Juras Blog: Szwedzki Potopik

    Miał być potop szwedzki, a był potopik. Jakkolwiek to brzmi. Za nami pojedynek, na który czekało wielu fanów polskiego MMA, czyli starcie na szczycie dywizji półciężkiej UFC, Alexandra Gustafssona, z cieszyńskim księciem Jankiem Błachowiczem.

    Napiszę to, gdyż zaraz znajdą się rankingowi ortodoksi chcący błysnąć swoją niebywałą wiedzą, która nie jest w stanie poruszyć choć odrobinę kija, który głęboko penetruje ich tyłek. Walka na szczycie z racji pozycji rankingowej numer 2 Maulera, gdyż Janek dostał szansę od losu walcząc z tak renomowanym rywalem.

    Lepiej? – cytując reklamę batonika czekoladowego z orzechami, którego od chwili kiedy połamałem na nim zęba w Moskwie, a później przez kilkaset kilometrów do Charkowa pociąłem język próbując go „usunąć” nie jestem fanem.

    To też ciekawa historia, bo już na miejscu miałem tak tego dość, że byłem bliski odwiedzić ukraiński gabinet stomatologiczny. Jednak nie jestem, aż takim hardcorem, więc po dwóch szklankach marnej whisky zrobiłem użytek z mojego szwajcarskiego scyzoryka wyposażonego w małe obcęgi. Serio serio. Wracamy do tematu!

    Jano stanął przed wielką szansą na UFC Hamburgu, a Jego niespodziewane zwycięstwo mocno rozpędziłoby jego karierę w UFC i dało kolejne duże walki, za duże pieniądze.

    Nie udało się, ale wstydu nie było i chyba nawet najwięksi krytykanci Błachowicza musieli darować sobie pełne satysfakcji komentarze „a nie mówiłem?”.

    Sep 3, 2016; Hamburg, Germany; Alexander Gustafsson (red gloves) competes against Jan Blachowicz (blue gloves) during UFC Fight Night at Barclaycard Arena. Mandatory Credit: Per Haljestam-USA TODAY Sports

    Zaczęło się dobrze. Kontrola walki w stójce na korzyść Janka, świetne kombinacje ciosów w tułów i głowę rywala. Sam Gustafsson był zaskoczony celnością akcji Janka, gdyż niespodziewanie to on pierwszy zainicjował klincz. Szkoda tego sprowadzenia pod koniec pierwszej rundy, bo tak można by było liczyć na 10-9 dla Polaka, co już było pewnym zaskoczeniem.

    Przypomnę tylko, że bukmacherzy nie pozostawili wątpliwości na kim można zarobić pieniądze dając za zwycięstwo Janka kurs 4,6. Tak tak. Jestem znowu w plecy. Trudno co robić. Sprzedam więcej narkotyków dzieciom, ukradnę kilka luksusowych aut i sprzedam się do niemieckiej agentury kilka razy. Szybko się zwróci.

    No dobra. Będę szczery. Nie mam na jedzenie przez najbliższe tygodnie. Dziękuje Tobie Body Chief, że jesteście. Gorzej z weekendami, ale to ogarnę w przyszłą sobotę na Ladies Fight Night, bo planują after party po gali. Wszech wiadomo, że na afterach zawsze jest coś do jedzenia! W niedziele pojadę do mamusi na obiad, to wezmę jakieś słoiki z gołąbkami ze sobą.

    Koniec tych dygresji bo nie o mnie miał być ten blog. Przestaje gwiazdorzyć! – ponownie ta reklama…

    Druga i trzecia runda to już niestety dominacja Alexa, przy czym w rundzie drugiej ja bym punktował 10-8 na korzyść Szweda. Szybko sprowadzona walka do parteru i świetna kontrola walki G&P.

    Duży zasięg i umiejętna praca łokciem szybko sprawiły, że twarz Janka zaczęła przypominać misia Panda.

    Wszystkie próby dojścia do balaszki, dźwigni na łokieć były szybko niwelowane. Szkoda. Trzecia runda to imponująca wymiana w stójce, celne ciosy z obu stron i chyba wszyscy liczyliśmy, że Mauler podejmie się bójki z Jankiem, ale szybko górę wzięło doświadczenie Szweda i niestety tego dnia słabo działające defensywne zapasy Polaka. Zbyt duża łatwość sprowadzeń, choć wynikająca głównie z ubywającej kondycji.

    Decyzja dla Gustafssona to oczywiście już formalność. Miał wygrać z Jankiem trzymając jeden palec wiadomo gdzie, a tymczasem przegrywając płaszczyznę, w której miał dominować wykazał się przytomnością i to On sprowadzał walkę do parteru. Już teraz można powiedzieć, że takie scenariusza Team S4 się nie spodziewał.

    blachowicz-gustafsson-laczy-nas-pasja

    Szybko runął szykowany plan gry na ten pojedynek, choć trzeba podkreślić, że trenersko cały sztab przygotował Jano najlepiej jak potrafili. Dobry obóz sparingowy, świetnie przygotowane akcje w stójce i znacznie poprawione cardio Polaka. Brawa dla szefa trenerów Piotrka Jeleniewskiego i brawa dla Roberta Złotkowskiego za tę stójkę. Kamil Umiński, profesor parteru też dołożył swoją cegiełkę w tym wszystkim.

    Jak dla mnie… paradoksalnie był to najlepszy bój Janka w UFC, mimo porażki. Nie spalił się psychicznie, mimo ciężaru pojedynku i szybko zaczął realizować założenia presji na Szweda w stójce.

    Wiadomo, że nie można cieszyć się z porażki, bo to jednak wynik idzie w świat, ale ja jestem zadowolony z tego co zobaczyłem, bo napawa mnie to optymizmem przed kolejnymi walkami Janka w UFC. Jest progres. Już teraz czekam na kolejnego rywala i tak sobie myślę, że będzie to kolejny zawodnik z pierwszej dziesiątki półciężkiej. I bardzo dobrze! Jak pokazał ten pojedynek Jano lepiej czuje się rzucany na głęboką wodę niż obijać Pokrajaców.

    Nieprzypadkowo piszę o Chorwacie, bo ten kretyn napisał na Twitterze o łatwym zwycięstwie Maulera nad Jankiem. Kto jak kto, ale jeżeli nie chcesz być postrzegany jako idiota, to nie piszesz z przekąsem o zawodniku… z którym przegrałeś. To tak jakbym ja szydził z Valtonena. Dostałem w łeb, a potem deprecjonuje jego kolejne walki. Nie bez powodu o Pokrajacu czy Cro Copie mówi się, że są bucami do kwadratu. Wiem, co mówię. Miałem okazję poznać obu.

    Jano głowa do góry, reset, odpoczynek i dalej jazda! Tak jak od początku tak do końca #teamJano.

    Miłej niedzieli!

    Komentarze