Juras Blog: Magia Internetu

Witam wszystkich przy weekendzie, mam nadzieję, że już doszliście do siebie po piątkowym… treningu! Ha! W końcu to blog bardziej sportowy, niż nawiązujący do szeroko pojętej kultury narodu 😉 Ja właśnie wróciłem z polskich gór i popijając ciepłą kawę skrobię sobie dzisiejszego bloga. Chciałem napisać coś o sprawie Pudziana, który zaangażował się w walkę z atakującymi Jego firmę transportową imigrantami i konsekwencjach prawnych jego dosyć ostrych wypowiedzi, ale pomyślałem, że poczekam jeszcze na rozwój wydarzeń. Póki co sprawa w prokuraturze, a cały temat jest tak nielogiczny i żenujący dla mnie, że boli głowa od tej „politycznej poprawności”. Jak by mi ktoś skakał po samochodzie to pewno nie czekałbym obok z telefonem przy uchu oczekując, aż organ ścigania przyjmie moje zgłoszenie… Wy pewno też nie. Nie ma co. Sprawa oczywista dla każdego trzeźwo myślącego człowieka.

Miałem też w głowie napisać coś o dzisiejszej gali MMA Absolute Championship Berkut 29, która rozpęta dziś burzę na warszawskim Torwarze. Szykuje się naprawdę sportowe święto dla wszystkich fanów tego sportu. Fajne zestawienia gwarantują emocje. Szczerze? Jaram się nie mniej niż nadchodzącymi KSW i FEN. Jakby ktoś nie czytał moich wiadomości na Facebooku czy Twitterze, to będę miał okazję i przyjemność komentować owe wydarzenie dla internetowej platformy Eska Go. Startujemy od 19.00, a Was zachęcam do tego, aby wpaść i zobaczyć galę na żywo. Kto jeszcze nie był na gali MMA LAJW to niech szybko nadrobi. Z wysokości trybun słychać każdy cios, każde kopnięcie czy rzut o matę… tak, że potrafi przejść „ciara” po grzbiecie. Zupełnie inny odbiór tego sportu. Możecie „poczuć” jak trudny i bolesny jest to sport, a przy tym ile magii i adrenaliny generuje. Jedyny minus? Brak komentarza Janisza i Jurasa, hihihi.

Hmmmmmm w sumie to w dwóch akapitach zamknąłem mojego dzisiejszego bloga, jednak czytając trochę moich social mediów dostałem cios pod żebra i postanowiłem wyrzucić coś z siebie.

Internet. Miejsce, gdzie każdy każdego może jechać bez trzymanki mniej lub bardziej wybrednym komentarzem. Z roku na rok coraz bardziej zaostrzone prawo, egzekwuje przeginanie i znamiona przestępstwa jednak wciąż niezdefiniowana jest cienka linia pomiędzy agresywną dyskusją, a zwykłym ubliżaniem sobie wzajemnie. To miejsce, gdzie najbardziej zakompleksione ludzkie istnienie może dowartościować się, konsekwentnie jadąc w niewybredny sposób osobę, instytucję, inicjatywę i tak dalej. Świat, gdzie możemy dzielić się wzajemnie swoim życiem, wystawiając się na  pośmiewisko lub wzajemną adorację. Kraina, gdzie szukamy odpoczynku, kontaktu z drugim człowiekiem, akceptacji i możemy wcielić się trochę w kogoś kim chciałbym być, a wiem, że w rzeczywistości nie miałbym tyle odwagi, aby to zrobić.

Dla mnie internet to przede wszystkim zabawa i możliwość bycia w stałym kontakcie ze znajomymi. To miejsce, gdzie mogę dzielić się z Wami zabawnymi przeżyciami, pokazać trochę mojego świata od kulis i najnormalniej podyskutować na wiele tematów. Nie uważam się za osobę nadto publiczną, gwiazdę, celebrytĘ (tfu). Kto śledzi moje social media, wie, że jestem dosyć otwarty względem ludzi, których w rzeczywistości tak naprawdę nie znam. Współcześnie obecność w social mediach osób pracujących poniekąd wizerunkiem jest, może nie koniecznością, a potrzebą. Większość kont sportowców, aktorów, polityków czy osób popularnych prowadzone jest na zasadzie wrzutki suchej informacji, zdjęcia, komentarza. Bez możliwości interakcji z autorem, choćby z racji tego, że konta te prowadzone są przez osoby lub firmy zajmujące się PR. Autor może tylko ewentualnie zgodzić się na publikację lub nie. Ja lubię dyskutować z Wami online, być w kontakcie wiadomości prywatnej czy rozmawiać już poza wirtualną rzeczywistością. Często jednak to broń obusieczna, bo o ile rzeczowa dyskusja, a w moim wypadku często podszyta czarnym i ciężkim humorem bywa zabawna, to zawsze znajdzie się ktoś, kto zabawę popsuje, obrazi wszystkich w okół i zostawiając smród poczeka do następnej okazji aby jechać ze mną czy z kim innym. Mimo wszystko mam tak, że nie zniżę się do poziomu Lisa czy Kuźniara i będę blokował tak zwanych „hejterów” choć to słowo jest tak brzydkie, że zadrżały mi palce, kiedy je pisałem. Z chęcią podejmę nawet najbardziej wybredną krytykę w stronę mojej osoby, o ile jest na minimalnym poziomie merytorycznym. Jeżeli się mylę, przyznam się do błędu. Wielokrotnie to robiłem. Często jednak jest tak, że moje słowa bywają interpretowane… tak jak chce je przeczytać autor „burzy w szklance wody”. Z tym niestety nie mogę nic już zrobić. Mogę tylko próbować wytłumaczyć mój punkt widzenia i dużymi literami raz jeszcze kreślić ekran monitora. Często jednak i to nie pomaga.

