Krzysztof Ignaczak: Dostaliśmy w ryj, ale nadal wierzymy

Potrzebowałem kilku dni, by otrząsnąć się po ostatnich wydarzeniach. Wszystkim zainteresowanym, kibicującym dyscyplinie sportowej jaką jest siatkówka raczej nie muszę tłumaczyć, o czym mówię. Tym, którym siatkówka jest mniej znana dopowiem, że w ostatnich dniach ruszył „wielki” finał PlusLigi, rozegraliśmy już jego dwa finałowe starcia. „Wielki” na razie jednak tylko z nazwy, bo razem z moją Asseco Resovią, że to tak delikatnie ujmę, dostaliśmy w nich wpierdol. Po meczu musiałem zbierać kredki, które wypadły mi z tornistra…

Zbierałem bardzo długo, więc piszę do was dopiero po kilku dniach. Jeszcze dłużej zbierałem swoje myśli, jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Ludzie na ulicy zadawali mi wiele pytań, dlaczego w tak ważnym, właściwie najważniejszym dla nas okresie gramy jakoś tak, sam nie wiem jak to określić. Niech będzie: słabo. Niestety, nie znam jeszcze odpowiedzi, gdybym ją tylko znał to natychmiast zmieniłbym to, co powoduje nasz spadek formy. Uwierzcie mi, wszyscy jak jeden odczuwamy sportową złość, wstyd, można by nawet rzec – zażenowanie naszą postawą. Ale postaramy się już w najbliższym czasie odbudować zaufanie u naszych kibiców. Mecze w Kędzierzynie-Koźlu to już historia, a my musimy napisać jej nowy rozdział, mam nadzieję ze szczęśliwym zakończeniem dla Asseco Resovii.

************************************

Oczywiście warto także pogratulować rywalom, bo ZAKSA wykorzystała w stu procentach atut własnej hali i zagrała dwa bardzo dobre spotkania. My podczas nich nie mieliśmy żadnego argumentu, którym moglibyśmy się przeciwstawić kędzierzynianom. Maszyna koziołków działała perfekcyjnie, a my byliśmy jak dzieci we mgle. Może porównam to do walk MMA, o których także czytacie na tej stronie: wyszliśmy do ringu, klatki czy jak to się nazywa nie tyle z opuszczoną gardą, lecz po prostu bez rąk. Nie było czego podnosić na faceta, który zachowywał się tak, jakby to on bronił mistrzowskiego pasa. A przecież to my, ciągle jeszcze jesteśmy mistrzami Polski i powinniśmy się bić. Liczę, że w kolejnej walce/meczu wreszcie pokażemy nasz mistrzowski charakter i będzie bitwa na całego. Potrafimy przecież grać w siatkówkę, a ZAKSA teraz przyjedzie do nas, do hali Podpromie, gdzie gorący doping zawsze nam pomagał. Tym razem liczę też, że nie tylko będziemy trzymać gardę, nie damy się powalić, lecz także sami wyprowadzimy kilka celnych ciosów i kopnięć.

Rywale na pewno będą chcieli zakończyć finał już w pierwszym meczu u nas, ja wierzę jednak, że tanio skóry nie sprzedamy. Ze swojej kariery pamiętam wiele takich sytuacji, zresztą takie miały już miejsce w rywalizacji właśnie z ZAKSĄ, że udawało się dźwignąć, choć sytuacja wydawała się beznadziejna. Wiara czyni cuda, potrafi przenosić góry, więc wierzymy wciąż, że uda nam się wspiąć na kolejny szczyt, choć na razie jesteśmy dopiero u podnóża wielkiej góry.

************************************

Rywale są mocni, pewni siebie, bo przecież w całym sezonie przegrali raptem cztery razy (3 razy w PlusLidze, 1 w finale Pucharu Polski). Ale my też znamy swoją wartość i chcemy zrobić wszystko, by nie tylko przedłużyć rywalizację, lecz wrócić do Kędzierzyna-Koźla na decydujący, piąty bój o złoto.

Za te dwa poprzednie mecze finału wypada nam tylko kibiców przeprosić, bo nie dostosowaliśmy się poziomem sportowym do rywala. To prawda: dostaliśmy po ryju, wypadły nam kredki, ale teraz był czas spokojnie je powkładać do piórnika. Mam zresztą nadzieję, że podobnie będzie w meczach o brąz, bo przecież także LOTOS Trefl też nie pokazał tego, co potrafi. Kibice spodziewali się na pewno więcej, tym bardziej, że faza zasadnicza była chyba najciekawsza w historii.

Widać jednak, że część z nas jest już zmęczona, inni padają jak muchy, ale przecież to są wielkie finały! Zobaczymy, może po zmianie gospodarzy meczów o medale wyniki się odwrócą? Czego sobie i wam serdecznie życzę.

Komentarze