Krzysztof Ignaczak: Ja bym jeszcze poczekał z wyborem

    Wreszcie mamy to, na co czekaliśmy, czyli czas odpowiedzi. Patrząc jednak na wczorajszą frekwencję odniosłem wrażenie, że nasi kibice nie mogli się doczekać i wyjechali na wakacje. Trochę było nas, Polaków, za mało, by wspierać biało-czerwonych. Wiem, wiem, ceny biletów nie sprzyjały, by krakowski obiekt wypełnił się po brzegi. Tym bardziej chwała tym, którzy przyszli i kibicowali naszym.

    A było co oglądać, bo nasza drużyna znowu zgotowała horror, chyba powoli trzeba się przyzwyczajać, że tak już po prostu będzie…


    Czekałem na turniej w Krakowie, bo chciałem się przekonać, w jakiej dyspozycji znajdują się nasi kadrowicze. I patrząc szczególnie na dwa pierwsze sety starcia z Francją byłem równie zmęczony, jak oni. Wierzę, że chłopaki są jeszcze pod wpływem ciężkich treningów, ich ruchy nie są tak szybkie i zgrabne, jak będą za kilka tygodni. Ale mimo tych braków świeżości nasz zespół kolejny raz pokazał charakter, a Francuzi znowu na własnej skórze przekonali się, że niby mogli wygrać 3:0, a przegrali 2:3.

    polska-francja-liga-swiatowa-laczy-nas-pasja

    O ile te pierwsze sety przegraliśmy bez historii, o tyle później pojawiły się pozytywne sygnały, na które warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim, taki sygnał wysłał Mateusz Mika, który powstał z kwadratu rezerwowych i zaliczył wejście smoka, dał on impuls drużynie. Zastąpił w ofensywie Miśka Kubiaka, który akurat nie błyszczał, widać że to jeszcze nie jest ten gracz, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Ale wierzę, że jego ciężka praca w siłowni przełoży się na świetną grę w Rio.

    Wracając do Miki, to nasza kadra by grać na najwyższym poziomie potrzebuje go niczym ryba wody.

    Wczoraj było widać, że doszedł do siebie, znowu nękał rywali zagraniami, które chyba tylko on byłby w stanie wymyślić…


    Pasjonująco wygląda walka o miejsce w składzie wśród środkowych – wczoraj kapitalnie zagrał Karol Kłos, dobrą zmianę dał Mateusz Bieniek.

    Ale to nie ich forma była informacją nr 1, nią stał się przeciek o tym, że na igrzyska ma nie jechać Marcin Możdżonek.

    mozdzonek-polska-laczy-nas-pasjaNie wiem, czy faktycznie ta decyzja już zapadła, jednak w kuluarach mówi się, że tak się stało. Szkoda mi Marcina, bo przecież facet miał dobry sezon w klubie, a jeżeli chodzi o biało-czerwonych, to w ostatnich sezonach wiele razy nas ratował, pomagał w najtrudniejszych chwilach.

    Zakładam, że selekcjonerowi też nie jest łatwo powiedzieć komuś: nie jedziesz na igrzyska! Tym bardziej szkoda, że nie udało się wcześniej załatwić tego, by MKOl uznał przepisy FIVB i na igrzyska jechałoby czternastu, a nie jak teraz dwunastu graczy. Bijmy na alarm, naciskajmy, bo przecież to trzeba zmienić! A tak Marcin i jeden libero, padli ofiarą absurdalnych przepisów.

    Zresztą, ja bym się jeszcze wstrzymał z wyborem trójki środkowych na Rio, Możdżonek jest przecież wśród biało-czerwonych najlepiej blokującym graczem, drugiego o takiej charakterystyce nie mamy. Na mój chłopski rozum jeden środkowy z blokiem by się przydał, a Kłos, Bieniek i Nowakowski to raczej bardziej ofensywni gracze. Dlatego ta sytuacja jest dla mnie dziwna i liczę, że faktycznie to są tylko plotki.

    Cieszy mnie także dobra postawa Dawida Konarskiego, wszyscy pamiętamy, jak przed rokiem wieszano na nim psy i rzucano w niego kamieniami, mówiono że się nie nadaje do kadry. A tymczasem nie tylko w niej jest, lecz wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie.


    Wracając do turnieju w Krakowie, to otwierał go mecz Włochów z Brazylią.

    I potwierdziły się moje wcześniejsze słowa, że Brazylia jest bardzo mocna, puka do finału.

    Widać, że łapie świeżość dużo szybciej od innych drużyn, spada liczba ich pomyłek. Co do Włochów, to mają fajne nazwiska i fajny zespół, ale na Brazylię to było za mało.

    brazylia-wlochy-liga-swiatowa-laczy-nas-pasja

    Spodziewałem się większej uczty i lepszej gry Italii, a był to mecz do jednej bramki. Ciekaw jestem, jak poradzą sobie na tle Amerykanów? Warto uważnie patrzeć na cały turniej, bo da on nam wiele odpowiedzi – czy rywale są daleko przed nami, czy może to my im uciekliśmy?

    Dziś gramy z Serbami, którzy będą groźni nawet bez Atanasijevicia. Nie nastawiajmy się, że bez niego nie będą potrafili grać w siatkówkę. Zacierajmy za to ręce, bo kolejne odpowiedzi już dziś wieczorem!

    Komentarze