Juras Blog: Zagrzeb prawie zdobyty

    Dziś trochę nietypowo, gdyż blog wrzucam w poniedziałek, ale czekałem na to, co wydarzy się podczas niedzielnej gali UFC z chorwackim Zagrzebiu. Pierwszy raz bowiem w karcie walk amerykańskiego giganta mieliśmy aż trzech polskich reprezentantów. Tak, wiem na UFC Polska było więcej, ale tego nie liczę z racji „obowiązku” organizatora względem debiutu na nowym rynku.

    Podczas niedzielnego popołudnia i wieczoru do klatki UFC wchodzili kolejno Damian Stasiak, Jan Błachowicz i Marcin Tybura. Zakładam, że wyniki wszyscy znają, więc daruję sobie niepotrzebne formalności i przejdę do mojego subiektywnego podsumowania.

    Damian Stasiak. Przepraszam, ale będę szczery. Widziałem tylko końcówkę tego pojedynku. Wracałem z Torunia z gali XCage, zresztą bardzo udanej i wpadłem do domu w najgorszym momencie. Obiecuję, że za chwilę nadrobię i zapoznam się z kulisami tej walki. Tak czy inaczej fajnie, że przed czasem, fajnie, że pierwsze zwycięstwo w UFC.

    Jan Błachowicz vs Igor Pokrajac
    Niby Pokrajac lata świetności ma już za sobą, a do UFC wrócił prawdopodobnie na ten jeden pojedynek z racji swojej popularności w Chorwacji. ale pamiętajmy, że to wciąż gość, który wygrał 28 walk z czego połowę w pierwszych rundach. Dla Janka natomiast ten pojedynek oprócz wagi rywala miał wielki ciężar konsekwencji. W przypadku porażki Błachowicz żegnałby się z kontraktem. Czy znalazłby w tym przypadku ewentualne miejsce powrotne w KSW? Nie jest to takie oczywiste… Stres na twarzy Janka rysował się już w drodze do oktagonu. Widać było, że to nie Pokrajac będzie jego największym rywalem kiedy zamknął się już drzwi klatki. Usztywniony, spięty rozpoczął od wymiany ciosów. Ryzykownie. Widać, że Pokrajac postawił wszystko na atak od początku i chęć zakończenia walki przed czasem. Oglądając dwie ostatnie walki Janka, oczywiste było dla chorwackiego obozu, że Polak nie radził sobie dobrze pod presją. Na szczęście szybko Janek zaprosił Igora do parteru. Oszczędnie w ciosy, ale czas w pozycji dominującej płynął na jego korzyść. Niestety zimna chorwacka krew pozwoliła zmienić szybko ten obraz i to Pokrajac kończył rundę z góry, zdecydowanie efektywniej rzucając ciosami. Runda dla Chorwata. W drugiej natomiast zobaczyliśmy to, co tygryski MMA lubią najbardziej. Otwartą walkę, mocne wymiany i dużo emocji. Chwiał się Janek, blisko KO był Igor. W kluczowych momentach Janek sprowadzał walkę do parteru. O to w tym wszystkim chodzi. Godna podziwu jest szczęka Pokrajaca, bo uwierzcie mi, że Jano ma czym przyłożyć, a miejscowa gwiazda mimo upływu lat i odkładania się ciosów, wciąż odporna. Druga runda dla Janka i mimo widocznego zmęczenia byłem pełen optymizmu przed ostatnią. Po tym poznaje się zawodników, którzy mają gen zwycięzcy. Pomimo zmęczenia cały czas fantastycznie kontrolował parter pozostając aktywny, czym nie dał sędziemu argumentu do ponownej stójki.

    Decyzja jednogłośna dla Janka i olbrzymi głaz z jego serca runął na zakrwawioną matę klatki UFC. Walka o być albo nie być zwycięska. Niby decyzja i słyszę głosy, że to źle, ale dla mnie to pojedynek, który pokazuje potencjał. Były wymiany, były kryzysy, była skuteczna taktyka. Może ponownie brakowało trochę tlenu w płucach, ale na charakterze dojechał do końca. Zwycięsko. Tuż po walce wymieniliśmy kilka smsów. Nie było podziękowań za gratulacje, a wyznanie, że presja była przeogromna. Udało się i to najważniejsze. Oby Jano wrócił teraz na dobre do gry!

    ufc_zagreb_polacy_laczy_nas_pasja

    Marcin Tybura vs Tim Johnson
    Ajjjjjjjjj szkoda tego pojedynku. Trochę za późno Marcin zabrał się do roboty. Od początku widać było pewność siebie, duży luz i jak na wagę ciężką naprawdę fajne poruszanie. Nastawiony na kontrę kilka razy skutecznie stopował Amerykanina jednak gdy tylko dochodziło do klinczu, to Johnson kontrolował mistrza M-1 przy siatce. W UFC ma to ogromne znaczenie w pisaniu punktów. Tym bardziej, że w pierwszej rundzie nie było zbyt wielu „znaczących” ciosów ze strony Tybury. Właśnie tej pierwszej rundy szkoda najbardziej. Ciut więcej i byłaby Marcina. Druga runda dla Jonhsona i tutaj nikt nie ma wątpliwości. Dopiero w trzeciej Tybur obudził się na dobre. Niewiele brakowało, aby po wysokim kopnięciu, które zachwiało rywalem Marcin dokończył dzieła pięściami przy siatce. Niepotrzebnie trochę poszedł w klincz zamiast próbować skończyć rywala. Wynik nie był przecież taki oczywisty. Decyzja dla Amerykanina, ale po tym pojedynku jestem pełen optymizmu na kolejne wyzwania. Marcin pokazał dojrzałość w MMA, był świetnie przygotowany kondycyjnie, nie widać było stresu związanego z debiutem. W żadnym momencie walki nie spanikował. Może nie było to starcie, które porywa tłumy ale solidna walka w wykonaniu Marcina.

    Dwie z trzech walk w wykonaniu zwycięskie, porażka Marcina nic nie zmienia w mojej ocenie. Gratulacje dla całej ekipy. Teraz relaks, chillout i do roboty dalej, abyśmy mogli ponownie tak jarać się Waszymi występami. Wczoraj wszyscy siedzieliśmy spięci przed ekranami TV czy ekranach laptopów przy Fight Passie. Tutaj pstryczek w noc dla tej usługi w Polsce. Płacę miesięcznie jakieś pieniądze abym mógł korzystać w pełni z transmisji gal, a wczoraj po raz kolejny karta główna była niedostępna na terenie naszego kraju. Oczywiście ma to związek z tym, że na terenie PL kartę główną pokazuje stacja Extreme Sport Channel. Szczerze? W dupie to mam. Płacę, żądam. Wiele osób nie ma w swojej ofercie telewizji kablowej tego kanału, a płacą za Fight Pass. Może nie mam ochoty oglądać reklam, które psują mi wyjście zawodników, czy wchodzą na czytanie werdyktu? Po to właśnie płacę za Fight Pass do cholery. Również za PPV! Takimi działaniami pokazujecie, że macie kibiców za frajerów. Może faktycznie lepiej zatem zrezygnować z usługi, oszczędzić 50pln miesięcznie i kraść streamy, których jest zawsze wysyp podczas eventów? Zostawiam to do przemyśleń. Ja gorąco przemyślę czy kontynuować subskrypcję…

    Gratulacje raz jeszcze dla Damiana Stasiaka, Janka Błachowicza i pół-gratulacje dla Marcina Tybury 😉

    Miłego poniedziałku!

    Komentarze