Juras Blog: Kobiety, wino, śpiew i Heldzik

Jeżeli ktoś spodziewał się, że dzisiejszego bloga zacznę od opisu pogodowego to muszę go rozczarować. Nawet jakby za oknem grad bił o parapet, a tornado wyrywało moją Mazdę z parkingu na wysokość trzeciego piętra, to i tak nic nie popsuje mi uczucia ekscytacji tym, co wydarzy się wieczorem.

Wiem, że wielu fanów MMA, piłkę nożną ma w dupie, ale jak dobrze wiecie ja na punkcie Legii Warszawa jestem zakręcony jak Conor McGregor po LSD. Dziś wieczorem pierwszy mecz o awans do elitarnej Ligi Mistrzów.

Po 20 latach mamy szansę, aby polski zespół znalazł się w piłkarskiej elicie. Trzymajcie kciuki nawet, jak na co dzień plujecie w naszą stronę. Ja tak mam, gdy inny polski zespół bił się o Europę.

Jeśli jednak trzymacie kciuki za Dundalk, to po prostu nie komentujcie pod tym blogiem, bo będziemy się przepychać. Są dwie rzeczy, z których nie potrafię żartować. Moja córeczka i Legia Warszawa. Z siebie łacha drę notorycznie. 🙂


Jedziemy z tematem na dziś. Za nami gala FEN 13 Summer Edition w Gdyni.

Śpiew. Od tego zaczęła się gala drugiej siły polskiego MMA. Na otwarcie imprezy pojawił się wokalista, którego nazwiska nie znam i chyba nie bardzo chcę pamiętać. Jego wykonanie popularnej piosenki Jona Bon Joviego przyprawiło mnie i chyba wszystkich w głęboką konsternację.

FEN-13-Summer-Edition-laczy-nas-pasja-1

Ja wiem, że można się spalić występem na żywo itd. Ale w tym wypadku zabrakło najważniejszego…głosu. Serio. Fatalnie to wyszło i nie jest to tylko moja subiektywna opinia. Może w innym repertuarze artysta czułby się lepiej, bo w tej piosence z Bon Joviego to miał tylko fryzurę. Już prędzej widziałbym na otwarcie „Eye of the tiger” w wykonaniu tej dziewczyny co śpiewała w przerwach. Także…następnym razem trzeba zrobić więcej prób albo… odpalić playback. Detale robią efekt. Do „Alei Gwiazd” czy „HeartBeat” Ani Karwan z KSW trochę brakowało. 😉

Na szczęście poziom sportowy FENu dalej jest wysoki. Świetne pojedynki, naprawdę dobre zestawienia. Jestem pod wrażeniem kilku fighterów i nie mówię już nawet o poziomie sportowym. Charyzma, wytrzymałość, serducho do walki.

Kozak walka Jarka Daschke z Marcinem Stopką, gdzie zobaczyliśmy świetny poziom techniczny reprezentanta Trójmiasta i niebywałą odporność i charakter górala z Nowego Sącza. Róża Gumienna kolejny raz pokazała konsekwencję i cardio, którego szczerze zazdroszczę, a Bizewski połamał sobie chyba ręce i głowę o Szredera.

FEN-13-Summer-Edition-laczy-nas-pasja-3

W walkach wieczoru Wlazło pokonał Gułasia i trzeba przyznać, że Michał uciszył trochę swoich prześmiewców mówiących o słabiutkiej kondycji, bo była tutaj właśnie kluczem. „Jagoda” nie miał prawa mieć sił na druga rundę, bo wziął walkę z marszu, był 20kg lżejszy. Co mógł to zrobił, a jeżeli miał wygrać, to tylko w pierwszych 3 minutach pierwszej rundy. Inna sprawa, że w wywiadzie po walce mógł powstrzymać się od mówienia o 10 treningach do walki. Stawia to go w roli tłumaczenia się, a FEN mało profesjonalnie, że zestawia takie coś. Michał, Marcin? Do zobaczenia u Was na rejonie:)

Walka wieczoru pomiędzy Hallmannem i Łebkowskim, to prawdziwy sztosik. Kapitalnie rozegrany bój reprezentanta Dzikiego Wschodu. Dobra praca na nogach, kapitalne proste i podbródkowe wsparte dobrą zapaśniczą defensywą.

Piotrek niestety nie obudził się w tym pojedynku i poza ciągłą presją i przyjmowaniu tony ciosów, nie zrobił nic aby wygrać. Słabo wyglądała też komunikacja z narożnikiem, gdyż jego trener Grzegorz Jakubowski non stop krzyczał wskazówki, które powinien w tym pojedynku realizować tak doświadczony zawodnik. No nic. Płetwal ogarniaj się i szybko wracaj do walki. Liczę, że zobaczę jeszcze twoje boje w UFC.

FEN-13-Summer-Edition-laczy-nas-pasja-4

Co zatem z „Bombą”? Pamiętam tego chłopaka z obozów KSW lata temu. Mega sprawny i ogarnięty, ale wtedy nie powiedziałbym, że będzie czołowym piórkowym w Polsce. Teraz z przyjemnością ogląda się jego pojedynki i trzymam kciuki za wspinanie się po drabinie kariery. No i gratulacje…za zaręczyny. Życzę wam szczęścia.

Kobiety. Wczoraj miałem spotkanie z szefem Ladies Fight Night, który organizuje galę w Warszawie. Już trzecią. Jak usłyszałem jakim budżetem dysponują i jakie mają plany, to powiem szczerze musiałem zebrać szczękę z podłogi i przetrzeć rękawem ślinę ze stolika. Zapowiada się naprawdę kozacki event, na którym walczą same Panie! Nasza polska…lepsza Invicta. Mam nadzieje, że jakaś telewizja się tą galą zainteresuje. Ma być full pro. Ja również tam będę jakby co, ale jeszcze nie ustaliliśmy w jakiej roli. Zależy od możliwości transmisji. Tak czy inaczej, śledźcie ich fanpage na facebooku…gdyż trzeba załapać się na bilety. Dodam tylko, że darmowe bilety! Do zobaczenia 10 września w warszawskich halach Expo.

marcin-held-laczy-nas-pasja-1Wino. Nie wiem po co to napisałem. Nic o winie nie będzie. Po winie boli głowa!

Heldzik. Od dziś Marcin Held, czołowy polski lekki nie jest już zawodnikiem Bellatora. Po wielu sukcesach w okrągłej klatce drugiej amerykańskiej siły, Heldzik zostaje wolnym zawodnikiem.

Nie oszukujmy się…celem jest UFC i z takimi papierami i wciąż rozwijającym się potencjałem, Marcin dostanie ten kontrakt z palcem w dupie. Hmmmmm nie brzmi to dobrze. Niech będzie bez palca. Znaczy bez dupy też. Po prostu niech zgarnie dobry dla siebie kontrakt. Chyba, że postanowi rozwijać się również wizerunkowo i PRowo na polskim rynku. Wtedy rozwiązanie jest jedno. KSW. Kto nie chciałby zobaczyć bitki Gamrot-Held, ten pała!


Dobra na dziś starczy. Czas ruszyć tyłek i zrobić jakiś trening, bo od obozu nie mam czasu potrenować nic, a robię się gruby w tempie kg na dzień. Jeszcze ze dwa tygodnie przerwy od treningu i diety, to będę mógł startować z Royem Nelsonem o tytuł najbardziej krągłego zawodnika MMA. Chociaż lepiej powiedzieć człowieka branży MMA, bo ja już na emeryturze.

naj(L)epszego!

Foto: fight24.pl

Komentarze