Juras Blog: Współczesna irytacja

    Lipiec to miesiąc, w którym zaczynam mieć trochę więcej wolnego czasu i mogę poświęcić go na przyjemności. Tu wyskoczę na ryby, zrobię trening na spokojnie, odpalę konsolę czy śmignę na rolkach z moją córeczką. Nawet mam czas gotować samemu, więc póki co katering od Body Chiefa zawieszony.

    Lubię postać w garach i przyrządzić coś sam. Nie są to może dania na miarę Magdy Gessler, ale steka czy krewetkę potrafię zrobić godnie. I nikt mi nie będzie talerzami w kuchni rzucał!

    Piękna pogoda, chillout i regeneracja. Jest też czas pochodzić sobie ulicami miasta, czy polatać motocyklem ot tak dla przyjemności, a nie z pracy do pracy. W takich momentach odpala mi się w głowie zakładka psychologa i obserwatora życia.

    Obserwuję. Głównie ludzi. To jak żyją, jak wyglądają, co robią, jak się zachowują. W parku, w sklepie, na spacerze czy siedząc na ławce czytając książkę. Od rozwrzeszczanych małolatów po starszych jegomości, dostojnie przechadzających się miejskim parkiem.


    Świat się cholernie zmienił, albo mój światopogląd dostroił się do rzeczywistości mojego dzieciństwa i lat młodości. Znaczy wciąż jestem piękny i młody, ale tak jakby patrzę na wiele spraw z inną optyką. No dobra… może nie jestem TAKI młody, ale za to fajny i w ogóle. Przynajmniej tak mówi moja Mama, a ja Jej wierzę!

    Do rzeczy zatem. Ja też miałem kiedyś 13/14 lat i nie należałem do grona grzecznych chłopców, którzy zaraz po tym jak odrobią lekcję zabierają się za studiowanie mapy świata.

    Raczej lekcje… i wio na dwór grać w piłkę, ukradkiem zapalić peta, czy napić się łyka piwa. Potem tona gumy do żucia i wietrzenie ubrań. Lista grzechów była jednak mocno ograniczona, gdyż kierował mną wtedy trochę zdrowszy rozsądek niż wielu małolatów obecnie.

    park-saski-laczy-nas-pasja

    Pokolenie roszczeniowe. Się kurwa należy. Gówno się należy, a jeśli już coś, to czasami liść przez głowę za brak kultury. Ostatnio moje obserwacje środowiska zaprowadziły mnie do Parku Saskiego, gdzie wędrowałem z moim psem. Co druga ławka młodzież. Nie taka, co czyta książki, ale taka, co głośno nadużywa słowa “kurwa i chuj”, plując pod nogi przechodniom i bez żadnej krępacji szydzi z ludzi.

    Nie mówię już o społecznym elemencie i gówniarzach, którzy skazani są na życiową porażkę, a sukcesem będzie jak nie trafią do więzienia. W ich przypadku „norma” takie zachowania byłaby jeszcze zrozumiała. Jakkolwiek to brzmi.

    Mówię o wystylizowanej na Justina Biebera grupie młodych hipsterów, którzy siedząc na takiej ławce w swoich lśniących adidasach i najnowszymi iPhone’ami w ręku czują się królami życia i świata. Szydzą z „gorszych” od siebie. Bo przechodzący chłopak ma brudne buty, grubawa dziewczyna w okularach to obiekt otwartych drwin, a starszy gość z laską ledwo ciągnie się chodnikiem.

    Hipster-Facepalm-23-laczy-nas-pasjaStałem tak z pięć minut w okolicy czekając, aż odpali się lont mojej irytacji i z pełną satysfakcją podejdę zwrócić im uwagę. Że brak kultury, brak szacunku, że pedalskie sweterki i ciasne rurki powodują jajo-zagotowanie skutkujące przegrzaniem resztek mózgu i szybszym zużyciem baterii w smartfonach.

    Teraz Pan życia, ale jak spotykam ich w jakiejś kawodajni, to jebaniutcy robią zrzutkę na jedną kawę, zbierając przy tym stempelki, co by szósta była gratis.

    Liczy taki monety w kieszeni, kontempluje przy wyborze rodzaju mleka do kawy, a mnie penis strzela, że muszę czekać, aż arcyksiążę życia zrealizuje zamówienie. Wrócą z tą kawą na ławkę i dalej będą grać przed sobą geniuszy intelektu opowiadając jaka to świetlana przyszłość przed nimi. Jedyna przyszłość to „zawód syn” pewno. O ile „bananowcy” mają ku temu podstawę to te obserwowane przeze mnie okazy raczej na wsparcie rodziców nie mogą liczyć. Prawdopodobnie już dali wszystko co mieli, aby synuś wyglądał i posiadał na poziomie rówieśników…


    Czasy się zmieniają, wiem o tym. Ja też siedziałem kiedyś na ławce. Też udawałem dorosłego, ale nigdy nie zaczepialiśmy czy gardziliśmy ludźmi przechodzącymi obok nas. Zbuntowani, ale wychowani. Wchodzę do sklepu mówię dzień dobry, dziękuję i do widzenia. Teraz często widzę zapatrzonych w ekran telefonów zombiaków, którzy wchodzą, biorą, płacą, wychodzą jakby sami nie zarejestrowali, że właśnie tutaj byli.

    Trochę tęskno do czasów, gdy wchodziłeś do warzywniaka, Pani Krysia zapytała co u Ciebie, itd. Teraz wszystko jakby takie oschłe. Przypomina bardziej wypraną z uczuć i empatii cywilizację. Mało jest szczerego uśmiechu, a więcej bezdusznej automatyzacji życia. Szkoda.

    Lekko nostalgicznie dziś, ale z przesłaniem.

    Zostawmy choć na chwilę smartfona w domu. Podnieśmy głowę z nad klawiatury, wyjdźmy na spacer i uśmiechnijmy się do przechodnia obok.

    Pomóc wnieść wózek po schodach, podnieść leżący śmieć z trawy, czy kupić kanapkę bezdomnemu. W takich chwilach jak ta z Parku Saskiego robię sobie przewartościowanie kilku spraw. Najchętniej uczyłbym pokory i szacunku upokarzając ich otwartą dłonią, ale wiem, że to nic nie zmieni. Pójdą dalej i znajdą ofiarę, aby odreagować. Pokazać, że są kozakami. W rurkach i wypachnieni jak mobilna Sephora, ale są! Idę więc dalej z nadzieją, że spotkam innych… takich normalnych ludzi w tym popieprzonym świecie.

    Komentarze