Juras Blog: Głupek, ale wybitny!

    Jon Jones, były mistrz półciężkiej UFC nie daje o sobie zapomnieć. Niestety niewiele ma to wspólnego z fenomenalną dyspozycją w oktagonie największej organizacji MMA na świecie. Jones ostatni raz do walki wychodził w styczniu 2015 wygrywając z Danielem Cormierem na UFC 182. Co potem? W zasadzie u Jonesa nic nowego, gdyż jest on ewidentnym przykładem młodego chłopaka z Nowego Jorku, który zbyt szybko doszedł na szczyt i zbyt szybko zaczął zarabiać duże pieniądze. Notoryczna jazda po pijaku drogimi samochodami, awantury, dziwki, koks, tajski boks. Przez ostatni rok Jon Jones był częstszym gościem posterunków policji niż miejscowy kapuś. Czarę goryczy wymiaru sprawiedliwości przelała sytuacja, gdy naćpany Jones staranował na skrzyżowaniu kobietę w ciąży, po czym szybko oddalił się z miejsca wypadku biegiem. To, że jest idiotą wiadomo nie od dziś, bo na fotelu pasażera zostawił opakowania z niedozwolonymi prawnie smakołykami. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że to Jones. Nasz As Intelektu nie wziął pod uwagę, że w Nowym Meksyku, tak jak i w całych US jest osobą popularną i rozpoznawalną, więc nie było większych problemów z ustaleniem sprawcy.Wytrzeźwiał i przyszła refleksja… sam zgłoszę się na policję. Wcześniej oczywiście UFC wysłało do Albuquerque swoich najlepszych prawników, którzy akurat w łagodzeniu wyroków Jonesa mieli już całkiem niezłą wprawę. Wystarczy wspomnieć sprawę z wpadką antydopingową na kokainie. Pięknie zamiecione wszystko pod dywanik za milion dolarów,  po którym na codzień stąpają bracia Ferrtita i Dana White, szefowie organizacji.

    Kiedy wszystko wydaje się już naprostowane, a kibice zaczynają wierzyć w khatarhis mistrza, przebierając nóżkami na zbliżające się UFC 197 i ponowną walkę z Cormierem… bang! Jon „Troublemaker” Jones łamie warunki zawieszenia ścigając się ulicami Nowego Meksyku. Miała być wzorowa postawa, a jest to, co zwykle. Ten chłopak ma coś z głową. Nie wiem czy chce na siłę iść śladami legendarnego Mike Tysona i być równie dobrze zapamiętany z wstępów w klatce i tych poza nią, ale o ile Żelazny Mike wychował się w skrajnej patologii i jego czyny często były determinowane właśnie trudnością charakteru to Jones z biedy nie pochodzi. Różnica jest również taka, że Mike miał za sobą Cusa D’Amato, który wychował go, nauczył boksu i radzenia sobie z ciężarem sukcesu. Fajnie wczoraj zauważył to Jakub Bijan z portalu MMARocks.pl. Mike Winklejohn i Greg Jackson widocznie nie mają żadnego wpływu na swojego podopiecznego. Wolą raczej zająć się szkoleniem innych utytułowanych fighterów, których maja przecież w swoje stajnie bardzo wielu. Biznes jest biznes.

    Jon Jones siedzi w więzieniu. Co dalej? Dowiemy się na dniach, ale mam dziwne wrażenie, że ponownie UFC napoci się solidnie, aby wyciągnąć swojego pupilka z gówna. Czy są w stanie stanąć ponad prawem? Nie wiem. Wiem natomiast, że już teraz sztab PR-owców siedzi pracując w pocie czoła jaką bajkę sprzedać opinii publicznej w tej sytuacji. Co zrobić, aby jednak ocieplić wizerunek Jona Jonesa. Po wpadce z kokainą był JEDNODNIOWY odwyk. Może teraz godzina w ośrodku dla rodzin, którzy stracili bliskich w wypadkach samochodowych? Jones wyzna skruchę, przeprosi i powie, że był idiotą. Nie, Panie Jones. Pan jesteś i będziesz idiotą. Przyjdzie czas, że naćpany kogoś rozjedziesz. Już raz było blisko. Co wtedy powiesz? Przepraszam byłem idiotą?

    Sportowiec wybitny i fenomenalny, ale głupek jakich mało. Szkoda.

    Komentarze