Juras Blog: Grubiutko!

Środa dzień loda! I nie mylić proszę z oralnymi atrakcjami, a czytać dosłownie. Ja może specjalnie za lodami nie przepadam ale za dobrą pizze jestem w stanie ugryźć dowolnie wybraną osobę. Luis Suarez wie o czym mówię. Tak czy inaczej dziś będzie o jedzeniu i MMA. Jak to połączyć? W dobie ostatnich doniesień ze świata Wszechstylowej Walki Wręcz, gdzie możemy zobaczyć zdjęcia z aktualna formą fizyczną mistrzów MMA, Wanderleia Silvy czy Rondy Rousey nie będzie to trudne. Oboje lekko się zapuścili fizycznie, wybierając frytki i pizzę zamiast jabłka i odżywki białkowej. Wcześniej lekką konsternację wywoływały zdjęcia Jona Jonesa czy Franka Mira, którym bliżej było do reklamowania McDonaldsa niż atlety UFC. Czytam niektóre komentarze w sieci na temat tych zdjęć i niektórzy widzę odlecieli na planetę Mister Uniwersum czy tam inna Olimpia. Ochłońcie trochę i jeżeli faktycznie Wasza psychika nie dopuszcza do świadomości, że INNI ludzie mogą żyć tak jak się im to podoba, a nie wedle kanonów diety i piękna przez Was wytyczonym, to zwińcie się w kłębek i pochlipcie sobie w kącie swojego pokoju. Mówię to ja, życiowy hedonista, który nigdy formy fizycznej na kulturystyczne debiuty nie miał, a kratkę na brzuchu widziałem jak przespałem się chwilę w lato na studzience kanalizacyjnej.

MMA to nie kulturystyka. To nie wygląd zawodnika determinuje jego osiągnięcia. Oczywiście są tacy, który mniej lub bardziej naturalnie wyglądają imponująco i do tego potrafią zacnie palnąć.

fat-mma-laczy-nas-pasja

Zatem powiem Wam z doświadczenia na czym polega to całe larum wizerunkowe. Zawodnik/Zawodniczka ma mieć formę na walkę. Ma zrobić wagę. Większość z Nas ogląda efekt końcowy, kiedy wycieniowani wchodzą na oficjalne ważenie. Następnego dnia już tak imponująco nie jest, bo sporo wody zostaje odzyskanej i „rzeźba” spada. Co po walce? Wszystko to co jest niezdrowe! Większość fighterów z całego świata musi najzwyczajniej odreagować i zrobić te wszystkie zakazane na etapie przygotowań, pyszne rzeczy. Ile widzieliście zdjęć mistrzów UFC z McDonaldsa? Na szybko z pamięci Lawler, GSP, Jones. Kilka tygodni przygotowań, a potem w dwa tygodnie odzyskanie po 7/8 kg czystej masy tłuszczowej. Wiem co mówię. Ja w dwa tygodnie z 93kg wskakiwałem na jakieś…105kg:)

Nie dajmy się zwariować z tą modą na bycie 100% fit. To nie ta branża. W tym sporcie czasami trzeba odreagować stresy związane z przygotowaniami, startem, bólem. Niektórzy kochają jedzenie i oddają się tej przyjemności bez opamiętania, a niektórzy idą w alko/jointy/cocaine. Albo jedno i drugie. Są też tacy, którzy dbają o formę fizyczną przez cały rok i po walce zamiast pizzy idą do warzywniaka po marchewki. Każdy to co lubi.

Wand spasiony? Ronda zalana? I co z tego? Gwarantuje Wam, że nawet jakby właśnie wstali od wigilijnego stołu to rozniosą połowę swojej dywizji.

Na dziś już kończę. Takie krótkie przemyślenie w danym temacie. Ja nigdy nie byłem i nigdy nie będę rzeźbiony dłutem. Jak celnie podsumował to Różal…mamy wygląd wysranej jagody. Dobrze czuje się z moja oponką, a względna dieta i trening sprawiają mi po prostu wielką frajdę. Po co mi zatem redukcja? Jak mam trochę mniej kilo do dźwigania, mniej mnie boli mój rozpieprzony kręgosłup;)

P.S tylko, żeby mi teraz połowa z Was nie rzuciła zdrowego trybu w kąt! Jest czas na pracę i czas na odpoczynek. Wszystko z umiarem. Dzisiejszy blog dotyczy zawodowych sportowców….którzy pewno za miesiąc/dwa będą ponownie wyglądać na pro atletów.

Miłej Środy! Lecę na trening. Was też do tego namawiam.

Komentarze