Juras Blog: Klatka samobójców

    Środa dzień… bloga! Nie wiem o czym innym pomyśleliście spragnieni oralnych atrakcji bezwstydnicy 🙂 Tematów do przegadania oczywiście mnóstwo, ale dziś chcę wyrzucić z siebie przemyślenia na temat Rondy Rousey, do niedawana mistrzyni UFC, gwiazdy popkultury, amerykańskiej celebrytki. Punktem zaczepnym, myślę, że znana już wypowiedź Rowdy w jednym z amerykańskich talk show o tym, że po przegranej walce z Holly Holm myślała o samobójstwie…

    Na początek zatem małe oświadczenie. Gardzę samobójcami. Serio. Może moja wrażliwość społeczna jest na prymitywnie niskim poziomie, jednak jak ktoś sam z siebie postanawia odebrać sobie życie, gdyż nie radzi sobie z problemami życia… nigdy tego nie zrozumiem. Już w tym miejscu oddzielmy konkretnie jedno. Co innego „mieć myśli samobójcze”, a co innego to zrobić. We wspomnianym wywiadzie Ronda Rousey mówi, że siedząc po walce w pokoju medycznym, myślała, żeby ze sobą skończyć. Ja rozumiem, że przyjęła za dużo ciosów od Holm, a kończący kop w głowę mógł przestawić kilka połączeń neuronów, ale nie powinna się tym chwalić teraz publicznie. Myślę, że wielu z Was w sytuacjach kryzysowych swojego życia myślało o linie, skoku z mostu, czy położeniu się na torach i nie mówię o słodkiej foci, którą co jakiś czas straszą nas nastolatki na swoich profilach social mediowych. Pozwolę sobie na małą dygresję w tym momencie. Kładąc się na tory… pamiętaj jak działa toaleta w pociągu. Jedziemy dalej 🙂

    Czyją ofiarą jest zatem Rousey? UFC które tak mocno pompowało popularność Rondy, czyniąc z niej nieśmiertelną? Sama Ronda Rousey, która dzięki milionom pochlebstw z ust wybitnych sportowców uwierzyła, że jest niepokonana, najlepsza i perfekcyjna? Może na Jej słabą psychikę wpływa fakt trudnego dzieciństwa, o którym często ze łzami w oczach opowiadają w filmikach promocyjnych Jej kolejne starcia? Myślę, że to wszystko trzeba wrzucić do blendera i porządnie wymiksować. Jako przyprawę dodałbym jeszcze wysoki poziom sportowej ambicji. Tego Rondzie nigdy odmówić nie można było. Moim zdaniem Rowdy nie jest i nigdy nie była mocna psychicznie. Agresywne wyjścia do walki, szarpaniny na ważeniu to przede wszystkim gra i próba negacji strachu, który towarzyszy Jej przed każdym pojedynkiem. Strachu, który, do cholery, jest najnormalniejszym uczuciem w świecie sportów walki. Każdy fighter myśli o konsekwencjach porażki. Niekoniecznie tych zdrowotnych. Z tym, że napompowany balon medialności Rowdy był tak duży, że to Ją gniotło zdecydowanie bardziej niż innych wysokiej klasy fighterów. Po porażce z Holm, zawalił się Jej cały świat…

    Ronda Rousey, to fenomenalny sportowiec i nawet porażka z Holly Holm (w fatalnym stylu) nie zmienia mojej oceny. Jestem wielkim fanem Jej sportowego talentu i w kolejnych walkach będę trzymał z Nią kciuki. Nie można nikogo skreślać po jednym potknięciu. Rousey musi sobie to teraz wmówić sama i zabrać się do ciężkiej pracy, aby ten mistrzowski pas UFC odzyskać. Może mniej celebrytowania, a więcej pracy nad boksem? Wierzę, że w rewanżowej walce odzyska tytuł i spełni się Jej Amerykański Sen po raz kolejny. Co zatem z tym oświadczeniem telewizyjnym? Hmmmm nic innego jak początek budowania filmowej historii w drodze do powrotu. Powrotu do sportu, powrotu do klatki, powrotu na szczyt. Ameryka płaczę teraz razem z Rousey. Zapłaczą ponownie gdy ta odzyska tytuł. Wtedy… wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie.

    Miłego dnia!

    Komentarze