Juras Blog: Motywacja

Dzisiejszego bloga piszę sobie wygodnie siedząc a Pendolino zmierzając do trójmiasta, gdzie już jutro, a w zasadzie dziś, bo publikujemy wpis w sobotę, odbędzie się Fit Festival, na którym to będę miał przyjemność gościć z zaproszenia firmy Iron Horse Series. Uważajcie na mnie i z góry przepraszam, gdy będę napadał na Was z kamerą i mikrofonem. Szykujcie się również na kilka ciekawych „konkursów” z udziałem gości IHS Różalem i Michałem Materlą. Sam je wymyślałem, więc możecie się domyślać, że normalne nie są. Będzie też „człowiek shaker challenge”. Polecam przejrzeć internet aby dowiedzieć się na czym owa zabawa polega. Tyle o targach ogólnie. Delikatnie będę schodził zatem na temat główny dzisiejszego bloga. Motywacja. Podczas Fit Festivalu na zaproszenie organizatorów poprowadzę również panel dotyczący Motywacji w Sportach Walki. Jakoś nigdy specjalnie nie byłem internetowym motywatorem wrzucającym wzniosłe hasła „idź na całość” i takie tam pierdoły. Raczej wolę dopingować moich podopiecznych na macie. Kto trenuje i wytrzymał ze mną już trochę ten wie, że u mnie nie ma taryfy ulgowej i często bywam brutalnie szczery. Tak już mam. Bardziej niż wypłata w klubie interesuje mnie zaangażowanie poszczególnych ludzi, a kiedy widzę, że ktoś, kto mówiąc uczciwie nigdy nie wygra żadnej walki amatorskiej czy zawodowej , a orze mate jak Jones szklany stół z kokainą to jest dla mnie największą nagrodą w trenerskiej pracy. Wolę jednego pracowitego niż dziesięciu „utalentowanych”.

Czym jest motywacja? środkiem, który mimo przeciwności losu, życia, zdrowia pcha Ciebie do przodu. Determinuje osiąganie stawianych celów. Nie wiem czy to definicja z Wikipedii, bo jadę pociągiem w szczerym polu i nie mam jak sprawdzić.

Ilu ludzi tyle sposobów motywacji. Dla jednych zdjęcie idola nad łózkiem, dla drugich sukces sportowy, inni dla hajsu czy sławy. Każdy powód jest dobry o ile działa. To motywacja sprawia, że często wstając rano masz ochotę rzucić to wszystko i powiedzieć „dość”. Bolą mięśnie, kontuzje nie pozwalają normalnie funkcjonować, a brak widocznych efektów powoduje frustracje. „A może by to wszystko rzucić w pizdu?” Nie kurwa! Najgorsze co można zrobić to zatrzymać się w drodze do celu. Nie wybaczycie sobie tego. Prędzej czy później. Myśl, że byliście blisko, a odpuściliście będzie prześladowało Was niczym Macierewicz…wszystkich.

„Chcę być fit, z kratką na brzuchu, podobać się facetom, dziewczynom.” Co stoi na przeszkodzie? Tylko Wy sami. Zrób to. Ile to roboty? tylko i aż konsekwencja. Przestań wpieprzać chipsy i zapijać browarem każdego wieczora szukając powodu na wytłumaczenie się przed samym sobą! Zbierz swoją leniwą dupę z kanapy i idź pobiegać, zrób kilka pompek i brzuszków.

„Ojojoj jestem gruby/gruba dla mnie już jest chyba za późno, nie dam rady, kocham jeść, a chciałabym być fajną laską.”  No to albo fajna laska albo wpieprzanie pizzy na każdy posiłek. Ja rozumiem, że otyłość bywa chorobą, że używając tego brzydkiego słowa grubasy próbują tłumaczyć się przed samym sobą. Gówno prawda! Z wyjątkiem prawdziwych schorzeń genetycznych to choroba…ale psychiczna. Przestań zatem użalać się nad sobą i zacznij od małych kroków. Nie musisz rzucać się na katowanie dietą od pierwszego dnia swojej zmiany. Przestań słodzić herbatę dziesięcioma łyżkami cukru, a na śniadanie cztery bułki zamień na dwie kromki ciemnego pieczywa. Za ciężko biegać? możesz spacerować. Przykładów można mnożyć. Przestać gadać o zmianach, a zacząć te zmiany wprowadzać!

Przychodzisz na mate ale nie masz ochoty robić każdego ćwiczenia? Bo za ciężkie, bo nie umiem, nie mam kondycji? hahahahahaaha nie rozmieszajcie mnie. Sporty walki to szkoła charakteru. Jeśli go nie masz to raczej nigdy mieć nie będziesz. Odpuścisz raz, będziesz odpuszczał całe życie. Nie tylko na macie. Poddasz się w trakcie walki z błahego powodu…poddasz się również, gdy szef zrobi konkurs na swojego asystenta. Poddasz się jak dziewczyna czy chłopak o którego względy się starasz będzie czekała na Twoje zdecydowane działanie. Na walkę o nią, czy o niego. Ludzie lubią czuć się zdobywani sercowo. Jeśli Ty tego nie zrobisz…zrobi to ktoś inny. Wybieraj.

Trenuj tak jak będziesz walczył. Często to powtarzam. Lepiej bić, niż być bitym. Proste prawda?

Nie szukajcie wymówek. Żadnych. „Nie mogę trenować, bo boli mnie noga”  – rób biceps i klatę… „boli ręka” – idź biegać „bolą plecy”  – idź na basen. „Boli głowa” – endorfiny po treningu uśmierzą ból. Widzieliście w sieci filmiki, na których ludzie bez nogi, czy ręki zapieprzają na maksa, dźwigając ciężary, biegając itd? No to jeszcze raz powiedz, co cię boli, że nie możesz iść na trening?;)

Trzeba zmienić myślenie. Myśleć po sportowemu. Jak już wdepnęliście w ten nałóg to nie ma odwrotu. Sport i sportowy tryb życia to mega frajda. Uzależnienie od którego nie ma odwrotu. Nie chodzi tutaj o katowanie siebie każdego dnia restrykcyjną dietą i ćwiczeniami do utraty tlenu. Jest czas na pracę i jest czas na przyjemności. Obie te czynności są niezwykle ważne. Ja lubię w weekend zjeść pizze i popić whisky. Nie mam z tym żadnego problemu. Wstaje następnego dnia i idę na trening. Bez wyrzutów sumienia. Znajdźcie swój własny balans. Żyjcie. Względnie zdrowo. Nagroda w postaci dotarcia do celu zdeterminuje całe Wasze życie. Sportowe, prywatne i zawodowe.

Udanego weekendu! Ja pracuje…ale rzeczy do biegania zabrałem ze sobą i zamierzam je dobrze wykorzystać:)

Zagadka na koniec: jeżeli trener każe zrobić Tobie 20 pompek to ile powinniście zrobić w rzeczywistości?:)

Komentarze