Juras Blog: O trzech takich bokserach…

    Serdeczności przy niedzieli! Co prawda miałem dziś nagrać videobloga inspirowany kolejną wiadomością, którą dostałem na moim facebookowym fanpage’u, w które to autor wspina się na wyżyny swojego niewielkiego intelektu, próbując nieudolnie sprawić, aby zrobiło mi się przykro, ale insynuacje o homoseksualizmie wydedukowanym z mojej barwy głosu czy wmówienie mi najniższej rangi w więziennej celi dawno przestały mnie ruszać, a wręcz przeciwnie. Bawi mnie to bardzo. Wszystko oczywiście utrzymane w klimacie „wojny” na linii Lech-Legia. No cóż. Może i jestem pajacem z „laźieńkowśkiej” (pisownia oryginalna), ale za to fajnym! Videobloga zrobię zatem na środę.

    Skąd ta nagła zmiana pomysłu na wpis? Chyba wszyscy fani sportów walki, wiedzą, że dziś w nocy Krzysztof Głowacki obronił mistrzowski pas WBO w kategorii cruiser pokonując zdecydowanie mocnego U.S.S Cunninghama. Powiem szczerze, że oglądałem zaciekawiony formy naszego zawodnika i trochę samo przekonania się, że zwycięstwo nad Huckiem i zdobycie pasa WBO nie było przypadkiem. Może faktycznie polski boks nie jest w takiej stagnacji jak wydawało mi się od dłuższego czasu? Kto czyta moje blogi w miarę regularnie, wie jakie mam zdanie na temat kondycji polskiego pięściarstwa. Zdanie, które dzisiaj chcę skorygować nijako posypując głowę popiołem. Może być ten z domu rodzinnego braci Diaz 😉

    O trzech takich bokserach… tak wiem, że ortodoksy zaraz pojadą mnie w komentarzu, że bokser to pies, a mówi się pięściarstwo, ale tak jakby mam to gdzieś. Nie jestem z tych, którzy wieszają na pobliskim drzewie jak ktoś na motocykl powie motor. Chyba, że chcę się celowo czepić i trochę podokuczać.

    Nie będę mądrzył się na temat wartości technicznej pojedynku Krzysztofa Głowackiego, bo zostawiam to specjalistom od tej dyscypliny. Mi się podobało. Tak po prostu. Fajna praca nóg, luz w zadawaniu ciosów, dobry timing. To, że polskie chłopaki łby mają twarde już wszyscy wiedzą. Była fajna 12-rundowa bijatyka. Lubię to. Tym bardziej, że nie często ktoś sadza na tyłek Cunninghama cztery razy w ciągu walki. Gratulacje dla naszego mistrza.

    fonfara-szpilka-glowacki-laczy-nas-pasja

    Do rzeczy zatem, bo pewno chcecie skorzystać z niedzielnej pogody i pohasać łąką z kwiatami we włosach, tudzież w opcji dla łysych – w ręku.

    Prawdopodobnie wypomnicie mi, że kogoś pominąłem, że coś niesprawiedliwe itd. Nie jestem kibicem boksu, który śledzi na bieżąco wszystkie informacje czy przegląda regularnie branżowe portale. Moja wiedza od czasów Tysona, Hollyfielda, Lewisa czy Andrzeja Gołoty w swoim Prime Time mocno spadła. Nie było nikogo prócz Tomasza Adamka, który mógłby mnie zaciekawić. Na którego walki wstaje się w nocy i trzyma kciuki. Aż do teraz. Jeszcze jakiś czas temu był to tylko Andrzej Fonfara. Jeden z najbardziej utalentowanych polskich pięściarzy, mój kolega, „brat po sza(L)u”. Od walki z Tomaszem Adamkiem, w której skazywałem jego na porażkę, drugim jest Artur Szpilka. Nie sądziłem, że zrobi taki progres w rozwoju, że dorośnie do bycia top zawodnikiem tak technicznie jak i przede wszystkim mentalnie. Poznaliśmy się jakiś czas temu i widać w oku ten błysk, to coś co mówi ci – nie ma w tym żadnej ściemy, idę po pas, po mistrza, po marzenia. Artur to ma i choćby walka z Wilderem to pokazała. Walka przegrana przypomnę, ale paradoksalnie jedna z lepszych w wykonaniu przyszłego mistrza wagi ciężkiej liczącej się federacji. Trzecim do tercetu polskich pięściarzy na których będę budził się w nocy jest bohater dzisiejszej nocy, Krzysztof Głowacki. Skromny gość z Wałcza, który wskoczył na najwyższe podium wagi cruiser jakby był dodatkiem do urodzinowego tortu, z którego na znak wyskakujesz i mówisz „Sto Lat”. Ja co prawda wolę aby przy takich imprezach była do piękna, zgrabna brunetka 😉

    Myślę tak sobie pisząc tego bloga, że z tym polskim boksem nie jest tak źle. Do tej „mojej” trójki aspiruje przecież kilku innych chłopaków ale wybór kto zostawiam już specom z branży. Gale Polsat Boxing Night to spore wydarzenie medialne dla przykładu, choć mimo wielkiej sympatii i szacunku mam nadzieje, że nie zobaczymy już tam Tomasza Adamka. Szkoda zdrowia Panie Tomku. Nie chcę aby za kilka lat skończył Pan jak jeden z naszych topowych niegdyś polskich zawodników wagi ciężkiej. Z szacunku nazwiska nie wymienię.

    To tyle w sumie takiego luźnego przemyślenia. Trzymam kciuki za polaków zawsze i wszędzie. Teraz jestem fanem trójki wspaniałych w bokserskich rękawicach i już nie mogę doczekać się zarwania kolejnej nocki. Polska GórOM cytując Pudziana!

    Komentarze