Nie ma dla mnie tematów tabu, nie ma dla mnie większych świętości. Nauczyłem się z uśmiechem czytać o sobie najbardziej „pojechane” opinie jeszcze z czasów, gdy byłem aktywnym zawodnikiem, a branżowe fora kipiały jaki to ja jestem przereklamowany. Mogę zdradzić, że w natłoku gównoburzy często sam podkręcałem temat ataku… ze sztucznie stworzonego konta 🙂 Zdradzę Wam, że kilku zawodników czy ludzi branży robi to do teraz. Ja „trolluje” już z oficjalnego jeżeli jest taka potrzeba. Dlaczego? A czym różnimy się wzajemnie od siebie? Skoro Ty możesz nazwać mnie śmieciem, to ja mam przeprosić i się ukłonić bo „nie wypada mi z racji pozycji”? Gówno prawda. Oko za oko, ząb za ząb. Jednak ja odpowiem ci najbardziej wyszukanym żartem sytuacyjnym jaki wpadnie mi do głowy, Ty będziesz dalej brnął w obelgi, bo poziom intelektualny nie pozwala rozwinąć skrzydeł. „Moja racja jest racjniejsza, a moje zdanie jedyną prawdą.” – tak, ale tylko w wyimaginowanym świecie autora takiego myślenia.

Postanowiłem od jakiegoś czasu nie angażować się w tematy polityczne, religijne, itd. z racji obowiązków, które pełnię publicznie. Z chęcią jednak podyskutuję o tym wszystkim na żywo. Problem w tym, że mimo, iż można mnie znaleźć bez problemu… spotkałem niewielu, którzy będąc w opozycji do mojej opinii, przyszliby i powiedzieli: Juras pierdzielisz głupoty. Ja naprawdę mam kontrolowany charakter i jedyne czego można się obawiać… to tego, że dyskusja odbędzie się przy piwie, czy szklance dobrego trunku 😉 A ja do ekonomicznych nie należę :))))

Dystans… tego brakuje w internecie najbardziej. Życzę Wam, abyście się uczyli go jak najszybciej, bo inaczej będziecie się niepotrzebnie stresować. Uśmiechajcie się częściej, a nie zagryzajcie zęby czytając coś na swój temat. Skoro ktoś nazywa Ciebie chu***em bez żadnej argumentacji, to zazdrości Tobie czegoś. Urody, znajomych, ciekawego życia, fajnego samochodu, pasji. Internet to ostatnie miejsce, które powinno Was przyprawiać o siwe włosy. Jeżeli sobie z tym nie radzicie… odłączcie się od niego i szukajcie szczęścia wśród realnych, życzliwych Wam ludzi. Szkoda życia na idiotów. To apel szczególnie do młodszych internautów.

Czasami sam mam ochotę przestać odpisywać na Twitterze, FB czy Instagramie. W sumie czemu nie być takim kontem jakie prowadzi wielu „popularnych”? Sucha treść, olanie komentarzy, niech się sami nakręcają… Wtedy przychodzi mi do głowy kilka sytuacji… kiedy ostra dyskusja z social mediów… kończyła się wyżej wspomnianym piwkiem i dyskusją w miłej atmosferze realnego życia.

Pozdrawiam i do zobaczenia na Torwarze wieczorem! Tych, którzy dzisiaj żywo dyskutują ze mną na TT o Legii zapraszam do SportBaru Ł3 przed meczem z Jagiellonią 14 lutego. Ja z mikrofonem, więc przy kawie, ale chętnym piwko postawię. Tylko nie tłumaczyć się z nieobecności na stadionie walentynkami!!!! W rytm piosenki….”Moja jedyna miłość…” Najlepszego!

Komentarze