylko w ataku, lecz także w polu zagrywki. Fajnie, że mamy takiego chłopaka u siebie i, że jego talent rozwinął się w PlusLidze.

    Mojej uwadze nie umknęła też bardzo dobra gra Marko Ivovicia. Brylował w ataku, a w przyjęciu, które nie jest jego najlepszym elementem, udawało się go trochę schować, a jeśli nie, to w sytuacjach awaryjnych potrafił radzić sobie atakując z tzw. wysokiej piłki.


    My stoimy teraz pod ścianą, utrudniliśmy sobie nasze wejście do półfinału. Może, niestety być tak, że kolejnych dwóch meczów już nie rozegramy. Dziś wszystko się rozwiąże, bo Serbowie zagrają z Francuzami. Ci drudzy, podrażnieni porażką z Polską, będą pewnie chcieli zwyciężyć i zapewnić sobie awans do najlepszej czwórki.

    polska-serbia-laczy-nas-pasja-2

    Czeka nas kolejne dobre spotkanie, obfitujące mam nadzieję w dużo ciekawej gry. My możemy już tylko oglądać i trzymać kciuki za Serbów, żebym im się chciało grać. 

    Szkoda, że wczoraj nie daliśmy rady, bo to kolejna porażka z Serbami, myślałem że w Krakowie uda nam się przełamać.

    Cóż, teraz czekamy tylko na piątkowy wynik, a jeśli nie będzie dla nas korzystny, to trzeba zasiąść do analizy, która odpowie na pytanie: co jeszcze poprawić przed igrzyskami w Rio de Janeiro? Na pewno musimy skorygować zagrywkę, bo na razie nie wyrządza ona żadnej szkody rywalom. Podobnej korekty wymaga też przyjęcie, które być może jest słabsze z powodu ciężkiej pracy w siłowni, czy może jakichś innych czynników? Nie wiem, bo przecież co jak co, ale do przyjmowania mamy kilku asów, więc powinno ono wyglądać zdecydowanie lepiej.

    Cóż, na razie pytań jest wiele, ale w tej chwili możemy tylko trzymać kciuki, by nasi zagrali jeszcze dwa razy w Krakowie.

    Komentarze