Juras Blog: Pudzian kontra Kornik

Dziś króciutko, ale mam nadzieję interesująco. Pride Nevers Dies! Tym hasłem rozpoczynam dzisiaj mojego bloga. Wszystko za sprawą ostatnich branżowych doniesień jakoby Artur „Kornik” Sowiński wyzwał na pojedynek Mariusza Pudzianowskiego. Niby normalna sprawa, w tym świecie każdy każdego wyzywa podkręcając „hype” na zorganizowanie walki, zyskanie kilku punktów popularności i tak dalej. Jedni robią to subtelnie i z wyczuciem, innym załączyła się hybryda Cheala Sonnena z Conorem McGregorem. O zgrozo. Wychodzi to jak zwykle żałośnie i komicznie. Inaczej jest za sprawą „Kornika”. On swoją deklaracją rozgrzał wyobraźnie fanów tego sportu nad Wisłą. Dla mniej wtajemniczonych… mówimy o mistrzu wagi PIÓRKOWEJ, czyli kategorii wagowej do 66kg, który wyzywa do klatki Pudziana. Tego samego, który musi zbijać wagę aby wyrobić limit do 120kg. Ha!

Fani polskiego MMA podzielili się na dwa obozy, oczywiście. Jedni z łezką w oku wspominają czasy japońskiej organizacji Pride, gdzie takie pojedynki odbywały się z regularnością godną zwycięstw Joanny Jędrzejczyk, a inni psioczą, że to już taki freak, że ortodoksyjna dusza fana MMA może zostać wyssana wizualnie, niczym dusze pokonanych rywali przez Shang Tsunga. Kto nie wie, kto to Shang Tsung, życia przez Mortal Kombat nie zarwał!

Na szybko z głowy wracam do Japonii. Pojedynek Butterbeana (tak tego samego) kontra Genki Sudo. Różnica wagi grubo ponad 100kg. A u nas różnica 60kg, przy czym pamiętajmy, że nie będzie to ewentualnie walka w limitach, więc Kornik wbije pewno z 80kg na barki. Nagle zrobi się niespełna 50kg różnicy. Brzmi groteskowo? Pewnie! Jak inaczej potraktować takie starcie we współczesnym stadium rozwoju tego sportu nad Wisłą? Przy całej sympatii dla Kornika i Pudziana, nie wiem czy chcę, aby taka walka się odbyła. Znaczy z kibicowskiego punktu widzenia, z chęcią bym to obejrzał zajadając się popcornem, jednak reperkusje związane z takim pojedynkiem dla MMA w Polsce mogłyby być olbrzymie. Po latach mozolnej pracy nad wizerunkiem pro sportowym tej dyscypliny, ponownie cofniemy się do czasów walk Pudzian kontra najman, czy jeszcze lepiej Burneika kontra Dawid O. Na obecnym poziomie popularności MMA w Polsce nie potrzebujemy takiego regresu. Nie po to JJ i całe grono polskich fighterów robią kariery na świecie, aby oczy całego świata Wszechstylowej Walki Wręcz zostały zwrócone na klatkę KSW… Nie do końca przez sportowy wymiar walki i ciekawe zestawienie. UFC, M-1 czy Bellator z politowaniem patrzyłoby na europejskiego giganta, który walcząc o sprzedaż PPV idzie w stronę WWE. Nie strzelajmy sobie w stopy!

Kwestia zasadnicza w imaginacji takiego starcia jest taka… że Pudzian nigdy nie zgodzi się na takie starcie. Oprócz złotówek za walkę, a tych specjalnie Jemu nie brakuje, nie ma nic do wygrania, a wszystko do stracenia. Hipotetycznie nie widzę szans na zwycięstwo Kornika. Może na początku przygody Mariusza z MMA tak, ale nie teraz. W każdej płaszczyźnie walki gabaryt Mariusza sprawiałby, że każdy atak Sowińskiego odbijał by się od niego, jak rudy od drzwi imprezy. W przypadku porażki Kornik nie traci nic, a nawet zyskuje poklask, że miał jaja wyjść do najsilniejszego zawodnika MMA świata, a Mario? Westchnienia dezaprobaty, że pobił mniejszego od siebie. O konsekwencjach ewentualnej porażki Mariusza chyba już nawet nie ma sensu pisać, bo to oczywiste.

Zdaniem podsumowania. Czasy Pride minęły. Nawet ostatnia próba reaktywacji ducha japońskiego ringu przez organizację Rizin FF pokazała, że współczesny kibic MMA woli oglądać już starcia o wymiarze sportowym. Ja również! Mimo wielkiej sympatii do tamtych czasów.

No to na koniec wrzucę coś do ogródka KSW jeszcze. Mały 66kg kamyczek w osobie Marcina Wrzoska. Walka o pas z Arturem Sowińskim na majowej gali KSW! Dziękuję i pozdrawiam 🙂

Miłej środy! Jak już poczytacie bloga, to popracujcie coś może, a potem nie zapomnijcie zrobić treningu! Kto nic nie trenuje temu stara w domu truje! Albo stary, to już jak chcecie 🙂

Komentarze