Juras Blog: Stagnacja kibica MMA

Hej ho, ludki moje niedobre! Nawet jak dobre, to na bank każdy ma jakiś grzech na koncie. Choćby jeden. Moralniak po piątkowej nocy, narkotyki, alkohol, czy po prostu non stop myślicie o tyłku żony kolegi, czy bicepsie faceta swojej przyjaciółki. Jedni średnio się tym przejmują, a inni biczują się co wieczór leżąc plackiem w kościele, jak Szakal w “Killerów Dwóch”.

Skoro właśnie sprawiłem, że zastanowiliście się nad swoim życiem i z przykrością przyznaliście mi, że jesteście niedobrymi ludkami zakładam, że mam Waszą atencję. Choć pewno trochę się nie lubimy teraz prawda? Znaczy wy mnie, bo ja to generalnie lubię większość ludzi. Chyba, że jesteś degeneratem, śmieciem, damskim bokserem, ćpunem, lanserem, czy skończonym debilem o IQ kapkę większym od konia, co by podczas zmywania podłogi nie pić wody z kubła. Takich nie lubię. Takich eliminuję. Szkoda czasu na ludzkie ścierwa. Niestety jest ich trochę, więc zgodnie z moją filozofią Jing-Yang musimy stać w opozycji do takich elementów i być ludźmi dobrymi. Małe grzeszki rozliczam i daje rozgrzeszenie. Amen.

No dobra. Po tym dziwnym wstępie mogę śmiało przejść do tematu dzisiejszego bloga. W MMA ruch, jak w studiu z Sashą Grey. Jest więc o czym pisać!

Zgrzeszyłem. Jako fanatyk MMA, fan tego sportu, sekciarz dyscypliny. Przyznaję się, że powoli dostrzegam pewnego rodzaju znużenie tym wszystkim, co dzieje się na rynku polskim i zagranicznym. Ot tak. Coraz mniej czasu poświęcam na wertowanie portali branżowych, coraz częściej łapie się na tym, że czytając nazwisko zawodnika, nie mam pojęcia kto to jest. Plotki nie obchodzą mnie w ogóle.

lukasz-juras-jurkowski-komentator-laczy-nas-pasja

Moja rola poznawcza branży ogranicza się do robienia reaserchu przed galami, które prowadzę jako ring announcer lub komentator sportowy. Patrzę w rekordy, oglądam wywiady, szukam ciekawostek. Często poznaje zawodników, czy zawodniczki, którzy to ponoć już coś zaczynają znaczyć. Nie wynika to z mojej ignorancji, a raczej z braku czasu na zamulanie z komputerem na kolanach i odświeżanie MMARocks.pl co pięć minut.

Ktoś mnie pyta o typ na pojedynek, a ja nie mam pojęcia, o kogo pyta. Nie mówię o gwiazdach oczywistych, choć tych najbardziej wyraźnych już zdecydowanie mniej, niż kilka lat temu. No właśnie. Gdzie się podziały wielkie nazwiska niegdyś stanowiące o popularności MMA na świecie? Nie mówię już nawet o takich tuzach, jak Fedor czy Anderson Silva i cała reszta układu sił Pride-UFC. Teraz, bardziej współcześnie brakuje takich postaci. Mistrzowie zmieniają się, jak politycy przy korycie. To akurat dobrze, bo pokazuje jak nieprzewidywalny jest to sport.

Komentarze