Juras Blog: Uporządkowane Finanse Conora

    Jak luj Pudziana z walki z Graciem spadła na kibiców MMA informacja, że nie dojdzie do długo wyczekiwanego starcia o pas wagi lekkiej pomiędzy aktualnym mistrzem Rafaelem Dos Anjosem, a królem „piórkowej” Conorem McGregorem. Brazylijczyk nabawił się kontuzji stopy, która uniemożliwia Jemu występ za dwa tygodnie. Żal, smutek, rozpacz, krzyk milionów fanów MMA…

    Pisanie, nawet ironicznych komentarzy, że Brazylijczyk w jakiś sposób próbuje uciekać z walki wymyślając kontuzję są mocno chybione. Myślę, że RDA był tak zdeterminowany, aby utrzeć nosa pyskatemu Irlandczykowi, a kontuzja musiała być na tyle poważna, że ze łzami w oczach podejmował decyzję o wycofaniu się z tego pojedynku. Jestem przekonany, że za ten cały brak szacunku jaki Conor McGregor okazuje wszystkim innym zawodnikom kumulowała w Nim taka złość, że jakby eksplodował to wysadziłby w powietrze całe USA i jeszcze kawałek Meksyku. Na bank miał Jego zdjęcia w każdym zakątku domu naszpikowane lotkami z ostrym końcem. Szkoda tylko lodówki, którą najpierw ozdobił twarzą McGregora, a chwilę później pociął maczetą, podpalił benzyną i zrzucił ze schodów. Stało się. Trudno. trzeba żyć dalej, a UFC szybko postarało się o zastępstwo. Kolejka chętnych była długa. Pierwszym wyborem był Doland Cerrone, który walczył w poprzedni weekend szybko wygrywając trójkątem nogami. W formie, przygotowany na 5 rundowe starcie. Sam z miejsca zgłosił akces do tego pojedynku.

    Jednak Dana White miał inny pomysł. Wiadomo, że walka Conora McGregora musi zgadzać się w skarbcu amerykańskiego giganta, a walka z Cerrone nie jest takim magnesem, aby wydawać kilkadziesiąt dolarów na PPV. Taaaaaaadaaaaaaaaaaaam! Kto może sprawić, że najbliższa konferencja prasowa będzie festiwalem trash talku, arogancji, pokazywania fuck off rywalowi, przepychanek itd? Nate Diaz panie i panowie! Wiadomo 🙂

    Zatem main event UFC 196 zostaje uratowany względem zainteresowania kibiców. Będzie głośno, będzie gadanie głupot, szarpanie na ważeniu. Będzie show, a to dla UFC najważniejsze. Dla Conora również, który w UFC zarabia krocie, a perspektywa braku walki oznaczałaby pewno, że chciwy Irlandczyk nie miałby za co zatankować swojej floty luksusowych samochodów. Show będzie, a co zatem ze strona sportową? Tutaj może być gorzej. Nie wiemy w jakiej formie jest Nate Diaz. Oczywiście UFC może twierdzić, że Diaz był zawodnikiem rezerwowym organizacji, a tacy dostają pieniądze, za trochę intensywniejszy trening na ewentualność kontuzji głównej gwiazdy, ale niespecjalnie przekonają mnie, że jest gotowy na pięć rund z Conorem. Przykład? Chad Mendes. Póki miał tlen to trzymał Irlandczyka na plecach, ale w drugiej rundzie widzieliśmy jak słupek O2 drastycznie spadł do poziomu zero. Podobnie może być zatem z Diazem.

    Ciekawi mnie jedna kwestia. Czy pojedynek nie zostanie wcześniej zablokowany… przez komisję antydopingową. W dwa tygodnie Nate Diaz nie wyczyści organizmu z marihuany, którą razem z bratem Nickiem jarają w takich ilościach, że rodzinne Stockton zgłosiło się już do Obamy o dotacje na walkę ze smogiem.

    Tak czy inaczej dalej z chęcią obejrzę main event, bo każda walka McGregora, to pokaz nieprawdopodobnych umiejętności. Jestem fanem Jego talentu i miałem przyjemność oglądać na żywo jego debiut UFC w Sztokholmie. Nie bardzo jestem natomiast fanem tego całego śmieciowego gadania. Wyrosłem w kulturze szacunku dla rywala, która wpajana mi była na matach Taekwon-do. Moje typowanie? Spacerek dla McGregora. Pomimo tego, że walczą w kategorii… półśredniej 🙂

    Miłego Dnia!

    Komentarze